Zombie masakra - recenzja komiksu "Żywe trupy: Dni utracone"

Autor: Mirosław Skrzydło
2 marca 2010

Żywe Trupy Roberta Kirkmana to zabójczo wciągający survivor horror, który równie dobrze można rozpatrywać jako mistrzowsko skonstruowany dramat psychologiczny. Tom pierwszy (Dni utracone) niepokojącej epopei z plagą zombie w roli globalnej pandemii to mocny akord otwierający jedną z najlepszych komiksowych serii wydawanych na Świecie w przeciągu ostatnich pięciu lat. Co konkretnie stanowi o wielkości tegoż cyklu grozy?

Rick Grimes ma wszystko czego pragną stateczni mężczyźni po trzydziestce: kochającą, śliczną żoneczkę, odważnego i zdrowego syna, społecznie cenioną pracę (stróża prawa) oraz wiernego przyjaciela. Wszystko komplikuje poważny postrzał podczas policyjnej akcji. Rick budzi się ze śpiączki w opuszczonym szpitalu. Dokładnie, opuszczonym z wszelkich żywych stworzeń, których miejsce zajęła... sfora wygłodniałych żywych trupów. Główny bohater serii musi nie tylko poradzić sobie z setkami dybiących na jego ciało zombiaków, ale również odnaleźć swoich najbliższych. Zadanie to, jak niebawem się okaże nie jest wcale takie trudne. Na nasze szczęście to (do znudzenia przewidywalne) rozwiązanie fabularne jest bodaj jedynym negatywem całego mrocznego cyklu.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów pojawiających się w pierwszym tomie to Kirkman serwuje nam grupę stereotypowych, a jednocześnie postawionych w nowej kryzysowej sytuacji, postaci. Mamy zatem: pogrążonego w długach azjatyckiego młodzieńca, sprzedawcę butów, jego gadatliwą żonę i ich dwóch niesfornych synów bliźniaków, podstarzałego wdowca opiekującego się dwójką młodych piękności (ich związek budzi mieszane uczucia wśród, w większości konserwatywnej, grupy ocalonych) oraz mężnego osiłka. Rola większości bohaterów Żywych Trupów zmienia się o równe 180 stopni, i to niejednokrotnie. Najlepszym tego przykładem jest najlepszy przyjaciel Ricka - Shane, który wyrządza jego rodzinie wielką krzywdę (przy niemałej pomocy żony głównej postaci tego świetnego dramatu).

Żywe Trupy Roberta Kirmana to kawał porządnej roboty, której nie powstydziłby się sam mistrz wśród amerykańskich dramaturgów, Cormac McCarthy. Nie chodzi mi tutaj o warstwę językową, która w doskonałej książce Droga (film na jej podstawie niebawem w naszych kinach) jest o niebo lepsza, niż w Żywych Trupach. W komiksowej serii grozy krwiste opisy i tragedie bohaterów nierzadko zastępują makabrycznie dosłowne ilustracje Charliego Adlarda (w pierwszym tomie za rysunki odpowiedzialny był Tony Moore). Bardziej skupia się na precyzyjnym prowadzeniu wszystkich (podkreślam wszystkich) postaci i nieszablonowych rozwiązaniach fabularnych. Częstokroć krótka rozmowa między poszczególnymi postaciami zapowiada pewne (zazwyczaj tragiczne) wydarzenie, które rozegra się za kilka stron, w następnym tomie, albo jeszcze później.

Z drugiej strony nagłe ataki zombie burzą utopię, którą zdołała sobie wykreować drużyna Ricka. Życie w spokoju nie jest bowiem przeznaczone dla bohaterów niepokojącego cyklu Kirkmana. To świat opanowany przez krwiożercze demony Śmierci. To świat zombie!

Tom pierwszy - Dni utracone - zaczyna z wysokiego C, a jego jedynym mankamentem są nie do końca satysfakcjonujące ilustracje Tony'ego Moore'a. Piątka z minusem powinna zadowolić wszystkich fanów tej mrocznej opowieści graficznej. Ciąg dalszy zapowiada się równie apetycznie. Aż palce i mózgi lizać!

Żywe trupy - 1 - Dni utracone

Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunek: Tony Moore
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawnictwo: Taurus Media
Rok wydania polskiego: 10/2005
Tytuł oryginalny: The Walking Dead: Days Gone Bye
Wydawca oryginalny: Image Comics
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 144
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN: 83-60298-01-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 27,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus