Spełniony sen o komiksie - refleksja nad historią komiksu "Yorgi" (wydanie Walk The Line)

Autor: Tomasz Nowak
23 kwietnia 2013

Na początku pewnie był pomysł. Potem realizacja, która zresztą chyba trwa nadal, choć od momentu wydania tomu drugiego dzieli nas już rok i póki co niewiele słychać nowego... Sam komiks zbierał opinie różne - od górnolotnych pochwał po solidne baty. Ale o tym niech mówią inni. Tu przede wszystkim o pomysł chodzi. Zatem...

Od lat w polskim komiksie wymienia się dwa permanentne braki - dobrych scenariuszy i kasy dla twórców, szczególnie rysowników, którzy inaczej niż, choćby pisarze, ustalają stawki i... kasują. Z dołu, co prawda, ale kasują, bo jak im się nie zapłaci znajdą inną, bardziej intratną robotę. Wyjściem z tej zdałoby się patowej sytuacji byłby sponsoring. Na jego temat jednak polscy wydawcy (wszyscy, także książkowi) umieją rozmawiać z potencjalnymi donatorami cokolwiek słabo.

Wróćmy jednak do Yorgiego. Otóż wygląda, że było to tak: pewien człowiek z agencji reklamowej wymyślił sobie pewną historię. Bez wahania można stwierdzić, że jest on fanem SF i to w wydaniu twardym, ba!, nawet momentami mocno ekscentrycznym. Kiedy bowiem zajrzeć do środka widać od razu inspiracje kinem futurystycznym, ale przede wszystkim literaturą głęboko przesiąkniętą psychologiczną speculative fiction. Warto zauważy to dlatego, że sam już dobór konwencji i tematu stanowi krok odważny. Tak więc powstała historia.

Potem wkroczył rysownik. A jak wiadomo Jerzy Ozga nie tylko mistrzem jest, ale komiksy rysuje rzadko. I to do naprawdę dobrych scenariuszy, bo w końcu nie rysuje byle jak i byle czego. Tu namówiony (bo przymusić go nie sposób, ręczę!) przyjął formę realizacji nader klasyczną w konstrukcji i wyraźnie przesiąkniętą duchem twórczości Enkiego Bilala. Zważywszy na nasze komiksowe nawyki i przyzwyczajenia, to także ruch odważny.

I kiedy powstał już komiks, autor scenariusza zaprezentował go na MFK w Łodzi, mówiąc wprost, iż planuje wydać serię bodaj trzech albumów pod szyldem... agencji, w której pracuje. Wówczas to można było zapoznać się z pierwszymi, autorsko/recenzyjnymi egzemplarzami tomu pierwszego.

Tu jednak wkroczył wydawca. Minęły bowiem trzy miesiące i komiks ukazał się... nakładem powszechnie znanej komiksowej oficyny. Co więcej trafił do szerokiej dystrybucji. Temu pierwszemu pomysłowi warto przyklasnąć, bo zwykle lepiej, kiedy za temat biorą się ludzie ów temat znający. Dzięki temu nie wyważa się niepotrzebnie otwartych drzwi. Natomiast ten drugi... Cóż, pewnych rzeczy trzeba się nauczyć samemu.

Nie wiadomo czy seria publikowana już pod szyldem wydawcy, a nie agencji zyskała jakieś dalsze, konkretne wsparcie z jej strony. Pewne jest natomiast, że wydawca otrzymał gotowy, fajny materiał... I oto stał się komiks! W dodatku opowieść z gatunku tych jakich po prostu na rynku wciąż brakuje.

W tym kontekście rozmaite marudzenia na oldskulowość, zawiłość czy przeciwnie - na nadmierną "przejrzystość" wyłożenia wątków to kolejny żałosny głos rozmaitych "przywalaczy", pragnących podbudować swe ego i dodać sobie "fachowości". Szkoda, że kosztem rzeszy wielu innych, spragnionych po prostu dobrej rozrywki i może, przy okazji, czegoś więcej.

Zatem, są! Są historie, które warto przybrać w komiksowe wdzianko. Nie, nie zawsze razem z historią przyjdzie kasa. Ot, tak, "sama". To wręcz sytuacja rzadka. Kasy trzeba zwykle poszukać. Ale może wbrew malkontentom warto jednak chociaż spróbować?

Yorgi - 2 - Ucieczka z planety Vanish

Scenariusz: Dariusz Rzontkowski
Rysunek: Jerzy Ozga
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 4/2012
Liczba stron: 56
Format: 210x295 mm
Oprawa: miękka
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788360915608
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus