W poszukiwaniu upragnionej utopii - recenzja komiksu "Żywe trupy: Wiele mil za nami"

Autor: Mirosław Skrzydło
5 marca 2010

W drugim tomie brawurowej serii grozy pod niezbyt wyszukanym tytułem - Żywe Trupy, grupa ocalałych "szczęśliwców" kontynuuje poszukiwania bastionu spokoju. Czy ich długa wędrówka zakończy się końcowym tryumfem, czy może kolejną tragedią?  Czy pojawiający się nowi bohaterowie są w stanie urozmaicić paletę osobowości prezentowaną w mrocznym cyklu przez jej scenarzystę Roberta Kirkmana? Zapraszam do recenzji.

Po kolejnym ataku zombie oraz szaleństwie Shane'a (tom 1 - Dni utracone) Rick w towarzystwie swej ukochanej żony, dzielnego syna i dziewiątki pozostałych przetrwałych apokalipsę osób, wyrusza w dalszą podróż po barbarzyńskim świecie żywych trupów. Praktycznie na początku  poszukiwań, spotykają na swej drodze czarnoskórego osiłka Tyreese'a - byłego gracza futbolu amerykańskiego, jego nastoletnią córkę i zakochanego w niej cherlawego inteligenta.  W jaki sposób grupa przyjmie nowych bohaterów i jaki sekret skrywają przed Tyreesem jego córka i jej chłopak? Warto zadać sobie to pytanie i powrócić do niego podczas czytania następnych tomów. Zwłaszcza, że postać umięśnionego sportowca sporo namiesza w życiu całej grupy.

Drużyna Ricka dociera do kolejnego miejsca, mającego stanowić mityczną arkadię - spokojną krainę przysłowiowym mlekiem i miodem płynącą; bezpieczny bastion wyzbyty wszelakich zombie kreatur. Oczywiście trudno mieć nadzieję, że stan uśpienia będzie trwał nazbyt długo. Kirkman nas nie zawodzi i już po kilku godzinach od przybycia do opuszczonego miasteczka, bohaterów atakuje sfora żywych trupów, co kończy się śmiercią jednej z osób.  To nie koniec tragedii, które przynosi nam na tacy demoniczny kelner w tej, jakże upiornej restauracji grozy. Dokładnie kilkanaście stron później syn głównego bohatera zostaje postrzelony przez flegmatycznego wsiowego przygłupa. W ten sposób grupa wątpliwych zwycięzców w batalii z trupią pandemią, dociera na ranczo niejakiego Hershela i jego szóstki pociech. Hershel to religijny fanatyk, którego głęboka wiara przysporzy wiele bólu, cierpienia oraz śmierci (szczególnie jego dzieciom). Tak na marginesie, jak dla mnie to najbardziej irytujący bohater w całej serii. Czy ranczo Hershela okaże się upragnioną utopią dla Ricka i spółki? Jakie romanse zawiążą się w trakcie złudnych dni spokoju? A co najważniejsze, co kryje się w zamkniętej na siedem spustów  stodole i jak prezentuje się katolickie podejście opętanego farmera do żywych trupów? Przygotujcie się na kilka interesujących rozwiązań fabularnych, których doczekacie się podczas wnikliwej lektury drugiego tomu Żywych Trupów.

Wiele mil za nami są jeszcze lepsze, niż Dni utracone. Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, doświadczymy tutaj mnóstwo ludzkich tragedii (często spowodowanych przez zaciemnienie obrazu brutalnej rzeczywistości) i poznamy kilka intrygujących, świeżych postaci. Do tego trzeba dodać, że na ilustracyjnym stołku Tony'ego Moore'a zastąpił o klasę od niego lepszy Charlie Adlard, którego zadziwiająco naturalistyczny wizerunek zombie jest naprawdę przerażający.

Drugi tom Żywych Trupów Roberta Kirkmana to dzieło pełne, które opowiada o katorżniczych poszukiwaniach upragnionej utopii. Horror dramat  pełną gębą, a pojawiające się na ostatnich stronach ogromne, a do tego idealnie ogrodzone więzienie zwiastuje następnego krwistego twista w tej świetnej serii grozy, który tym razem będzie trwał aż do tomu ósmego. Przerażająco polecam!

Żywe trupy - 2 - Wiele mil za nami

Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunek: Charlie Adlard
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawnictwo: Taurus Media
Rok wydania polskiego: 1/2006
Tytuł oryginalny: The Walking Dead:
Wydawca oryginalny: Image Comics
Liczba stron: 136
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie
ISBN: 83-60298-07-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 27,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus