Recenzja komiksu "Trzeci Testament: Mateusz, czyli oblicze Anioła"

Autor: Jax

Drugi tom serii komiksowej, w której wyraźnie widać inspiracje Imieniem róży Umberto Ecco. Tom drugi jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego tomu i opowiada rozgrywające się w średniowieczu wydarzenia związane z tytułowym, potężnym i tajemniczym trzecim testamentem wokół którego ścierają się mniej i bardziej tajemnicze siły włączając głównego bohatera hrabiego Gerarda, byłego inkwizytora, jego partnerkę (przybraną córkę jego najlepszego przyjaciela), zakon templariuszy, tajemniczą demoniczną sektę, Watykan i inne ciekawe siły.

Fabuła i narracja są mniej więcej na poziomie pierwszego albumu tzn są złożone, wciągają i w ogóle sprawiają dobre wrażenie. I to wszystko mimo tego, że scenarzyści stosują często stereotypowe i ograne schematy i rozwiązania fabularne - są to najczęściej pomysły mniejszego kalibru, które są przewidywalne aż do bólu. Również poza samą historią trzeciego testamentu, nie ma w fabule nic oryginalnego, naprawdę świeżego - jest to po prostu zlepek doskonale znanych i wyeksploatowanych już wątków i rozwiązań. Ale jest to zlepek bardzo zręcznie stworzony, tak że mimo powyższych uwag czyta się historię z ciekawością i napięciem. Po prostu - scenariusz i narracja, jako całości, są dobre.
Ten brak oryginalności pozornie wydaje się dziwny - bo przecież historia dziejąca się w średniowieczu wokół potężnego przedmiotu i to jeszcze poparta bardzo solidnie słabo znanymi danymi historycznymi musi być siłą rzeczy świeża. A jednak - zamiast oryginalności bardziej rzuca się w oczy bardzo dobre przygotowanie komiksu pod względem faktograficznym: wzmianki o datach, wydarzeniach, władcach, pismach, biblijnych cytatach itp. wydają się wiarygodne historycznie. I nie są to wzmianki ogólnie znanych i oklepanych zdarzeń a wręcz przeciwnie: traktują o sprawach mniej znanych, ale faktycznie mających miejsce.
Tę pieczołowicie wypracowywaną wiarygodność burzy jednak kilka uproszczeń, które fundują nam scenarzyści: stanowisko biskupa piastuje osoba mająca we 'władaniu' tylko malutką wysepkę, na której jest jedynie jej zamek :)). Dalej: potężną tajną służbę szpiegowską Kościoła, nagle jak gdyby nigdy nic aresztują templariusze (!!?) - pomijając już potęgę takich tajnych służb, to od kiedy zakony zajmują się takimi sprawami??? Inna seria zarzutów dotyczy dużych uproszczeń w scenach akcji: bohaterowie skaczą, spadają, walczą i wychodzą z takich opresji jakby byli supermenami - i dobrze, niech wychodzą, ale nie z taką łatwością i niemal bez wysiłku. Zawsze są we właściwym miejscu żeby łatwo uciec, uniknąć ciosu, fali powodziowej itp. - bardzo wygodne. Wszelkie granice zdrowego rozsądku przekracza szczególnie skakanie z dużych wysokości bez żadnych konsekwencji oraz luzacka wspinaczka na każde pionowe skały i mury.
O dziwo wszystko powyższe zostaje przeważone przez generalnie dobry scenariusz i narrację i dzięki temu, choć czasem drażni, można to przełknąć bez większego bólu.

Natomiast największy problem serii stanowią rysunki i kolory. Zapowiedzią tego, że z rysunkiem może być nie najlepiej jest już okładka - ze zbyt rozmazanym, malarskim rysunkiem. Rysunek podobnie jak w tomie pierwszym jest jakiś taki spętany, ograniczony, bez polotu. Można byłoby się już do tego przyzwyczaić, ale co gorsza pojawiają się nowe zarzuty: częste uproszczenia, nonszalancja, czego szczytem jest rysowanie twarzy jako owali bez żadnych (!) szczegółów, jeśli dana postać znajduje się na trochę dalszym planie. Ale nie tylko to, te uproszczenia widać znacznie częściej: przy przedstawianiu twarzy i ruchu postaci, ich walkach, gestach. Stosunkowo najmniej straciły w porównaniu z tomem pierwszym przedstawienia budowli i krajobrazów - są nadal na dobrym poziomie, choć nie aż tak dopracowane i szczegółowe jak w jedynce. Mimo tych wszystkich zarzutów rysunek jest na porządnym, akceptowalnym poziomie.
Aha, rysownik dokłada swoją cegiełkę do braku oryginalności w komiksie - główny bohater to po prostu Sean Connery (znowu Imię róży się przypomina) - w zasadzie to nieco razi.

Tradycyjnie najgorzej jest z kolorami. Widać, że coś tu usiłowano zrobić w porównaniu z tomem pierwszym, ale niewiele to pomogło - nadal jest to jeden z najgorzej pokolorowanych komiksów, jakie zdarzyło mi się czytać. Tym razem w przeciwieństwie do poprzedniego tomu, zrezygnowano z wszechobecnowej brązowej i burej kolorystyki i starano się wprowadzić też kadry z niebieską i szarą paletą barw. Tylko dlaczego całe kadry i strony muszą być utrzymane w jednej kolorystyce? - dlaczego czuję się jakbym oglądał ten komiks przez filtry: dwie strony przez szary, następne pięć przez brązowy, następne trzy przez niebieski itd. Zróżnicowanie kolorów w ramach strony (nie mówiąc już o kadrze) jest niemal zerowe. Całość kolorystyki jest po prostu brzydka i nieciekawa.

Trudno ten komiks obiektywnie ocenić. Mi się podobał, ale jeśli ktoś jest wymagającym konserem żądającym wysokiego poziomu rysunku a co ważniejsze oryginalnej, nie ogranej fabuły to paradoksalnie może się zawieść. Paradoksalnie, bo tajemniczy, potężny, tytułowy trzeci testament obiecuje przecież niesztampową opowieść.
Jednak jakaś siła, magia w tym komiksie jest - potrafi wciągnąć a to przecież jest najważniejsze. I dlatego polecam.

Trzeci Testament - 2 - Mateusz, czyli oblicze Anioła

Scenariusz: Xavier Dorison
Rysunek: Alex Alice
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 11/2002
Tytuł oryginalny: Troisième testament: Matthieu ou le visage de l'ange
Wydawca oryginalny: Glénat
Rok wydania oryginału: 1998
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-1347-2
Cena z okładki: 17,90 zł



blog comments powered by Disqus