Recenzja pierwszego tomu mangi "Welcome to the N.H.K."

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
17 października 2012

Wyobraź sobie: masz 22 lata, już nie studiujesz, nie masz pracy – po prawdzie to do żadnej się nie nadajesz – i od 4 lat nie wyszedłeś z domu. Niemożliwe? W Japonii takie zachowanie ma swoją nazwę (jak chyba każda dziwna rzecz na Ziemi): hikikomori. O otaku słyszeli wszyscy, hikikomori to mniej znane zjawisko. To pewien rodzaj depresji, na którą zapadają młodzi ludzie nie dający sobie rady z presją otoczenia, bezrobociem, wizją porażki życiowej – zamykają się w domach i przestają spotykać nawet z własną rodziną. W skrajnych przypadkach popełniają samobójstwo.

Ten niewesoły temat wzięli na swoje barki Tatsuhiko Takimoto i Kendi Oiawa. Ich bohater, Tatsuhiro Satou, to właśnie bezrobotny młodzieniec z zadatkami na pełnowartościowego hikikomori. Rodzice przestali już wysyłać mu pieniądze, za ścianą mieszka denerwujący sąsiad-otaku, a jedynymi ludźmi, z którymi Satou ma kontakt, są akwizytorzy i wysłannicy sekt religijnych. Czas umila sobie oglądaniem telewizji i wciąganiem proszku z rozkruszonych leków bez recepty. Sytuacja zmienia się, gdy spotyka Misaki, tajemniczą, pełną energii dziewczynę. Jego sąsiadem okazuje się znajomy z liceum i we dwóch postanawiają stworzyć najlepszą na świecie... grę erotyczną.

Pierwszy tom to jedynie zarysowanie wątków, które rozwinięte zostaną w kolejnych tomach. Sama seria jest już dość stara jak na komiks – pierwsza wersja wydana została w 2002 roku, a w takiej formie, w jakiej ją poznajemy, w 2004 – jednak ani kreska, ani tematyka nie tracą nic na aktualności. Zjawisko hikikomori i otaku przedstawione są tutaj nieomal groteskowo, podszyte głęboką dawką ironii i czarnego humoru (jak w scenie, w której główny bohater staje się fanatykiem loliconu, nieletnich dziewczynek w seksownych strojach). Nie znajdziemy tu sympatycznych postaci – po prawdzie Satou niemal od początku budzi raczej ambiwalentne uczucia, podobnie jak jego sąsiad. Jedyną dającą się lubić istotą w tym zakręconym świecie jest Misaki – delikatna, urocza dziewczyna z tajemniczym planem w zanadrzu.

Największą zaletą "NHK" jest dopracowana, śliczna kreska. Wyrazista, bez udziwnień, postaci wyglądają naturalnie i przyjemnie dla oka – i, co ciekawe, mimo upływu lat nie traci nic na walorach artystycznych.

Dla naszych polskich otaku Waneko przygotowało też małą niespodziankę: tłumaczenie. Jest zrobione, jak zawsze, dokładnie, dodatkowo pełno w nim smaczków. Prawdziwy wybuch śmiechu (i nawał wspomnień) może wywołać na przykład przypomniany w jednym z czterokadrowych komiksów na końcu rozdziałów "Mangamix" – który, jak zadeklarował tłumacz, pamiętają tylko prawdziwi weterani i otaku.

Ogólnie ten tytuł to świetny wybór. Nie jest typową rozrywkową mangą, pełną bijatyk, biustów czy wyznań miłości. To czarna komedia, pozwalająca poznać niechętnie opisywany aspekt życia Japończyków – powoli wkraczający również do kultury zachodniej.

Welcome to the N.H.K. - 1

Scenariusz: Tatsuhiko Takimoto
Rysunek: Kendi Oiwa
Tłumaczenie: Jan Świderski
Wydawnictwo: Waneko
Rok wydania polskiego: 8/2012
Liczba stron: 172
Format: 135x195 mm
Oprawa: miękka w obwolucie
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788362866786
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,99 zł



blog comments powered by Disqus