"Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity Stan Lee" – druga recenzja komiksu

Autor: Tomasz Nowak
9 czerwca 2017

www.gildia.pl
Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity - Cudowne wspomnienia.
Dostępność: 24h
Cena: 37,10 zł 59,99 zł
dodaj do koszyka

Bo Stan Lee to jest gość – i basta!

Nie ma, co ukrywać. Biorący ten komiks do ręki dzielić się będą na dwa typy. „Ło, Stan Lee!ˮ – wykrzykną jedni i pochylą czoła przed geniuszem. „Stan Lee? WTF? – stwierdzą drudzy i… być może zleją temat. Niesłusznie, bo jeśli kogoś choć odrobinę obchodzi historia komiksu, czy też lubi po prostu czytać dobre historie, po ten akurat komiks powinien sięgnąć.

To prawda, że Lee wystawia sobie tym komiksem laurkę. Ale czemu nie? Ma się czym pochwalić jak mało kto. Nie pomija kwestii osobistych, nierzadko bolesnych. Pisze o tarciach na kanwie zawodowej. Przyznaje się do błędów i tego, iż czasem czegoś nie rozumie. Czy to przejawy bucowatości, którą mu się insynuuje? A może raczej normalności? Dzięki temu brakowi „wszechwiedzy-o-życiuˮ tę historię czyta się po prostu dobrze. A że jego życie to taki „marvelousˮ american dream? W rzeczy samej!

Zatopiony w książkach chłopak wyrósł na faceta z dużą wyobraźnią, który chciał tworzyć opowieści. Trafił do wydawnictwa, gdzie wpadł w tryby maszyny wypluwającej komiksy masowo, na potęgę. To było to! Szybko znalazł sobie miejsce. Zbudował własną sławę, wzmacniając jednocześnie potęgę komiksowej oficyny… Dalej to już legenda. I to pisana w dziejach komiksu złotymi zgłoskami.

Lee przedstawia historię swoją, ale jest to zarazem historia Marvela i po części amerykańskiego rynku komiksowego, a po części nawet samej Ameryki. Jest to historia wyboista, niekoniecznie usłana różami, dlatego ciekawa. Lee pokazuje, jak rodziła się w USA tradycja superbohaterska, jak również na jakie problemy natrafiało to medium czy jego – z dzisiejszej perspektywy spiżowe – wydawnictwo.

Spider-Man oraz Fantastyczna Czwórka, Hulk i Daredevil, Thor, a także Iron Man – kiedy rodziły się i kształtowały te postaci o dostępie do komiksów w Polsce mogli pomarzyć nieliczni. Jedynie Fantastic Four załapali się na szerszy odbiór poprzez serial animowany, nadawany na jednym z dwóch dostępnych wówczas programów… W latach 90. nastąpił wysyp komiksów i dziś to już ikony kolejnego pokolenia. A jednocześnie bezdenne skarbnice nowych pomysłów, które dawno wyszły poza ramy komiksu. Przy czym Stan Lee, jako ich twórca, może sobie na pewien luz w podejściu do siebie pozwolić. I basta!

A przecież jakieś (jakie?) piętno na scenariuszu tego komiksu odcisnął także współtworzący go Peter David. Zważywszy na styl pracy Lee i w ogóle Marvela, można założyć, że to on nadał ramy pomysłowi i zebrał wszystko do kupy. To on utrzymał w ryzach cały projekt, tak bardzo osobisty, nasycony ogromnym entuzjazmem i humorem, które wyniosły Lee do dzisiejszego statusu gwiazdy.

Jedno co boli w tym komiksie to niektóre elementy grafik Colleen Doran (u nas znanej głównie z Sandmana). Widać to zwłaszcza w zderzeniu z genialnymi reprodukcjami innych prac oraz w dokładności odtwarzania wizerunków autentycznych postaci, spotykanych przez Lee. Ewidentne wpływy mangowe czy komputerowa gładź kolorów (Bill Farmer) to znak czasów. Ale czy konieczny w opowieści o dawnej historii komiksu amerykańskiego? Z uwagi na sprzedaż – tak, ze względu na samą historię – nie.

Nie jest to komiks dla nerdów, którzy włożą palec w oko Stanowi za to, że „jestˮ, tzn. będą szukać dziury w całym. Dziur jest tu sporo, choćby pominięty wśród wielu transakcji ostatni i kluczowy dla obecnej kondycji Marvela, zakup tej firmy przez Disneya. Lee prześlizguje się też po konflikcie z Kirbym i Ditko. Tworzy mit czy woli nie koncentrować się na tym, co destruktywne? Mit już stworzył. I to niejeden. I automatycznie stał się ich częścią. A więc może po prostu pokazuje swój punkt widzenia? Tu rodzi się zasadniczo pytanie, jaki właściwie jest Stan Lee?

Ze stron komisu wynika, że lubi popularność, sławę. Lubi być rozpoznawany, przebywać w otoczeniu gwiazd. Jego pomysły nie są przejawem intelektualizmu, ile bardziej wyobraźni oraz sprytu. A problemy spychane na plan dalszy, owszem, odciskają piętno, jednak nie są w stanie zachwiać „drivemˮ, który popycha go wciąż naprzód. Może wręcz stanowią do niego paliwo!

Lee doskonale wie, że im bliżej realizmu, tym historia lepiej się sprzedaje. Nie znaczy to, że jego narracja, skrząca się od anegdot, staje się przez to bardziej prawdziwa! To JEGO opowieść i w pełni tego świadomy traktuje ją z przymrużeniem oka. To również przejaw ogromnego talentu świadomego swojej wartości, co musi drażnić wszelką miernotę.

Zdumiewający… stanowi świetny szkic, stworzony z przytupem i luzem, którego brakuje często rozmaitym „badaczomˮ. Znakomity zarys sylwetki, czasów, dokonań, które na gruncie komiksu stanowiły kroki milowe. I wbrew wszelkim malkontentom, takimi pozostaną.

Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity - Cudowne wspomnienia

Scenariusz: Peter David, Stan Lee
Rysunek: Colleen Doran
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2016
Tytuł oryginalny: Amazing Fantastic Incredible: A Marvelous Memoir
Wydawca oryginalny: Touchstone
Rok wydania oryginału: 2015
Liczba stron: 180
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788328116481
Wydanie: I
Cena z okładki: 59,99 zł



blog comments powered by Disqus