"Z Archiwum X - Sezon 10, vol. 2: Żywiciele" - druga recenzja komiksu

Autor: Tomasz Nowak
29 listopada 2017

www.gildia.pl
Z Archiwum X - Sezon 10, vol. 2: Żywiciele.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 35,90 zł 39,90 zł
dodaj do koszyka

Potwor dla każdego

Choć otwarcie komiksowego sezonu 10 (Wyznawcy) wzbudziło wiele pozytywnych reakcji, znaleźli się jak zwykle sceptycy kręcący na potęgę nosami. Trudno było zatem oczekiwać, że szczególnie ucieszy ich tom drugi (Żywiciele). Wszak zawiera on, tak samo, pięć oryginalnych zeszytów, ale różnych, niepowiązanych ze sobą, w formule nawiązującej do pomysłu na „potwora tygodnia”.

Kiedy ukazywali się Żywiciele, było już wiadomo, kiedy powstanie 10 sezon serialu telewizyjnego. W sumie, przy takim gwoździu, trumna z serialem komiksowym w sposób naturalny zawarła swe wieko. I to niezależnie czy stawiała na rozbudowane, wieloodcinkowe, drążące mityczne wątki, skomplikowane fabuły, jak w tomie 1 czy też na krótkie, odrębne i zwarte historie z tomu nr 2.

W sumie, to przecież od takich właśnie niezobowiązujących i niedopowiedzianych, pojedynczych epizodów wszystko się zaczęło. To na nich wyrosła popularność i legenda serialu. Na tom drugi komiksowego senonu 10. składają się cztery takie samodzielne opowieści, zawarte oryginalnie w 5 zeszytach. I choć równie tajemnicze jak opowieść o Wyznawcach, są one zdecydowanie bardziej mroczne, wręcz „oślizłe” i przerażające.

Niestety pierwszy epizod tego tomu, to strzał chybiony. Niby zaczyna się dobrze, wręcz sentymentalnie, ale... Mulder i Scully, świeżo po powrocie do FBI od razu zostają rzuceni przez nową postać ‒ asystentkę dyrektora Annę Morales ‒ na głęboką wodę. Na wyspie Martha’s Vineyard w niewyjaśnianych okolicznościach giną turyści, a tropy prowadzą w głąb mrocznych kanałów ściekowych. I znów wobec niewytłumaczalnego, wszystko staje na ostrzu noża.

Rozpisani na dwa pierwsze zeszyty (rozdziały tomu), tytułowi Żywiciele przetwarzają po raz któryś już tam enty fabularny schemat pojedynczych odcinków kochanych przez miliony fanów. Na wstępie agenci powracają do korzeni, czyli do swego przykurzonego, piwnicznego biura w FBI. Z kolei w trakcie historii powraca znany prawie z samego początku serialu TV motyw flukemana. Tyle, że akurat fabuła, jak i rysunki tych akurat komiksów jawią się mocno dziurawe i naciągane. Agenci mierzą się bowiem z tematem żerujących na ludziach pasożytów, których dzieje sięgają… katastrofy w Czarnobylu.

Obie części zilustrowały Elena Casagrande i Silvia Califano. Casagrande w swoim dorobku sięgała wcześnie do Angela i Doctora Who. Zdecydowanie mniej doświadczona przed Archiwum Califano, z bardziej znaczących serii zaliczyła jedynie Johna Doe. W Żywicielach obie panie posługują się ciężką, mocną kreską, nie przejmując się zanadto perspektywą czy podobieństwem postaci. Grubo ciosane zbliżenia i sylwetki ostro kontrastują z bardziej dopracowanymi, szerszymi planami. Wydaje się, że plansze Casagrande i Califano rozróżnić dość łatwo i to ze wskazaniem na zdecydowanie wyższą jakość prac Casagrande.

Historia druga (Specjalnie dla pana X) też odwołuje się wprost do skojarzeń filmowych, ale nie w prosty sposób. Opowiada o przekazie skierowanym do Muldera. O tyle dziwnym, że nadanym przez kogoś, kto przecież od dawna nie żyje... Epizod ten potwierdza, że za pomocą, jaką otrzymuje (otrzymywało?) Archiwum X ze strony informatorów, niekoniecznie stoi krystaliczna szlachetność. Zgłębiając tę zagadkę Fox prawie traci życie, ale czemu się dziwić, skoro tak ochoczo obcuje z zaświatami?

Tych, którym spodobał się tom 1. (Wyznawcy) zapewne ucieszy fakt, iż epizod ten zilustrował ten sam rysownik ‒ Michael Walsh. Stąd jest to najbardziej realistyczny z zeszytów zebranych w Żywicielach. Niestety jest to zarazem ostatni występ Walsha na łamach serii. Szkoda.

W historii trzeciej z kolei (Szczebiot) to Scully staje się odkrywczynią niesamowitej istoty. Ta, gnana krwiożerczym instynktem szuka kolejnych żywicieli – dostarczycieli odpowiedniej dawki rozpaczliwej beznadziei, poczucia dogłębnego smutku czy wręcz rozpaczy. Do tego dochodzą wszędobylskie robale, które też mają do odegrania swoją, istotną rolę.

Rysunki do tego epizodu stworzył Greg Scott (wcześniej m.in. The S.H.I.E.L.D. i Strange Atractors). Głównym narzędziem służącym mu do zagęszczania atmosfery są półtony niemalże monochromatycznych kadrów. Kontrast ciepło-zimno wykorzystuje jedynie momentami, chcąc uwypuklić sens, który inaczej przepadłby w mrokach jego sztuki. Warto wspomnieć, że pracwe Scotta spodobały się na tyle, że znalazł on również zatrudnienie przy stworzonej później przez IDW serii The X-Files: Year Zero.

Tak, cztery pierwsze opowieści z Żywicieli to fabuły, jakie doskonale znamy, pamiętamy z serialu telewizyjnego. I śmiało rzec można, że w formie komiksowej sprawdzają się równie dobrze. Choć po tylu sezonach smakują one inaczej. Bardziej odczuwalny jest brak powiązań oraz szerszego rozwinięcia, tła, owego „mitologicznegoˮ zaplecza, budowanego misternie w wieloodcinkowych podseriach.

Jeśli ktoś szuka właśnie pogłębienia mitologii, znajdzie je w części ostatniej (Przemyślenia Palacza). Prezentuje się ona najbardziej frapująco pod względem graficznym. Rzuca także znacznie więcej światła na tajemniczą postać Rakowatego. Choć oczywiście daleko nam do odpowiedzi na choćby większość nurtujących nas przez niego pytań.

To część, która prezentuje się najbardziej malarsko. W końcu odpowiedzialny za nią jest Menton3 (Menton J. Matthews III), uważający się przede wszystkim za malarza. Towarzyszy mu Tony Moy, który zapewne odpowiadał za sceny bardziej graficzne. Dla lubiącego grafiki nasycone wyrazistymi, soczystymi barwami Moya, zmaganie z ograniczoną tu drastycznie paletą, musiało oznaczać nie lada wyzwanie.

Choć wszystkie, zebrane w Żywicielach historie łączy osoba scenarzysty Joe Harris oraz oczywiście współudział Chrisa Cartera, to zróżnicowanie graficzne rozbija spójność tomu. To zniechęci komiksowego nie-konesera. Najbardziej wyróżniają się (również graficznie) Przemyślenia Palacza. Odkrywana w nich wiedza wciąga, zachęca do dalszego wnikania w głąb prawdy, która znów jest gdzieś blisko… Coś niby wreszcie się wyjaśnia!

Struktura poszczególnych odcinków, przypominająca serial telewizyjny została naturalnie utrzymana. Jednak rozdrobnienie epizodów, ich różnorodność, pozornie niewymagająca znajomości serialu filmowego, musiała zostać odebrana przez czytelników jako niespójność. Zwłaszcza, że przecież komiksowy Sezon 10. miał w większej mierze dotrzeć do widzów serialu, a nie wyrobionych fanów komiksów jako takich. Refleksję tę potwierdza zresztą dalszy przebieg serii, którą tworzą do końca (do 25 zeszytu – to te niewydane w Polsce), dwa duże epizody (po 5 zeszytów) i jedynie trzy historie krótsze (po 2 i 1 zeszyt).

Dziś, gdy już znamy 10. sezon produkcji telewizyjnej, wszystko prezentuje się zgoła inaczej. Jednak gdyby ktoś uznał, że skoro widział ten sezon TV i dlatego nie warto mu czytać komiksów, znajdzie się w wielkim błędzie! Przecież serial filmowy, jak stwierdził patronujący obu produkcjom osobiście Chris Carter, „zaczyna się w zupełnie innym miejscuˮ i zmierza w całkowicie inną stronę. A właśnie kręcą ciąg dalszy...

Tym samym komiksowy Sezon 10. (i zapoczątkowany, choć urwany po zeszycie 7. Sezon 11.) stał się ciekawą „wersją alternatywnąˮ. Tym bardziej godną poznania, że, jak twierdzi całkiem spore grono nawet najbardziej zagorzałych fanów, jest on po prostu lepszy od produkcji telwizjnej... Czy jednak uda się polskiemu czytelnikowi poznać ów ciąg dalszy? To zagadka godna... Archiwum X.

Z Archiwum X - Sezon 10, vol. 2: Żywiciele

Scenariusz: Joe Harris
Rysunek: Francesco Francavilla, Carlos Valenzuela
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania polskiego: 5/2015
Tytuł oryginalny: The X-Files Season 10
Wydawca oryginalny: IDW Publishing
Rok wydania oryginału: 2013
Liczba stron: 128
Format: 155x235 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-7924-420-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł



blog comments powered by Disqus