"Thunderbolts #4: Bez litości" - recenzja komiksu

Autor: Aleksander Krukowski
27 lutego 2018

www.gildia.pl
Thunderbolts - 4 - Bez litości.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 27,90 zł 39,99 zł
dodaj do koszyka

Litości!

Thunderbolts to taki dream-team w wydaniu bad-assowym, powiedzmy: nightmare-team, w którym swoje siły łączy kilkoro antybohaterów ze świata Marvela. Grupę zwerbował i kieruje nią generał Thaddeus Ross, kojarzony bardziej jako Czerwony Hulk, a w jej skład wchodzą Deadpool, Punisher, Venom i Elektra, z czasem dołączyli Czerwony Leader i Mercy. W poprzednim tomie (Nieskończoność) ostatnia z wymienionych postaci trochę namieszała i Bez litości ciągnie ten wątek.

Otwierająca czwarty tom historia zabiera Thunderboltsów prosto do piekła, gdzie muszą pomóc Mephisto w odzyskaniu tronu chwilowo zagarniętego przez Guido (znanego z grupy X-Factor). Na szczęście dla drużyny Rossa, sprzymierza się z nimi znający tę okolicę Johnny Blaze czyli Ghost Rider. To główna historia opowiedziana w tym tomie. Po niej następuje krótka opowieść o tym, jak siła ognia Thunderboltsów zostaje przetestowana w potyczce z ich własnym członkiem, Flashem Thompsonem czyli agentem Venomem. Ten niestabilny (anty)bohater oddaje kontrolę symbiontowi, chcąc upewnić się, że w razie potrzeby reszta ekipy będzie w stanie zapanować nad sytuacją. Mamy więc ciąg potyczek jeden na jeden, w którym sensu tyle, co na Wrestlermanii. Konsekwencje jednak są znaczące dla ramy fabularnej tej serii. Tom zamyka wyprawa do dżungli Ameryki Środkowej, gdzie wcześniej zniknął jeden z oddziałów Rossa. Misja zwiadowczo-ratownicza okazuje się śmiertelnie groźną wyprawą, podczas której na jaw wychodzą słabe strony Thunderboltsów, a wątpliwe zwycięstwo okupione będzie wysokim kosztem.

Fabularnie Bez litości nie robi większego wrażenia. Scenariusze Charlesa Soule'a wydają się wtórne, płytkie i w zasadzie stanowią tylko pretekst do ukazania niebotycznych ilości potyczek i walk. Różnice pomiędzy historiami sprowadzają się do różnic pomiędzy przeciwnikami, scenerią i rozkładem sił. Dialogi pisane przez Soule'a są drętwe, momentami absurdalne oraz przeplatane humorem, który mógłby w małym stopniu ratować komiks, gdyby tylko były rzeczywiście zabawne. Nie ma porównania pomiędzy kwestiami Deadpoola z Thunderbolts a tymi, jakie wypowiada w swojej własnej serii. Reszta humorystycznych w założeniu wypowiedzi ma podkreślać ironiczny, momentami nihilistyczny a zawsze jakoś zadzierający nosa (delikatnie mówiąc) charakter postaci. Każdy z członków jest wielkim i walecznym kozakiem, który nie potrafi współpracować, wszystko i wszystkich ma w nosie - okey, łapiemy to, od pierwszego tomu. Po co wciąż budować na tym dialogi i sytuacje? Czy nie lepiej skupić się na wewnętrznej dynamice grupy, ukazywać złożoność poszczególnych charakterów i rozbudowywać relacje między nimi? Litości!

Seria ta zbliża się do końca. Zamknie ją piąty tom Punisher kontra Thunderbolts. Zastanawiam się, jaki jest sens całego tego cyklu? Czy wnosi on coś do uniwersum Marvela, poza kolejnymi cyframi na koncie? Może jeszcze za wcześnie, by to oceniać, jednak coraz trudniej opędzić się od wrażenia, że pomysł mający bardzo duży potencjał został potraktowany po macoszemu i zrealizowany w formie wydmuszkowej.

Thunderbolts - 4 - Bez litości

Scenariusz: Charles Soule
Rysunek: Carlo Barberi, Paco Diaz
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 3/2017
Tytuł oryginalny: Thunderbolts Volume 4: No Mercy
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Rok wydania oryginału: 2014
Liczba stron: 156
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788328119390
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł


blog comments powered by Disqus