Komiks – sztuka czy kicz?

Autor: Jakub Piwoński
19 stycznia 2016

Gdy udzielałem wywiadu do lokalnego radia, jako organizator wystawy "Historia komiksu", motywem przewodnim mojej rozmowy z redaktorem było pytanie, czy komiks może znaleźć się w muzeum. Budziło to wątpliwości za sprawą wciąż upowszechnianego stereotypu, kojarzącego komiks prostotą i błahością, a co za tym idzie, kiczem. Innymi słowy, pytanie wystosowane między wierszami brzmi: w jaki sposób w budynku muzeum może znaleźć się coś, w stosunku do czego nie było (bądź wciąż nie ma) pewności, czy stanowi formę sztuki, a jeśli stanowi, to na pewno nie tej, rozumianej przez pojęcie "wysokiej"?

Taka postawa jest pełna ignorancji. Wyłania się w niej także brak podstawowej wiedzy na temat sztuki. Zwłaszcza specyfiki kultury popularnej, która to jest niczym innym jak wynikiem ewolucji sztuki. Mam wrażenie, że nadanie komiksowi wyższej wartości, następuje tylko w zamkniętych kręgach fanów tego medium, co sprawia jednocześnie, iż jest on dziedziną wciąż hermetyczną (szczególnie w Polsce). Jasne jest bowiem, że większość społeczeństwa utożsamia komiks z medium dziecięcym, a co za tym idzie, z medium, któremu z pewnością nie należy poświęcić więcej uwagi. Już samo brzmienie jego nazwy nie pomaga – komiks, z angielskiego comics, to skrót od comic strip, czyli komicznego paska. I jak tu podejść do niego poważnie?

Idąc na skróty i odpowiadając formalnie, mógłbym posłużyć się pewnym istotnym dla historii komiksu faktem. Otóż 2 maja 1969 roku w Stanach Zjednoczonych, komiks uznany został za sztukę wyrokiem sądu. Chodzi oczywiście o słynny precedens, który miał miejsce w Birideport, stanie Connecticut. Wówczas to pewien rysownik komiksów, w celu uzyskania ulgi podatkowej z tytułu depozytu swoich prac do Biblioteki Uniwersytetu w Syracuse, potrzebował uznania jego prac za dzieła sztuki. I pomógł mu w tym wyrok Sądu Federalnego, który przeszedł głosem jedenastu ławników. Dyskusję o tym, czy komiks jest sztuką, na upartego moglibyśmy zakończyć w tym miejscu, gdyż stoi za tym podstawa prawna. Pogimnastykujmy się jednak trochę.

Po pierwsze, podkreślenia wymaga fakt, iż na samym początku swego bytowania, komiksy nie były wprost adresowane do dzieci. Te ukazujące się w coniedzielnych gazetach w ramach dodatku, jak The Yellow Kid, miały oczywiście przyjemną w odbiorze formę, ale do pełnego ich zrozumienia potrzebne było wzięcie pod uwagę szerszego kontekstu społecznego. Zwrot ku odbiorcy dziecięcemu nastąpił  dopiero w 1904 roku, gdy najpopularniejsze serie gazetowe, ukazały się 40-stronicowych książeczkach, wygodnym do wręczenia dziecku. Później, latach 30 XX w. pomogła oczywiście także fuzja z twórczością Walta Disneya, adaptująca na język komiksu swoje najważniejsze dzieła. Z perspektywy czasu stanowi to jedynie wycinek całej historii komiksu, mający jednak duży wpływ na późniejszy kształt tego medium.

Na przestrzeni lat komiks rozwinął przekaz tak szeroko, że prócz wyodrębnienia swojej formy autonomicznej, czyli zeszytów i powieści graficznych, twórcy zaczęli także wykorzystywać to medium do poruszania coraz to odważniejszych tematów. Znamiennym przykładem jest słynny komiks Maus, który przy pomocy alegorii, poruszył temat Holocaustu. W 1992 roku, twórca komiksu, Art Spiegelman, otrzymał za swoje dzieło nagrodę Pulitzera. Było to pierwsze i jak na razie jedyne nagrodzenie komiksu tą prestiżową nagrodą. Przeciętnego zjadacza chleba nie obchodzą nagrody, gdyż co raz mniej utożsamiane są z wyznacznikiem faktycznej jakości (zwłaszcza gdy przyznawane są one także za sprawą politycznej poprawności).

