Recenzja komiksu "Żywe trupy: Czym się staliśmy"

Autor: Mirosław Skrzydło
12 listopada 2010

Uwaga, ludzkie zombie!

W dziesiątym tomie przerażającego survival horroru Żywe trupy (o jakże dosłownym tytule - Czym się staliśmy) poziom zezwierzęcenia głównego bohatera Ricka osiąga krytyczne apogeum. Robert Kirkman nie zużył jeszcze wszystkich asów, które skrupulatnie przed nami poukrywał. Następną pasjonującą rozgrywkę ze śmiercią czas zacząć!

Jeśli myślicie, że scenarzysta serii wykorzystał już cały zestaw okrucieństw i dramatyzmu, to miło się rozczarujecie. Czym się staliśmy podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. Chociaż nie uświadczymy tu nazbyt drastycznych scen (jak choćby ta z szóstego tomu, gdy Michonne dokonała krwawej wendetty na Gubernatorze) to bezduszność poszczególnych postaci sięga zenitu. Rick, ratując swego syna przed trzema napastnikami, zachowuje się niczym wygłodniały zombie. Nie zna litości, ani wybaczenia. Z człowieka posiadającego jasny kodeks moralno-etyczny, przekształcił się w pozbawionego resztek godności i zupełnie ludzkich uczuć, drapieżnika. Pandemia odcisnęła na nim głębokie piętno. Zresztą sama okładka dziesiątego tomu serii, na której widzimy wymazanego krwią Ricka - nie różniącego się zbytnio od trupów, wyciągającego swe ręce (a konkretnie rękę i kikut) w kierunku wrogów, sugeruje nam iż waleczny policjant z pierwszych tomów odszedł w zapomnienie. Tylko czekać, aż zacznie pożerać swych przyjaciół.

Nie tylko Rick uległ powolnemu procesowi dehumanizacji. Podobne zdanie można powiedzieć o innych postaciach, których tułaczkę obserwujemy w albumie Czym się staliśmy. Michonne już od dnia pojawienia się w więzieniu (tom czwarty - Najskrytsze pragnienia) sprawiała wrażenie osoby bezdusznej i pogodzonej z nową, barbarzyńską rzeczywistością. Choć postanowiła połączyć siły z drużyną Ricka, mamy świadomość że w każdej chwili, bez słowa wyjaśnienia może ich opuścić. Glenn o więzienną masakrę nieustannie obwinia Ricka, którego traktuje jak nieudolnego przywódcę sprowadzającego na nich same tragedie. Jego argumenty mające na celu przekonanie ukochanej Andrei do zostania w opuszczonym domostwie, wynikają z jego tchórzostwa oraz egoizmu. Najstraszniejsza przemiana będzie miała jednak miejsce w kolejnym tomie (Lękaj się łowców), albowiem dokona się ona w umyśle jednego z małoletnich bliźniaków.

Dziesiąty album cyklu dostarcza porcję olśniewających ilustracji Charliego Adlarda (zombie w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk), kolejną próbę samobójczą, a także masę krwistych dialogów odsłaniających skrywane sekrety i pragnienia poszczególnych postaci (m.in. mroczna przeszłość Abrahama Forda). Do serii powraca również Morgan, którego Rick spotkał na początku pierwszego tomu. Tym jednak razem w zupełnie nowej, o wiele bardziej niepokojącej postaci.

Seria Żywe trupy zaskakuje brutalnością, wartką akcją, odpowiednią dawką obyczaju i dramatu oraz wachlarzem wzorowo opracowanych bohaterów, a zwłaszcza ich przemianami w chodzące bestie. Jeżeli natomiast chodzi o serial na podstawie komiksu, to przynajmniej na razie, nie ma powodów do narzekań (dwa odcinki luźno skupione wokół fabuły połowy pierwszego tomu). Kolejne części przyniosą odpowiedź na główne pytanie - Czy Frank Darabont dotrzyma tempa Robertowi Kirkmanowi i odważy się przenieść najbardziej brutalne sceny do telewizyjnej adaptacji? Trzymajmy za to kciuki.

Żywe trupy - 10 - Czym się staliśmy

Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunek: Charlie Adlard
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawnictwo: Taurus Media
Rok wydania polskiego: 6/2010
Tytuł oryginalny: The Walking Dead: What we become
Wydawca oryginalny: Image
Liczba stron: 136
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-60298-52-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 42 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus