Dobre chęci niczym piasek - recenzja komiksu "Tequila: Władca marionetek"

Autor: Tomasz Nowak
4 kwietnia 2016

Łukasz Śmigiel i Katarzyna Babis mieli plan. Zebrali pieniądze w ramach portalu Polak Potrafi i uruchomili wielowarstwowy projekt Tequila, w ramach którego miały ukazywać się komiksy, książki, funkcjonować blog... Kto wie co jeszcze? Problem w tym, że otwierający do tego wszystkiego drzwi komiks Władcy marionetek nie okazał się olśnieniem. A powinien.

Na pierwszych stronach pojawia się pustynny świat - tak charakterystyczny dla wielu apokaliptycznych wizji. Jest pustynny, zalany żarem z anomalii zwanych oknami. To one i wypełzające z nich stwory zniszczyły świat, jaki znamy. W tej scenerii pojawia się jakiś cokolwiek dziwaczny szaman i półnaga dziewczyna o ponętnych kształtach, leżąca wśród szczątków rozbitego pojazdu powietrznego. Ale to tylko zmyłka, bowiem zaraz przeniesiemy się do... kwitnącego Edenu. Podobnie zresztą jak zmyłką jest sama postać tytułowej bohaterki (bo to o dziewczynę, a nie o flaszkę chodzi) oraz całą osnowę akcji komiksu - krwawą pogoń za tajemniczym artefaktem.

Te zaskakujące nieco elementy się nie zazębiają. Poparte nieco cynicznym humorem i nawiązaniami do różnych kulturowych pop-wątków jakoś by się obroniły, gdyby nie chwile fabularnej niemocy. Bije ona z plansz, gdzie mało jest słów, a główną rolę gra rysunek, także dość problematyczny.

Niby Babis ma rysować przejrzyście, dynamicznie, w stylu disneyowskim. Tymczasem osadzone na ogólnie zarysowanym tle postaci, wycięte grubą kreską obrysu wytracają dynamizm, który można zawrzeć w detalach. Brudne, ciemne kolory, mające zapewne budować nastrój, jeszcze bardziej zamazują całość. I nawet ciekawe kadrowanie nie jest w stanie tu już nic zmienić.

Postapokalityczna rzeczywistość Tequili choć ciekawa w założeniu w starciu z rzeczywistością wydawniczą okazała się apokalipsą serii, która nie doczekała się licznych, planowanych rozwinięć. Być może sprawiły to rozbudzone zapowiedzią, a niezaspokojone oczekiwania "brutalna i pełna erotyki post-apokaliptyczna histori"). Gołe cycki i zgrabne ciała plus parę błyskotliwych tekstów to za mało, aby zaskoczyć komiksowych wyjadaczy. A tego właśnie - zaskoczenia, znaczy się - czy przynajmniej szczypty oryginalności z pewnością oczekiwali. To zresztą zapowiadały zajawki serii - concept-arty czy fragmenty pojawiające się wcześniej na łamach magazynu"Coś na Prog".

Zainteresowanie światem Tequili dużo lepiej rozpalił zawarty na końcu komiksu rozdział powieści Liczba bestii planowanej jako pierwsza w tym cyklu. Władcy marionetek także wyglądają na jeden taki, wyjęty z większej całości "rozdział", który jedynie pobieżnie ślizga się po wątkach, jakie rozbudowane zostaną potem. Ale to przecież samodzielny ALBUM komiksowy, który musi obronić się sam. Zwłaszcza, kiedy ma przesądzić o być albo nie być całego uniwersum.

Staje się zatem komiks o Tequili bardziej przestrogą, że szczere chęci czy nawet sensowna wizja mogą łatwo rozminąć się z oczekiwaniami odbiorców. A tym przecież, skoro projekt zbiorowo sfinansowali, trudno odmówić dobrej woli. I tak planowana na wielką konstrukcja świata Tequili, zanim jeszcze na dobrze powstała, okazała się zbudowaną na piasku. I zwaliła się.

Tequila - 1 - Władca marionetek

Scenariusz: Łukasz Śmigiel
Rysunek: Katarzyna Babis
Wydawnictwo: Dobre Historie
Rok wydania polskiego: 1/2014
Liczba stron: 56
Format: A4
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363667900
Wydanie: I
Cena z okładki: 39 zł



blog comments powered by Disqus