Epoka żółtego papieru

Autor: Sławomir Zajączkowski
19 stycznia 2011

W artykule "Dekada w komiksie - Polska" (Gazeta Wyborcza 2011-01-05 ) redaktor Wojciech Orliński stawia trafną tezę o solidnym europejskim poziomie polskich komiksów lat 70-tych i zerwaniu ciągłości rynku oraz karier twórców poprzez wprowadzenie przez generała Wojciecha Jaruzelskiego w 1981 roku stanu wojennego. Chciałbym rozwinąć tę tezę, tym bardziej że ciągle jeszcze zdarzają się w środowisku komiksowym przekonania o tym, że lata 80-te były najlepszym okresem dla polskiego komiksu, pojawia się też szydzenie z osób (jak w przypadku redaktora Orlińskiego) i tez, które uważają, że Jaruzelski i jego ekipa przyczyniła się do załamania rynku wydawniczego (a co za tym idzie komiksowego) w Polsce. Złośliwe komentarze, że znów znalazł się ktoś, kto oskarża "bogu ducha winnego generała", świadczą o braku znajomości elementarnej historii lat 80-tych. Stąd też trzeba przypominać tamte czasy co poniektórym komisowym redaktorom forującym powyższy powierzchowny (by nie powiedzieć ostrzej) osąd, co jest smutne - wydawało się przecież , że lekcję z historii pt. "stan wojenny" mamy już za sobą, i nie ma co do niej sporu.

Oczywiście, polski komiks miał w końcu lat 70-tych zapóźnienia ilościowe w liczbie wydawanych tytułów, nie mieliśmy dostępu do komiksów francuskich czy amerykańskich. Ominęły nas choćby utrzymane w estetyce pop-artu komiksy Estebana Maroto, kontrkulturowa "Barbarella" czy undergroundowe prace Roberta Crumba. Ale przecież trzeba na to spojrzeć jak na normę typową dla bloku państw socjalistycznych.

Kondycja polskiego komiksu końca lat 70-tych pozwalała przede wszystkim z optymizmem patrzeć w przyszłość. Funkcjonował wtedy dobry komercyjny magazyn - "RELAX"; do dziś w redakcjach gazet wśród dziennikarzy spotykam osoby, którym polski komiks kojarzy się z tylko i wyłącznie z "RELAXEM". Mieliśmy tasiemcowe serie komiksowe "KAPITAN ŻBIK", "KAPITAN KLOSS", "PILOT ŚMIGŁOWCA" . Szkołę realistycznego rysunku udoskonalał w kolejnych pracach Jerzy Wróblewski. Twarz Kapitana Żbika jaką najczęściej kojarzymy z komiksów o dzielnym milicjancie rysowana jest właśnie kreską Wróblewskiego.

Z kolei Grzegorz Rosiński po osadzonych we współczesności komiksach o "Żbiku" i "Pilocie śmigłowca" rysuje komiksy o legendarnych początkach państwa polskiego, a w "Relaxie" o pierwszych polskich królach. Czy to nie właśnie te twórcze doświadczenia z rysowania komiksów w stylistyce baśniowo - wczesnośredniowiecznej zdecydują o napisaniu specjalnie dla Rosińskiego przez francuskiego scenarzystę Jeana Van Hamme'a serii o "Thorgalu"? Czy jeśli w jednym z "Relaxów" nie byłoby rysowanego przez artystę komiksu "Zemsta wikinga" byłby możliwy taki scenariusz? Raczej nie. Wreszcie - czy jakiś uznany scenarzysta pisze w następnych dwóch dekadach scenariusz specjalnie dla polskiego rysownika?

Jeśli chodzi o komiks artystyczny też jest ciekawie - Tadeusz Kwiatkowski (scenariusz ) i Jerzy Skarżyński (rysunki) publikują bardzo dobrego i dostrzeżonego za granicą "JANOSIKA". To po narysowaniu tego komiksu prof. Skarżyński zostaje nagrodzony na XI Międzynarodowym Salonie Komiksu i Animacji w Lucce we Włoszech, w 1975 roku. I znów - czy którykolwiek z polskich twórców w latach późniejszych za przygotowany na krajowy rynek komiks dostanie zagraniczną nagrodę?

W "RELAXIE" publikuje głośny czeski artysta Karel Saudek (brat światowej sławy fotografa Jana Saudka), którego prace nie odbiegają poziomem od prac wspomnianych na wstępie twórców amerykańskich.

Na ogólnopolskie łamy "Relaxu" trafia wreszcie znany jedynie na Pomorzu Janusz Christa ze swym "KAJKIEM I KOKOSZEM". Gdański twórca przedstawi w magazynie także autorski komiks "Bajki dla dorosłych" oraz marynistyczny "Kurs na półwysep York". W "Relaksie" debiutuje uznany dziś artysta Marek Szyszko; a Tadeusz Baranowski opublikuje w magazynie parodię komiksu superbohaterskiego "Orient-Man". W kioskach ukazują się komiksy Bohdana Butenki ("Gucio i Cezar") i Henryka Chmielewskiego ("Tytus, Romek i A'Tomek").

Lista komiksowych dokonań lat 70-tych nie jest może długa, ale potwierdza tezę o trzymaniu solidnego europejskiego poziomu.

Trzeba jeszcze wspomnieć o dobrej poligrafii ww. komiksów - komiksy były drukowane na dobrym papierze, z dobrymi kolorami, a w większym niż A4 formacie i na ekskluzywnym papierze wydrukowano "Janosika".

Ciekawym zjawiskiem potwierdzającym taniość ale i wysoką jakość pracy polskich drukarzy lat 70-tych są tzw. klassikery - to komiksy drukowane przez zachodnich (głównie niemieckich i skandynawskich) wydawców w polskich drukarniach. Polska nazwa "klassiker" wzięła się od niemieckiej serii "Illustrierte Klassiker", która m.in. była drukowana w polskich drukarniach. W stopce redakcyjnej tych komiksów drukowano notę "printed in Poland", a część z nich ("Bonga", "Wilhelm Tell") "lewymi" kanałami trafiała na polski rynek i stanowiła nie lada gratkę dla czytelników - a raczej oglądaczy. Niewielu z nich znało przecież duński czy finlandzki język.

Załamanie komiksowego rynku przychodzi faktycznie wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13.12.1981 roku. Przed omówieniem sytuacji w komiksach trzeba zdawać sobie sprawę, że stan wojenny oznaczał praktycznie likwidację całego rynku wydawniczego w Polsce. Przez pierwsze miesiące po wprowadzenie stanu wojennego, wydawano niewiele książek, a w kraju działała cenzura.

Czym było wprowadzenie stanu wojennego dla czytelników komiksu najlepiej widać na przykładzie Harcerskiej Gazety Nastolatków "Świat Młodych", która tradycyjnie ostatnią stronę poświęcała na druk komiksu. Oznaczało ono po prostu zamknięcie gazety na kilka tygodni. Kolejny numer gazety ukazał się po 2,5 miesięcznej przerwie (25 lutego 1982). Po wprowadzeniu stanu wojennego zamknięto także sam "RELAX" oraz też drugi magazyn komiksowy - "ALFĘ".

Normalizacja następowała powoli. Tak bardzo zasłużony dla popularyzacji komiksu magazyn "Fantastyka" z komiksem "Funky Koval" ukazał się w październiku 1982 roku (czyli 10 miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego) . Wydrukowano w nim ... zaledwie cztery plansze komiksu.

Pierwsze komiksy jakie pojawiły się po wprowadzeniu stanu wojennego cechował widoczny spadek jakości poligraficznej. Komiksy były drukowane w czerni i bieli, na ohydnym żółtym papierze z odzysku, i na małym formacie A5 (choć już w wcześniej - w 1980 roku w ten sposób wydrukowano komiks "Vahanara" J. Wróblewskiego i S. Weinfelda). Mowa tu o komiksach "Wywiadowca XX wieku" (1982 rok) "Dr. Jeckyll & Mr Hyde (1983 rok), "Przygody dobrego wojaka Szwejka" (1983). Papier i format musiał być nie lada dołującym przeżyciem dla czytelników, niektórzy z nich pamiętali przecież dobrze ilustracje Jerzego Wróblewskiego do "Wywiadowcy XX wieku", drukowanego wcześniej w kolorze, na dobrym papierze i w odpowiednim formacie w "RELAXIE". W zasadzie w 1982 roku tylko antologię "Ogień nad tajgą" wydrukowano w formacie A4 (1982 r.). Kolejne lata przyniosły co prawda większy tradycyjny format A4 komiksów : "Diamentowa rzeka" (1983 r.) "Faraon" (1984 r.) ale nadal drukowano je na żółtym brzydkim papierze. Tak wydawali swe komiksy Marek Szyszko, Jerzy Wróblewski i Zbigniew Kasprzak. Ten ostatni rysownik, który wygrał konkurs redakcji "Relaxu", któremu zaproponowano współpracę, niefortunnie zwycięskim komiksem (praca "Regenerit") debiutuje właśnie na "żółtych stronach". Na ironię zakpiewa fakt, że pierwsza książka teoretyczna poświęcona komiksowi "Sztuka komiksu" (1985 r.) K.T. Toeplitza, też miała żółty papier na okładce. Trudno o lepsze wyczucie - grafika okładki idealnie wpisywała się w komiksowe drukarskie standardy tamtych lat.

Publikacje połowy lat 80-tych, chyba już na zawsze powinny kojarzyć się czytelnikom z żółtym papierem z odzysku.

Dopiero około 1985 roku (a więc już po zniesieniu stanu wojennego) pojawiły się komiksy kolorowe: "Bogowie z gwiazdozbioru Aqariusa" Zbigniewa Kasprzaka (1985-1986r.) "Herman Cortes i podbój Meksyku" (1986r.) Stefana Weinfelda (scenariusz) i Jerzego Wróblewskiego (rysunki), "Sąd Parysa" (1986r.) Jacka Bocheńskiego (scenariusz) i Marka Szyszko (rysunki) , "Antresolka profesorka Nerwosolka" (1985r.) Tadeusza Baranowskiego czy spory wybór komiksów węgierskich.

Kolejną sprawą świadcząca o zapaści był fakt, że po stanie wojennym komiksów nie zamawiano - te które były drukowane, były tak naprawdę pokłosiem zamówień redakcji "Relaxu" i materiałów zgromadzonych z myślą o kolejnych numerach magazynu. Dwa największe wydawnictwa komiksowe "Krajowa Agencja Wydawnicza" i "Sport i Turystyka" przez całe lata osiemdziesiąte nie miały pomysłu na stworzenie nowej koncepcji wydawania komiksów. Brakowało też zapewne pieniędzy - pamiętajmy o materialnej nędzy tamtych lat. Gdy wyczerpały się zasoby redakcji "Relaxu" wznawiano w dużych nakładach "Tytusa" i "Kajka i Kokosza", zbierano w książeczki komiksy Tadeusza Baranowskiego - znane wcześniej ze "Świata Młodych". Nowymi pracami niezwiązanymi już z "Relaxem" musiały być zapewne dopiero komiksy spółki autorskiej Wróblewski-Weinfeld z drugiej połowy lat 80-tych "Czarna róża"(1888r. ) i "Figurki z Tilos"(1988r.) oraz autorskie prace: "Ostatnia przystań" Marka Szyszko (1989r.) i "Binio Bill i Skarb Pajutów" (1990r. ) Jerzego Wróblewskiego.

Działania wydawnictw były oceniane przez publiczność jako stanowczo poniżej jej oczekiwań. Panujące w latach 80-tych nastroje niedosytu doskonale odzwierciedla artykuł Jerzego Szyłaka "O polskim komiksie dużo i mało" opublikowany przez miesięcznik "Fantastyka" w maju 1988 roku. "Aby określić to, co się obecnie dzieje na polskim rynku komiksowym, wystarczą trzy słowa: przypadkowość, sporadyczność, różnorodność" - pisał autor artykułu.

Dopiero pod koniec 1987 roku ukazuje się pierwszy zeszyt "Funkego Kovala" - pod szyldem magazynu "Komiks Fantastyka". Znów jednak nie był to komiks premierowy, ale zebrana w album historia drukowana wcześniej w odcinkach. Jeszcze w 1988 roku we wstępie do 2 numeru magazynu (z komiksem "Yans" - też częściowo powtórki komiksu ze "Świata Młodych") redaktor Fantastyki Adam Hollanek pisał: "Kultura obrazkowa ma swoje obyczaje i prawa. U nas te obyczaje i te prawa dopiero się kształtują, dopiero je sobie przyswajamy. Komiks ciągle pozostaje czymś nowym w naszej cywilizacji i kulturze (...)". Czytając te słowa trudno oprzeć się wrażeniu, że staliśmy przez całą dekadę lat 80-tych w miejscu, a być może nawet cofnęliśmy się wstecz.

Kolejna sprawa to brak poszanowania praw autorskich. Tak chwalony za popularyzację komiksów "Świat Młodych" umieszcza w latach 80-tych utwory pochodzące z rynku francuskojęzycznego, bez zgody pierwotnych wydawców (w ten sposób ukazują się fragmenty "Yansa" z rysunkami Grzegorza Rosińskiego). Nie szanuje się też własności autorów. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach drukarnie drukują komiksy techniką offsetową przy nakładaniu kolorów na tzw. blaudrukach (niebieskawych tekturkach). Do potrzeb składu konieczna jest oryginalna plansza i pomniejszony kolorowy blaudruk. Charakterystyczne czasem przesunięcia kolorów w wydawnictwach lat 80-tych, dowodzą niechlujności w stosowaniu przez drukarzy tej technologii. Do drukarni przekazywane są zawsze oryginalne komiksowe plansze (a nie jak dziś elektroniczne pliki), zdarza się że wracają do autorów dopiero po ich interwencji, czasem podniszczone. Czasem też nie wracają wcale - jak u rysownika Andrzeja Chyżego.

Jedynymi elegancko drukowanymi, na kredowym papierze, komiksami połowy lat 80-tych jest seria "Doman" (różni scenarzyści, rysunki Andrzej O. Nowakowski). Powód jest znów prozaiczny - komiks drukowany jest na drukarskich spadach (ścinkach) odzyskanych z produkcji przeznaczonej na eksport. Stąd też jego nieporęczny, nietypowy kwadratowy (!) format.

Mówiąc o stanie wojennym, koniecznie też trzeba wspomnieć o złamaniu życia osobistego i zawodowego wielu twórcom a czasem też i zdrowia - za co trzeba winić generała Jaruzelski i jego ekipę. Niektórzy ilustratorzy z przyczyn politycznych tj. zaangażowanie w ruch "Solidarności" tracą w 1981 roku pracę, otrzymują "opiekę" służby bezpieczeństwa, i mają zakaz publikacji rysunków w prasie lokalnej - aż do 1989 roku.

Komiksowy rysownik Tadeusz Raczkiewicz zmuszony ciężkimi warunkami materialnymi wyjeżdża do Republiki Federalnej Niemiec, by pracować na budowie przy kryciu dachów. Jerzy Wróblewski podejmuje nieudane próby zainteresowania wydawców amerykańskich narysowanym westernem. Grzegorz Rosiński, stojący na progu światowej kariery i drukujący już "Thorgala" na rynek francuskojęzyczny, decyduje się emigrować, bo nie działa poczta i nie może wysłać do belgijskiego wydawcy zamówionych przez niego plansz. Jest to niewątpliwie dla twórcy traumatyczna decyzja, będzie o niej potem wielokrotnie wspominał w wywiadach - niemal przy każdej okazji.

Tak to wyglądało - zakaz pracy, emigracja za chlebem lub z konieczności (Tadeusz Raczkiewicz, Grzegorz Rosiński, Tadeusz Baranowski), brak możliwości druku w kraju, brak komiksowych wydawniczych inicjatyw, słaba jakość poligrafii, powtórki materiałów znanych już wcześniej z czasopism. Materialna nędza wydawców, czytelników i rysowników. Sądzę, że byli też twórcy, którzy wybierali wewnętrzną emigrację.

Moje skromne autorskie doświadczenia z komiksem też mieszczą się w normie tamtych czasów. W 1987 roku, gdy miałem 16 lat w moim LO zjawiają się dziennikarze lokalnej gazety "Wiadomości Skierniewickich", proponując uczniom zabawę w dziennikarstwo i oddając do dyspozycji stronę gazety. Narysowałem dla nich komiks w odcinkach (10 pasków). Pracę złożyłem w redakcji, pojechała ona następnie do Łodzi - do cenzora i do drukarni. Niestety w bałaganie zaginęła, a mnie poproszono o narysowanie pasków jeszcze raz.

Ciekawe w tym wszystkim jest też coś innego - wydaje mi się, że wtedy w latach 87-89 w wielu lokalnych gazetach było sporo pomysłów "oddolnych", duża otwartość na współpracę, jestem pewien że w wielu redakcjach zastanawiano się też nad drukiem komiksów, sam rozmawiałem na ten temat z dziennikarzami mojej lokalnej gazety wielokrotnie mówiąc, że warto to robić. Chyba ich przekonałem, bo któregoś dnia jeden z redaktorów powiedział, że gazeta będzie drukowała komiksy dwóch zawodowych rysowników z Łodzi. W ten sposób "Wiadomości Skierniewickie" wydrukowały komiksy Wojtka Birka i Piotra Zdrzynickiego. Wydaje mi się, że zjawisko lokalnych, gazetowych komiksowych inicjatyw końca lat 80-tych nadal czeka na rzetelne opisanie i swego "odkrywcę". To wtedy rodziła się inicjatywa brania rzeczy w swoje ręce, bez oglądania się na państwowe przedsiębiorstwa. Był to znak zbliżającego się przełomu.

Dopiero właśnie przełom mentalny, polityczny i gospodarczy roku 89/90 nadrabia zaległości schyłkowego okresu PRL-u, zapoczątkowane stanem wojennym. Pojawiają się wydawnictwo "Orbita" i magazyn "Fantastyka-Komiks" . Popularyzującą komiks publicystykę (głównie ale nie tylko) w "Fantastyce" uprawiają Maciej Parowski, Jerzy Szyłak i Wojciech Birek. W jednym z numerów "Komiksu-Fantastyki" debiutuje niezwykle dojrzałą pracą ("Księga miecza") Jerzy Ozga. Z kolei planszą z "Erna" tegoż autora - nie mającego jeszcze wówczas 20 lat (!) zilustruje swój artykuł o komiksach w "Polityce" Jerzy Szyłak. "Ern" jest też wtedy w planach wydawnictwa "Orbita" . Wydaje się po raz pierwszy, że w skali kraju nadciąga nowe pokolenie rysowników.

Szacunku dla pracy autorów komiksów nie udaje się jednak stworzyć. Umówmy się, że i w latach 70-tych nie wyglądało to najlepiej. W 1988 roku czytelnicy komiksów ze zdziwieniem czytają wywiad Macieja Parowskiego z Grzegorzem Rosińskim ("Malowałem tyłem do obrazu" - Komiks Fantastyka" nr 4/88) , w którym ten opowiada o m.in. swoim starcie w życiu na emigracji - "Konsul, u którego załatwiłem wizę, gdy usłyszał, czym się zajmuję, nie robił mi żadnych kłopotów, przeciwnie, pochwalił się zaraz obszerna kolekcja zeszytów Tintina pięknie oprawioną w skórę", wspomina, że dzieciom nadaje się imiona jego komiksowych bohaterów, i że w prasie ukazują się komiksowe recenzje. Twórca powtarza jeszcze te i inne "rewelacje" w późniejszym wywiadzie w "Rzeczpospolitej" (1994?) przeprowadzonym przez Barbarę Hollender oraz obszernym wywiadzie dla magazynu komiksowego "AQQ" (październik 1996) przeprowadzonym przez Witolda Tkaczyka i Łukasza Zandeckiego). Po roku 1989 w kraju ciągle pokutuje jednak przeświadczenie, że komiksy rysownicy rysują hobbystycznie, dla przyjemności - a skoro tak, nie mogą żądać poważniejszych wynagrodzeń. Podobnie jest na wyższych uczelniach, gdzie komiks nie jest traktowany poważnie. Rysownik Krzysztof Wyrzykowski wspominał mi, że nawet gdy on studiował na gdańskiej ASP, co miało miejsce przecież już w latach 90-tych, przyznawanie się do rysowania komiksów nie było mile widziane przez wykładowców. Walka twórców o uznanie dla ich pracy zajmie im następne dwie dekady. Podobnie jak odbudowa komiksowego rynku - będzie ona rodzić się stopniowo, minie kolejne 10 lat nim uznanie na rynku zdobędą nowe komercyjne magazyny ("Świat Komiksu" zacznie ukazywać się w 1998, a "Produkt" w 1999 roku) a wydawnictwa zaproponują szerszy wybór komiksów zachodnich i polskich autorów.

Gdyby nie ogłoszenie stanu wojennego i zapaść kulturalno-gospodarcza , jaka temu wydarzeniu towarzyszyła, po świetnym zapowiadającym się okresie lat 70-tych, komiksowy rynek rozwijałby się bardziej w zrównoważony sposób, a w kolejnych trzech dekadach twórcy i wydawcy nie zderzaliby się z tak wielką liczbą problemów.

Sławomir Zajączkowski (scenarzysta komiksów Łupaszka.1939, Korfanty, Wyzwolenie?1945)



blog comments powered by Disqus