Ubu, czyli udane rżnięcie w głupa - recenzja komiksu "Ubu"

Autor: Tomasz Nowak
22 grudnia 2013

Polacy to taki dziwny naród, który lubi, jak kopie się go w tyłek. Co więcej, gdy robi to Wielki Zachód, jeszcze potrafi się tym zachwycić, analizować. Więc jednak coś znaczymy... bo o nas mówią. Nie ważne jak, grunt, że w ogóle.

W 1907 Jarry na Polsce może używać sobie do woli. Za Polską przecież nikt się nie wstawi! A Polska zawsze wydawała się Francuzom dziwaczna, godna politowania. Stanowiła przedmiot zdziwienia i kpin albo co najwyżej protekcjonalnego uśmieszku. I to jest perspektywa właściwa do roztrząsania głębszych warstw Ubu króla, a nie próba (bezsensowna, jak w przypadku Mausa) życzeniowego tłumaczenia intencji autora.

Do Rzeczpospolitej sztuka Jarry'ego trafiła za pośrednictwem tłumaczenia Boya-Żeleńskiego w połowie lat 30. Choć głosy o niej, jako antypolskim paszkwilu, pojawiały się wcześniej. Kto wie czy to nie na tym pomyśle Dołęga-Mostowicz osnuł pośrednio swoją Karierę Nikodema Dyzmy?

Tak czy owak Ubu Polaków zafascynował. Dla Franciszki Themerson, której sztuka eksperymentalna, a więc i teatr absurdu były szczególnie bliskie, stał się wręcz obsesyjnym źródłem inspiracji. To pod jej wpływem, nabierając konkretnych wizualnych kształtów już od lat 50., zrodził się wydany oryginalnie w 1970 roku komiks.

Można powiedzieć, że i on, podobnie jak pozostałe formy interpretacji tej opowieści (teatr, opera, film) wpisuje się w nurt monumentalizmu. Adaptacja Themerson składa się bowiem z 90 metrowych (!) rysunków tworzonych różnymi technikami – grubą kreską tuszu, cienkim piórkiem lub długopisem. Przy tym Themerson znakomicie operuje językiem komiksu. Tak prowadzi narrację, że pomimo wyraźnych redukcji, utrzymuje głębię i wielowymiarowość. Jej oryginalne rysunki natchnione duchem ekspresjonizmu i kubizmu, pozwalają oderwać się od prostych skojarzeń wywoływanych przez sztukę.

I tak oto Ubu, pozostając jednocześnie pełnym sprzeczności oraz paradoksów, objawia swe zalety uniwersalne. Jarry otworzył drogę nowemu spojrzeniu na sztukę – nie tylko teatr, ale także sztuki plastyczne. Niektórzy twierdzą, że swymi wizjami totalitaryzmów wyprzedził nawet epokę. Ale może nie było mu aż tak trudno? Przecież pisał swój tekst w epoce schyłku wielkich dynastii europejskich, upadku monarchii, coraz częściej wybuchających niepokojów o komunistycznej proweniencji. A co więcej, pomimo tego, ukazując tryumf cara nadal udowodnił, że wierzy twardo w jednowładztwo i rządy silnej ręki!

Grafiki Themerson podobnie jak treść opowieści nie mieszczą się w prostych kategoriach twórczych, a często nawet w naznaczonych przez autorkę granicach pasków. Miesza ona swobodnie style i techniki, jest minimalistyczna i surrealistyczna, a jednocześnie z tego pozornego chaosu kresek wyłania się spójna wizja. Autorka nadaje jej własny, awangardowy rys widoczny najdobitniej w kreacjach postaci, a jednocześnie ucieka przed pułapką czystego formalizmu, nigdy nie tracąc kontaktu z esencją pierwotnego utworu.

Potraktowana z dystansem, a nie z Boyowym radykalizmem (pokrętne logicznie porównanie z drastycznością Trylogii Sienkiewicza) materia Ubu potrafi być inspirująca. Trudno, co prawda wydobyć dziś z niej jeszcze coś nowego, ale publikacja wersji komiksowej przez Muzeum Sztuki w Łodzi przy okazji wystawy Themersonowie i awangarda coś nowego jednak wnosi. Choćby i to, że uzupełnia brakujący dotąd element w mozaice interpretacji tekstu Jarry'ego znany już na świecie od ponad czterech dekad! A i bardzo udany mariaż komiksu ze sztuką "wysoką" nie jest tu bez znaczenia. Może uczynić wiele dobrego – dla obu stron.

Ubu

Scenariusz: Franciszka Themerson
Rysunek: Franciszka Themerson
Wydawnictwo: Muzeum Sztuki w Łodzi
Rok wydania polskiego: 2/2013
Liczba stron: 92
Oprawa: miękka
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-63820-06-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 32,5 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus