Superbohaterowie po polsku - recenzja antologii "Strefa Komiksu: Superhero"

Autor: Henryk Tur
28 stycznia 2015

www.gildia.pl
Strefa Komiksu - 28 - Superhero.
Dostępność: 24h
Cena: 47,10 zł 52,40 zł
dodaj do koszyka

Superbohaterowie pojawili się w Polsce na początku lat 90-tych, kiedy to wkroczyło na rynek wydawnictwo TM-Semic, przynosząc rodzimym miłośnikom komiksów przygody Spider-Mana i Punishera, potem Batmana, Supermana i innych postaci z uniwersów Marvela oraz DC Comics. Zderzenie szarej jeszcze, post-PRLowskiej rzeczywistości z kolorowym i dynamicznym światem superbohaterów walczących z łotrami w amerykańskich metropoliach, okazało się szokiem dla wielu polskich czytelników oraz rysowników, jednak po dziś dzień nie powstała żadna polska postać, która kojarzyłaby się jednoznacznie z superbohaterstwem. O ile za oceanem nawet ktoś, kto nienawidzi komiksów, wie, kim są Superman, Batman czy Kapitan Ameryka, o tyle w naszym kraju nigdy nie powstała opowieść (seria opowieści), która weszłaby do masowej kultury. Czy zbiorczy album, wydany w ramach Strefy Komiksu może to zmienić?

Superhero zawiera dwadzieścia trzy prace, w którym temat superbohaterstwa został potraktowany głównie w sposób humorystyczny. Rozpoczynający But-man Patryka Cabały nosi podtytuł Akcja-Przygoda-Morał i opowiada o trójce superbohaterów z siłowni, walczących z dealerem zakazanych sterydów. Postacie pierwszoplanowe "puszczają oko" do czytelników, zaś fabuła jest mało skomplikowana. Styl rysowania Cabały oddaje realistycznie postaci – choć niekiedy ma się wrażenie, że są one przerysowane z magazynów dla kulturystów - jednak na wielu kadrach brakuje detali oraz szczegółów otoczenia i nawet, gdy akcja ma miejsce w zatłoczonej siłowni, na rysunkach widzimy rozmówców przedstawionych na białym tle. O tyle to dziwne, że gdy fabuła przenosi czytelników w inne miejsca, teł nie brakuje. Po tej historii przechodzimy do Incognito - to komiks autorstwa Piotra Czarneckiego (scenariusz) i Łukasza Ciżmowskiego (rysunek), pokazujący historię zupełnie "na serio". Bohaterem jest tytułowy Incognito – przeciętny na pozór dwudziestolatek, który posiada moc stawania się niewidzialnym. Mieszka w nieokreślonym polskim mieście, a czytelnik rozpoczyna śledzić jego przygody, gdy jest on żywo zainteresowany sprawami dziwnych morderstw. Co dziwne, napotyka dziewczynę, na którą jego moc nie działa i jest go w stanie zobaczyć. Oboje nawiązują swoisty sojusz w celu znalezienia okrutnego mordercy. Akcja komiksu kończy się w ciekawym momencie, jednak wydawca Strefy, Robert Zaręba, doszedł do (słusznego zresztą) wniosku, że ciekawy, intrygujący czytelnika scenariusz, podparty mroczną, specyficzną kreską rysownika, zasługuje na lepszą prezentację i Incognito ukazało się krótko później jako samodzielny album, którego nie sposób nie polecić. Historia zaprezentowana w Superhero jest tylko fragmentem większej całości i doskonale "pobudza apetyt" na dalszą lekturę.

Trzecia opowieść to Brak szczęścia do facetów, autorstwa Radka Smektały (scenariusz) i Rafała Szłapy. Trudno opisać, co przedstawia ośmiostronnicowa historia, ponieważ każdy może interpretować ją po swojemu. Mimo specyficznej sceny, którą prezentuje, niestety - nie zapisuje się na dłużej w mojej pamięci. Kolejne strony to humoreski o najsłynniejszym polskim rozbójniku – Janosiku - jednak można by zadać pytanie, czy pasują one do tematu przewodniego zbioru lub reszty historii znajdujących się w albumie? Następująca po nich Zemsta doktora Dolittle (scen. Łukasz Muniowski, rys. Łukasz Rydzewski) to rzecz, która nietypowo podchodzi do postaci weterynarza rozumiejącego mowę zwierząt. Na wezwanie pewnego superbohatera udaje się on do Zoo, aby tam dowiedzieć od lwicy, czemu zbiegł jej mąż. Historia ma tylko cztery strony, ale jest zabawna, przewrotna i doskonale wykorzystano w niej nieco zapomnianą dziś postać doktora Dolittle. Duży plus dla twórców i chętnie zobaczyłbym kolejne opowieści z cyklu. W innej stylistyce utrzymany jest krótki komiks Pchła vs Tupton, w którym tytułowy bohater, Człowiek-Pchła, stoczy walkę z przerośniętym Człowiekiem-Jeżem. Krótka historyjka - za którą odpowiadają Łukasz Piotrkowicz oraz Krzysztof Budziejewski - może wywołać przelotny uśmiech na twarzy czytelnika, choć kreska Budziejewskiego kojarzy się mocno z amerykańskimi zeszytami o superbohaterach i z pewnością sprawdziłby się w dłuższej formie. Pozycja kolejna to Przygody Roo-mana, a właściwie jedna przygoda, zmieszczona na dwóch stronach. To kolejna krótka humoreska, pokazująca, że rzeczy nie zawsze są tym, czym się wydają na pierwszy rzut oka. Napisał i narysował ją Jakub Pieczyński, który wykonał kolejne kadry dość pobieżnie, wystawiając na pierwszy plan postacie i nie zawracając sobie głowy otoczeniem. Natomiast Pan Bazyli to historia poważna, będąca efektem pracy duetu Adam ŚwięckiRafał Szłapa. Mimo intrygującej fabuły urywa się niespodziewanie, a wyjaśnienia pod ostatnią stroną odsyłają do serii Bler. Szkoda, że nie jest to zamknięta całość, ponieważ rysownik świetnie uchwycił klimat mrocznych piwnic, w których ukrywa się coś dziwnego.

Pozycja następna to nieujęta w spisie treści, trzystronnicowa historia pożegnania pewnego bohatera, któremu hołd oddają byli wrogowie. Kolejna krótka, dobrze narysowana pozycja, o której jednak zapomina się szybko po przeczytaniu, podobnie jak dwie kolejne, średnio udane humoreski – Superman vs Newton oraz Bezczelny dowcip Zielonego Goblina. Wszystkie wydają się być tylko zapchajdziurami wciśniętymi w wolne strony zbioru. Kolejne osiem zajmuje autorskie dzieło Tomasza Kleszcza zatytułowane Jak dobrze, że to tylko sen. Wizualne przedstawienie koszmaru wykonane jest niestety w sposób dość nieczytelny, kadry prezentują kompletny chaos, w którym trudno się połapać, a podczas oglądania całości nie za bardzo wiadomo, o co właściwie chodzi? Zakończenie pozwala na stwierdzenie, że nie musi być końca świata, aby było koszmarnie, jednak nawet w tej sytuacji te plansze nijak się mają do tematyki zbioru czy innych zawartych w nim komiksów. Za to kolejna historia - Guardian Angel duetu Zaręba (scenariusz) / Nikodem Cabała (rysunek) – to dłuższa opowieść o życiu nocnym tych, którzy kryją się przed światłem słońca. Krótka, ciekawa historia, która zapada w pamięć i świadczy zarówno o nieprzebranej kopalni pomysłów w głowie scenarzysty – mamy tu do czynienia z superbohaterem "ciemnej strony" - jak i potwierdza klasę rysownika. Pięć następnych stron to krótkie historyjki (od jednego obrazka do kilku), które spodobają się lub nie w zależności od gustu czytelnika – piszącemu te słowa zdarzyło się parę razy uśmiechnąć. Niemal na sam koniec znowu dłuższa forma. Notes Dariusza Kukli to opowieść, która wydaje się nie pasować do tematyki zbioru. Nie ma tu superbohaterów obdarzonych niezwykłymi mocami, ubranych w kolorowe trykoty i posługujących się gadżetami. Jest za to trójka dzieci – uczestników Powstania Warszawskiego. Świetna, poruszająca historia, narysowana przez autora w nieco mangowym stylu, zapada na długo w pamięć i zmusza do zadania sobie pytania, czy w sercu czytelnika jest również miejsce na cechy, jakie powinien posiadać bohater? Te cechy to nie lśniący strój, nadludzkie moce czy niezwykłe gadżety. A więc co...? Po odpowiedź zapraszam do tego małego dzieła.

Po Notesie następują strony publicystyczne. Przemysław Mazur w tekście o znaczącej nazwie "Trykot po polsku" przedstawia nam dość kompleksowo historię komiksów o tematyce superbohaterskiej nad Wisłą, poczynając od wspomnianego początku lat 90-tych XX wieku. To dobre kompendium wiedzy dla osób, które w tamtym okresie albo komiksem się nie interesowały, albo też nie były w stanie śledzić wszystkiego, co się wówczas ukazywało (a boom na komiksy był w pewnym momencie aż za duży). Można podsumować wywód stwierdzeniem, że ten typ komiksów nie przyjął się u nas poza niewielką garstką entuzjastów i żadna rysunkowa postać nie weszła bezpośrednie z kart komiksu do kultury masowej. Jeżeli już stawiać by na bohatera, który jest znany niemal każdemu w Polsce, a przewijał się po komiksowych stronach, stawiałbym na... Wiedźmina. Postać to oczywiście książkowa, jednak nie zapominajmy o tym, że wyszło kilka dużych albumów z jego przygodami, choć prawdziwą popularność przyniosły Geraltowi dopiero gry komputerowe. Drugi duży tekst publicystyczny to wywiad z Jonem Bogdanove, które to nazwisko nic nie powie komuś, kto nie siedzi w komiksach, a można dzięki niemu poznać człowieka odpowiedzialnego swego czasu za przygody Supermana. Jest to jednak tematyka, która zainteresuje raczej wąską grupę odbiorców. Na samo zakończenie otrzymujemy dwustronnicową, mroczną humoreskę Jacka Jastrzębskiego (scen.) i Kamila Boettchera (rysunek) oraz stronnicowy, zabawny short Zygmunta Similaka, osadzony w czasie jednej z bitew z udziałem Krzyżaków (prawdopodobnie pod Grunwaldem).

Podsumowując album – jest on bardzo nierówny. Większość rysowników podeszła do tematu w sposób prześmiewczy, który szydzi z superbohaterów, a poza Incognito - i nawiązaniem do Blera - nie trafiła się historia, która ukazywałaby postać pomyślaną na dłuższą fabułę. Superhero to raczej przegląd możliwości rysowników i scenarzystów w temacie superbohaterskim, przy którym trafią się perełki (jak Notes), jak też i historie, o których nawet nie warto pamiętać.

Strefa Komiksu - 28 - Superhero

Okładka: Arkadiusz Hinc, Tomasz Kleszcz
Wydawnictwo: Robert Zaręba
Rok wydania polskiego: 5/2014
Liczba stron: 132
Format: A4
Oprawa: miękka
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 52,40 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus