Recenzja komiksu "Trzynaste piórko Eufemii"

Autor: Logan

Jest to prawdopodobnie pierwszy komiks, z jakim miałem przyjemność się zetknąć (dopiero później poznałem "Świat Młodych" oraz bardzo dziwny "C.J.T.S.D.") Z uwagi na łatwą przyswajalność treści wnioskuję, że dziełko to tworzone było z myślą o najmłodszym odbiorcy. Nie ma tam przecież przemocy, postacie są narysowane w sposób uproszczony, a fabułka jest niezbyt skomplikowana. Nie mniej jednak muszę stwierdzić, że zawarta tam spora dawka ostrego odjazdu, powinna zadowolić także dorosłego czytelnika. Prawdziwy koneser dobrego komiksu zostanie natomiast zaskoczony odważnymi i nowatorskimi (jak na tamte czasy) technikami prowadzenia narracji.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że wysoka ocena tego dziełka może być spowodowana subiektywizmem (w końcu oglądałem ten komiks mając tylko 3 lata). Dlatego właśnie zanim zajmę się wyliczaniem jego niecodziennych rozwiązań, (zabiegów artystycznych) streszczę  jego niecodzienną i magiczną fabułę. Resztę oceńcie sami.

Pierwsza strona komiksu przedstawia przybite do drzewa obwieszczenie, podpisane przez znanych i szanowanych detektywów: Kajetana Chrumsa i kota Makawitego. Pozwólcie, że je zacytuję: "Ktokolwiek widział kogoś, kto by wyglądał na Gżdacza, podawał się za Gżdacza lub był Gżdaczem, proszony jest o zawiadomienie nas." Na następnych dwóch stronach mamy możliwość zapoznania się z topografią "Naszej Okolicy" (czyli miejsca zamieszkania bohaterów). Zaciekawienie tajemniczym ogłoszeniem jest ogromne. Sprawa wyjaśni się dopiero podczas specjalnej narady pod Chryzantemami. To tam Chrums wyjaśni wszystkim, że wrony: Apolonia i Eufemia odkryły dziurę kosmiczną, która jest tunelem do innego wszechświata. Pada więc propozycja wysłania ekspedycji w nieznany wymiar. Na ten ryzykowny krok decydują się: Bromba - dyplomowany specjalista od mierzenia i warzenia, Gluś - ambitny twórca filmowy, Psztymucel Nulek - były specjalista samochodowy i zamiłowany leśnik, Zwierzątko Mojej Mamy - mieszkaniec norki numer 7/9 (okropny bałaganiarz), Fikander - poeta i Malwinka - jego modna narzeczona. Wrony wolą zostać w domu. Fumy Turystyczne również rezygnują z wyprawy, ponieważ wyjeżdżają na wycieczkę do Bułgarii!!! Tak więc skrystalizowana drużyna dostanie się w końcu do bajkowego wszechświata, gdzie pozna zwyczaje Gżdaczy i przeżyje wiele interesujących przygód. Nie obędzie się oczywiście bez dramatycznych przeżyć. Jednym z nich będzie zmiana "stanu świadomości", która nastąpi po zażyciu narodowej potrawy Gżdaczy  - "Tiritongi" i "Parury". Jej objawy to poczucie całkowitego zzielenienia. (czyżby masowa halucynacja???). Antidotum na "złą jazdę" okaże się rada gżdaczy. Według nich należy jeść tą niebezpieczną strawę, aż do momentu ustąpienia objawów. Niezłe, co? Fikender straci przytomność w skutek kontaktu z tajemniczym kryształem. Być może, gdyby nie pomoc Prztymucla Nulka, ówincydent nie skończyłby się na zwykłym bólu głowy? Prawdziwą traumę przejdzie również Z.M.M., gdy wpadnie do krainy Pieczątkowców. Uwolni go jak zwykle niezawodny Kajetan Chrums. Za jego pośrednictwem, autor bezwzględnie rozprawia się z biurokracją, panoszącą się w "Naszym Kraju". Wszystko oczywiście dobrze się skończy a każdy z bohaterów okaże się (w odpowiednim momencie historii) niezbędny. Z resztą dzięki dwóm niezawodnym detektywom, każdy problem zostanie rozwikłany. Nawet narrator twierdzi, że: "Zagadka rozwiązana przez nich nie miała już żadnych szans na ponowne zawiązanie."
Jednakże nie to decyduje o niecodzienności tego komiksu. Jego niewątpliwym atutem jest twórcze operowanie językiem komiksu. Kto nie wierzy, niech sam zdobędzie tego "białego kruka" lub prześledzi moją argumentację. Oto moje 13 pechowych atutów:

  1. Na stronach 8-9 można podziwiać osiem - owalnych kadrów. Dzięki linii, która łączy je ze sobą, łatwiej zrozumieć kolejność ich czytania. Natomiast w środku rysunków umieszczono tekst, dostosowany do kształtu poszczególnych dymków. W lewym - dolnym rogu, znajduje się również odautorski komentarz.
  2. Górną część strony 13 zajmuje tekst narratora. Poniżej zilustrowano go graficznie (pamiętajmy o różnicy pomiędzy rysunkiem a ilustracją!). Na samym dole możemy zerknąć na sprawozdanie z owej specjalnej narady. Jest ono napisane na maszynie, a swą formą przypomina stare pisma urzędowe - a jakże!
  3. Na stronie 15 wkomponowano czarno-biały urywek filmu, nakręconego przez Glusia.
  4. Cała strona 17 przypomina maszynopis scenariusza. Jest tam standardowy podział na role.
  5. A strony 22-23 zawierają sam tekst. Zupełnie jak w normalnej książce (a to niemiła niespodzianka, co?)
  6. Na następnych dwóch stronach, kadry oddzielone są od siebie zwrotkami piosenki, śpiewanej przez maszerujących przyjaciół.
  7. Strony 32-33 połączone są ze sobą dzięki linie, rzuconej przez Glusia. Otwarcie przejścia pomiędzy wszechświatami podkreślone jest poprzez rozerwanie się dwóch, sąsiadujących ze sobą ramek.
  8. Strona 43 , przedstawia surrealistyczny moment spożywania "Tiritongi" i "Parury". Siedzące przy stole osoby, kadrowane są z lotu ptaka. Trzy umieszczone poniżej zegary, odmierzają upływający czas.
  9. Na stronie 68 znowu sam tekst! Tym razem jest to kartka, wyrwana z dziennika podróży - zapisana zapewne ręką któregoś z uczestników.
  10. Ale strona 73 , to jest dopiero kwas... mega psychodela ogarnia mnieeeeeeeee.......... !!!!!!!!!!!!
  11. Przy stronach 75 -76 korzystano tylko z jednego koloru. Miało to uwydatnić beznadziejną sytuację bohaterów.
  12. Strony 80-82 to znakomity przykład na to, jak w prosty sposób można sugestywnie pomóc wyobrazić sobie pętlę czasową.
  13. Na stronie 97 , widnieją niepowtarzalne dymki. Oprócz literowego zapisu słów - wypowiedzianych przez Fumy - widnieją także ich graficzne odpowiedniki. Nie spotkałem się jeszcze z takim pomysłem (pamiętam jedynie dwujęzyczne dialogi). Zaleta tego zabiegu, to nie tylko walor estetyczny. Przede wszystkim jest to znakomita pomoc dzieciom w nauce czytania. Moim zdaniem wizualizacja słów może wyłącznie przyspieszyć ów proces.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zgadza się z moją pierwotną tezą to... jest twardzielem prawdziwym, albo co?
Mam nadzieję, że nikt nie weźmie mi za złe faktu, że "oskarżyłem" pana Wojtyszko Macieja o hipisowskie podteksty. Zapewniam, że moja prywatna interpretacja tej świetnej historii była  jedynie żartem. Patrząc z perspektywy czasu, uważam ten tomik za równie czarujący jak 25 lat temu. Być może dzięki tej przydługiej recenzji, jeszcze jakaś dorosła osoba (o duszy dziecka) podniesie z ziemi "Trzynaste Piórko Eufemii"?

P.S. Może ktoś pokusi się o interpretację "Trzynastego piórka Eufemii" pod innym, równie obrazoburczym kątem? Np. Może jest to zwiastun późniejszej popularności komiksów Amerykańskich? Wszak Gżdacze mają przecież peleryny w kolorze Spawna (lub Supermana), są nie z tego świata i latają!!!

Trzynaste piórko Eufemii

Scenariusz: Maciej Wojtyszko
Rysunek: Grażyna Dłużniewska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania polskiego: 1977
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie


blog comments powered by Disqus