Komiks krzywdzący stereotyp dzieli razem z filmem. Wszak obie te dziedziny wywodzą się z kultury masowej, powstałej na przełomie XIX i XX wieku. W rozpatrywaniu natury zarówno komiksu jak i filmu, zapomina się jednak o bardzo ważnej rzeczy – mianowicie o tym, że potrafią one twórczo łączyć tradycję wielu dziedzin sztuki. W antycznej Grecji uznano, że sztukę i naukę podzielić można na dziewięć filarów, którymi przewodniczyły poszczególne Muzy. Tak też kultywowane zostały odmiany poezji, taniec, astronomia, czy też pieśń. Współcześni krytycy z kolei, mianem Muzy dziesiątej umownie nazwali film. I to nie bez powodu. Twórczo połączył on bowiem tradycję malarstwa (z uwagi na obraz), literatury (z uwagi na narrację), muzyki (z uwagi na dźwięk) oraz tańca (z uwagi na ruch). I ta ostania właściwość zasługuje na szczególną uwagę, gdyż dzięki niej film stał się tworem osobliwym, a to dlatego iż żadna z wcześniejszych sztuk, nie potrafiła upamiętnić ruchu z uwzględnieniem jego następstw. Powstawały co prawda pełne dynamizmu rzeźby dyskoboli itp., ale w ich wypadku faktyczny ruch wykonany przez bohatera, pozostawał w sferze wyobraźni odbiorcy.

Komiks jest kolejną sztuką, której jedną z osobliwości jest ukazanie następstw ruchu, a to za sprawą swej sekwencyjnej konstrukcji. Jako kolejne wyłania się też to, iż komiks potrafi imitować dźwięk. Posiada bowiem tzw. onomatopeje, czyli wyrazy dźwiękonaśladowcze. To dzięki nim czytelnik ma okazję "usłyszeć" siłę zadawanych Rzymianom przez Asteriksa ciosów, tudzież pochrapywanie Garfielda. Razem z popularnymi dymkami, czyli elementami pochodnymi narracji, w których umieszczone są kwestie bohaterów, stanowią one najbardziej charakterystyczne właściwości komiksu. Gdy dołożymy do tego sposoby kadrowania (bliskie z filmem), czyli przedstawianie akcji w zamkniętej przestrzeni, oraz zbieżną z malarstwem metodę odzwierciedlania świata, da się zauważyć, że komiks, potrafił wyodrębnić swój, osobliwy język, którym porozumiewa się z odbiorcą. A jeśli zatem uznamy, że każdy autor komiksu musi wymogom tego skomplikowanego języka sprostać, podczas tworzenia swego kolejnego dzieła, czy nie oznacza to, że powołuje wówczas do życia coś, co ma charakter sztuki? Odpowiedź, przynajmniej dla mnie, jest oczywista.

Do rozważań nad tym, czy komiks powinno się uznać za sztukę, czy kicz, można podejść także z drugiej strony. A co takiego złego jest w kiczu? Czy naprawdę w każdym przypadku jest on artystycznie bezwartościowy? To sytuacja, w której bardzo często zapomina się o tym, że kicz od dawien dawna był przecież wykorzystywany jako świadomy środek stylistyczny, forma wypowiedzi przekornej, przełamującej sztywne standardy kultury wysokiej. Zapomina się, bądź świadomie ignoruję też fakt, iż najwięksi twórcy celowo posługiwali się kiczem, ku uciesze publiczności i niezadowoleniu krytyki. Zaliczyć można do nich freski Giotta, twórczość Leonardo da Vinci, czy opery Mozarta. Pytanie sztuka czy kicz, jest poniekąd pytaniem postawionym źle, ponieważ odnosi się do pojęć nawzajem się uzupełniających.

Oczywiście, nie ma zasady. Nie można jednoznacznie i obiektywnie stwierdzić, że komiks (i film), to sztuka wysokich lotów. Związane jest to z tym, iż powstanie wielu tytułów, w tym ciągnących się bez końca serii przygód superboherów, uzależnione było nie tyle od artystycznej myśli, co finansowej koniunktury (głowa boli od tego, ile światło dzienne ujrzało serii głównych, pobocznych i wznowień). Sztuka popularna zawiera w sobie zarówno odcienie czerni jak i bieli. W dalszym ciągu nie oznacza to jednak, że określony materiał nie zawiera w sobie pomyślunku, a w jego powołanie nie włożono wysiłku. Gdy więc w dzisiejszych czasach ktoś chociażby sugeruję, że komiks ze sztuką związany nie jest i że nie można udostępniać go w muzeum, wolałbym, by jeszcze raz zastanowił się, czy przypadkiem nie zatrzymał się i utknął w swoich rozważaniach przy początku XX wieku.



blog comments powered by Disqus