Wieczna wojna

Chociaż Joe Haldeman walczył w Wietnamie, nie był przekonany ani co do celowości wojny ani do instytucji armii w ogóle. Po powrocie do domu napisał książkę inspirowaną wojennymi wspomnieniami, umieszczając jednak akcję w dekoracjach science fiction. Komiksowa adaptacja powieści nosząca ten sam co książka tytuł Wieczna wojna narysowana została przez Marvano, nieco młodszego od Haldemana, belgijskiego rysownika. Wszystkie trzy albumy zostały wydane w Polsce w magazynie "Komiks" związanym z miesięcznikiem "Fantastyka" (numery: 1990/nr 3; 1991/nr 10; 1991/nr 12 ).

Komiks, podobnie jak książkowy pierwowzór ma silnie antywojenny charakter. Jej bohaterem jest człowiek wyselekcjonowany przez państwo i wcielony siłą do armii rozpoczynającej wojnę z nieznaną, dopiero co odkrytą obcą cywilizacją. Wojsko ukazane jest przede wszystkim jako instytucja bezduszna, łamiąca wszelkie istniejące zasady i tworząca w ich miejsce swe własne sztywne reguły, często nonsensowne, a jeszcze częściej po prostu nieludzkie. Spora dawka ironii łagodzi nieco ponurą treść, co nie zmienia faktu, że refleksje płynące z lektury nie należą do najweselszych.

Od strony plastycznej komiks zwraca na siebie uwagę przede wszystkim kolorami autorstwa Brunona Marchanda. Są one naprawdę piękne i oryginalne (ponieważ ostatnio jestem zafascynowany komiksem czarno-białym, moje słowa naprawdę coś znaczą :-) ). O ile tusz miejscami nieco rozmył się w druku, kolor nie doznał żadnego uszczerbku, a nawet jeśli w oryginale był nieco lepszy, to i tak to co otrzymał polski czytelnik zasługuje na bardzo wysoką ocenę. Czysta i realistyczna kreska Marvano, ma oryginalny łatwo rozpoznawalny charakter; może ona, co prawda, wzbudzać drobne zastrzeżenia w niektórych rysunkach twarzy lecz to chyba raczej kwestia stylu niż umiejętności rysownika, a więc jej ocena zależy od gustu.

Format serii troszeczkę większy od A4, zszywany (zszywaczami) grzbiet pozwalający na pełne rozłożenie komiksu na stole i biały choć niezbyt gruby papier powodują, że komiks bardzo przyjemnie się czyta, szkoda tylko że redaktorzy w idiotyczny dla mnie sposób zastąpili oryginalne okładki własnymi pomysłami. O ile w pierwszej części zostało to zrobione w dający się zaakceptować sposób, drugą i trzecią "zdobią" półnadzy herosi Luisa Royo, mający się do zawartości jak pięść do nosa (nie wspominając o tym że koszmarnie kiczowaci - ale to moje zdanie).

Na szczęście, ten drobny mankament absolutnie nie przekreśla Wiecznej wojny jako komiksu godnego polecenia. Zwłaszcza, że nie jest to space-opera jak większość obecnie wydawanych serii (z całym szacunkiem dla space-oper naturalnie), a więc nie można powiedzieć, że obecnie dostaniemy to samo tylko łatwiej z Egmontu. To po prostu zupełnie inna kategoria i osobiście żałuję że na naszym rynku nie ma takich komiksów więcej. (Prawdopodobnie na moją ocenę wpływa też sentyment do komiksów, które czytałem będąc młodszy ale ufam, że wpływ ten nie jest zbyt wielki :-)).

Konrad(konrad) Grzegorzewicz

(tekst dotyczy serii wydanej w ramach magazynu "Komiks-Fantastyka")



blog comments powered by Disqus