A przedstawienie trwa dalej - recenzja angielskiej wersji komiksu "Tintin and Alph-Art"

Autor: Tomasz Nowak
10 maja 2012

Opisując ostatni, niedokończony przez Hergé’a epizod przygód Tintina, wykazałem się sztubacką wręcz naiwnością. Wszak wielkie dzieła żyją swoim życiem także po śmierci twórcy. Jakże, więc można było sądzić, iż ostatni album tak ważnej serii pozostanie niedokończony?! Otóż, nie można było.

Pierwsza próba, dokonana przez wieloletniego asystenta Hergé’a, Boba de Moora, ukazała się w 1990 roku w formie szkicownika, a wiec stricte uzupełnienia tego, co pozostawił sam Mistrz w wersji „surowej”. Potem dzieła tyleż chlubnego, co ryzykownego, a więc opracowania kolejnych „pirackich” koncepcji tego, jak rozwinąć powinna się ta historia, podejmowało się wielu artystów. Najbardziej znaną jednak stała się wersja z 2004 roku, opublikowana przez wydawnictwo Rackham, a wykonana przez Kanadyjczyka Yvesa Rodiera tworzącego od wielu lat pastisze komisów swego ulubionego autora.

Czy dane nam będzie przeczytać sporządzony przez niego Alph-Art po polsku? Trudno przewidzieć, zatem poniżej krótkie streszczenie dopisanej przezeń części:

Tintin uwięziony po odkryciu fałszywych obrazów jest już zalewany poliestrem – ma stać się „kolejną słynną rzeźbą Césara”. W ostatniej chwili zostaje jednak uratowany przez kapitana Baryłkę i obu udaje się uciec. Jednakże oczernieni przez gospodarza willi na Ischii Endaddina Akassa w oczach swych licznych przyjaciół zostają nazwani złodziejami. Bandyci wkrótce ponownie łapią zbiegów – ci przebywają wszak na wyspie – i ponownie sugerują innym, że są oni złodziejami. Mieszkańcy willi domagają się, by sprawą zajęła się policja, więc na miejsce przybywa podstawiony przez Akassa człowiek, który wywozi Tintina i Baryłkę do samotnego domu, gdzie obaj mają umrzeć. Tu wyjaśnia się, że Akass to nikt inny jak sam Rastapopoulos, dążący od lat do zemsty na Tintinie za liczne niepowodzenia swych szemranych przedsięwzięć. Egzekucji zapobiega jednak przybycie policji i… odtąd następuje zdecydowanie słabszy fragment scenariusza.

Pomimo ostrzału policji Rastapopoulosowi udaje się uprowadzić więźniów i zapędzić ich na pobliską górę. Otoczony tam przez policję gangster zamierza swych zakładników powiesić a siebie zastrzelić. Zapobiega temu Ramó Nash, który okazuje się mieć już dosyć afery, w którą wkręcił go Rastapopoulos. Herszt bandy ginie a nasi bohaterowie wracają do domu.

Tutaj kapitan Baryłka ponownie daje się uwieść sztuce – i wychwalanemu wizerunkowi samego siebie utrwalonemu przez Nasha w marmurze na kształt rzymskiego boga. Natomiast Tintin, tadam!, zostaje zaproszony przez pannę Martine Vandezande, asystentkę zamordowanego marszanda Fourcarta na „obiad z rodzicami”!

Cóż, odmienność dopisanych rozwiązań – w stylu, klimacie i kierunku rozwoju akcji – widoczne są gołym okiem. A jako że obfitują zdecydowanie w nadmiar słów w stosunku do ilości wydarzeń, nie wypadają nadzwyczajnie. Dodatkowo zatem, jakby mimochodem dowodzą maestrii Hergé’a w konstruowaniu kolejnych, pozornie błahych i niby podobnych do siebie, a jednak tworzonych z wielkim rozmachem, frapujących intryg.

Ciekawą sprawą jest przekład tego wydania, autorstwa Richarda Weinmanna. Na okładce czytamy, iż „intencją tłumacza było pozostanie wiernym oryginałowi jak tylko to możliwe, dlatego też nowe nazwy własne i imiona nie zostały zanglicyzowane”. Po części to nam, Polakom, ułatwia lekturę, lecz tylko po części… (kto widział film Przygody Tintina z 2011 roku w wersji oryginalnej wie o czym mowa.)

Zastrzeżenia podobne do scenariuszowych budzą rysunki. Choć w ogólnym zarysie podobne hergé’owym oryginałom, przy bliższym oglądzie ujawniają sporo słabości. Przede wszystkim odstają pod względem precyzji, np. rysów twarzy czy proporcji postaci. To tym bardziej zdumiewające, gdyż zdałoby się, że te, do których przez lata przyzwyczaił nas cykl oryginalny, są banalnie proste. A może banalnie mistrzowskie?

Mamy zatem zamknięcie – rozwiązanie pewnych wątków, niekiedy nawet definitywne, nie w pełni wszak zadowalające. Cóż, Hergé był jeden i tak jak wielu wyjątkowych twórców wyjątkowych cykli – niepowtarzalny. Pozostawmy zatem może kontynuacje i skupmy się np. na ekranizacjach, bo jak udowodnił ostatnio inny mistrz kina – tu można zrobić jeszcze wiele.

 

Hergé
Tintin and Alph-Art, Rackham, Francja, 68 str.

Przygody TinTina - Klejnoty Bianki Castafiore, Lot 714 do Sydney, Tintin i Picarosi, Tintin i Alph-Art

Scenariusz: Herge
Rysunek: Herge
Tłumaczenie: Daniel Wyszogrodzki
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2011
Tytuł oryginalny: Les bijoux de la Castafiore / Vol 714 pour Sydney / Tintin et les picaros / Tintin et l'alph-art
Wydawca oryginalny: Casterman
Liczba stron: 288
Format: 155x225 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788323747109
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,99 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus