Klasycznie i smacznie – recenzja komiksu "Undertaker. Pożeracz złota"

Autor: Oliwia Ziębińska
15 grudnia 2015

Są takie dwa gatunki, których nie jestem fanem, a mimo to niezmiennie mnie fascynują. Są to: z jednej strony dzieła "płaszcza i szpady", z drugiej szeroko pojęty western. Ten pierwszy zostawimy, bo mowa będzie o drugim – o historiach Dzikiego Zachodu. Gatunek wyeksploatowany doszczętnie przez kino w latach 60-tych, kiedy to właściwie "zjadł własny ogon", podsumowując długi okres świetności gorzkimi dziełami w stylu Skłóceni z życiem czy Człowiek, który zabił Liberty Wallance'a. Lata 70-te to upadek westernu. Niekwestionowany król gatunku – John Wayne zmarł w 1979 roku na raka spowodowanego, jak ujawniono parę lat później, promieniowaniem radioaktywnym, jakiemu poddane były ekipy filmowe, kręcące westerny na pustyni w Teksasie, w pobliżu baz, gdzie przeprowadzane były próby jądrowe. Dopiero w latach 90-tych nastąpił prawdziwie mistrzowski powrót dzięki Bez przebaczenia Clinta Eastwooda – mrocznemu westernowi, bez dobrych bohaterów.

Pisałam o nim niedawno przy okazji powieści graficznej o takim samym tytule, ale przecież Hermann i Yves H. nie są jedynymi twórcami komiksowymi, których skusił ten gatunek. Pamiętamy Western ulubionego duo – Van HammeRosiński czy Blueberry Charliera i Moebiusa. Są również mniej znane perełki, jak Bikini Cowboy Fresherluke'a, dostępne na Comixology za 5,99 $. To opowieść o tyle nietypowa, że głównym bohaterem, a właściwie bohaterką, jest kobieta, na dodatek odziana jedynie w bikini – humor opowieści czerpie to co najlepsze z Lucky Luke'a – polecam.

Ale przejdźmy do zasadniczego tematu. Od czasów Pulp Fiction i Wściekłych psów Quentina Tarantino (który ostatnio też pozazdrościł innym reżyserom i zabrał sie za westerny) publiczność uwielbia przestępców, wykolejeńców i kanalie wszelkiej maści w rolach głównych. Oczywiscie już wcześniej kino portretowało wyjętych spod prawa, ale dopiero Tarantino ostatecznie uwolnił ich od konieczności moralnej oceny i obowiązkowego "ukarania" w finale. Od tamtej pory nastąpił prawdziwy wysyp czarnych charakterów, a my, widzowie nie czujemy już moralnych rozterek, kiedy kibicujemy Heisenbergowi (serial Breaking Bad) w popełnianiu morderstw i sprzedaży narkotyków, ani (choć tak psioczymy na nieuczciwość polityków) nie odczuwamy dyskomfortu gdy Frank Underwood (serial House of Cards) prowadzi swoją brudną, polityczną rozgrywkę. Takich przykładów jest mnóstwo. Dlaczego? Wynika to z naszej natury. Zło nas fascynuje i przyciąga, toczymy nieustanną walkę wewnętrzną dobrego ze złym, która objawia się w  świecie zewnętrznym.

Taki też jest świat przedsiębiorcy pogrzebowego – Jonasa Crowna. Ludzie nie podchodzą do grabarza, jeśli nikt im nie umarł. I dobrze, bo Jonas nie lubi ludzi, woli sępa, którego uratował na pustyni. Jak każdy samotny bohater, otoczony przez zgniły świat sfrustrowanych, pozbawionych moralności ludzi, Crown nie ma złudzeń, że ludzie są dobrzy, a karawan to jego schron przed światem. 

Akcja zaczyna się, gdy grabarz postanawia wziąć na pozór proste zlecenie. Trzeba nabalsamować martwe ciało bogacza tak, by wyglądał pięknie w dniu swojego pogrzebu, zainkasować wypłatę i jechać dalej. Ale po przybyciu na miejsce okazuje się, że bogacz nadal żyje i ogłasza, że jego śmierć nastąpi nazajutrz. Tak też się dzieje, ale jest w tym oczywiście mały, aczkolwiek ważny haczyk. Jaki? Oczywiście nie zdradzę.

Autor AsgardaXIII umiejętnie pokazuje dwoistość ludzkiej natury. Główny bohater jest jednocześnie ugodowy i bezwzględny. Nie waha się zabijać, wszak jego świat to świat zmarłych, ale jednocześnie brzydzi się ludźmi, którzy jedynie morderstwem potrafią rozwiązać swoje sprawy. Jest nonszalancki i zarozumiały, a jednocześnie szlachetny i odważny. Undertaker. Pożeracz złota to świetny początek serii. Dorison, w przeciwieństwie do autorów kilku ostatnich przeczytanych przeze mnie "jedynek" (polskie Nie przebaczajStrange Years, czy amerykański Sex), w pierwszej części zmieścił naprawdę sporo. Wydarzenia następują po sobie bez chwili wytchnienia, zwroty akcji trwają nieprzerwanie aż do końca albumu. Dorison bawi się klasycznym westernem. Nie próbuje ani na siłę uwspółcześniać gatunku, ani, póki co, nie wprowadza do niego nic nowego. Rysunki Ralpha Meyera są również klasyczne, co sprawia, że album nie pretenduje do bycia rewolucyjnym czy "artystycznym". To raczej bardzo sprawnie poprowadzone kino akcji, ubrane w gatunek, z którym większość z nas czuje się bezpiecznie i chyba trochę nostalgicznie.

Undertaker - 1 - Pożeracz złota

Scenariusz: Xavier Dorison
Rysunek: Ralph Meyer
Kolor: Caroline Delabie, Ralph Meyer
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawnictwo: Taurus Media
Rok wydania polskiego: 5/2015
Tytuł oryginalny: Undertaker: Le Mangeur d'or
Wydawca oryginalny: Dargaud
Rok wydania oryginału: 2015
Liczba stron: 64
Format: 215x290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788364360558
Wydanie: I
Cena z okładki: 45 zł


blog comments powered by Disqus