Krach systemu wydawniczego (lata 1989-91)

Autor: Maciej Jasiński
2 grudnia 2014

Koniec PRL-u oznaczał kryzys i w konsekwencji późniejszy upadek wielkich państwowych wydawnictw. Wolność gospodarcza umożliwiła każdemu kto chciał samodzielne wydawanie komiksów. Jednak nowym wydawnictwom brakowało doświadczenia, dobrych autorów i kanałów dystrybucji.

Nowi gracze na rynku

Wybory do sejmu i senatu, które miały miejsce w czerwcu 1989 roku otworzyły drogę do wolności gospodarczej. Skończyły się czasy gdy przydział papieru decydował o możliwościach wydawniczych. Paradoksalnie jednak przyszły najgorsze lata dla wydawnictw i dla twórców komiksowych.

W PRL-u rynek komiksowy dzieliły między siebie Krajowa Agencja oraz Sport i Turystyka. Nieliczne komiksy wydawały także regionalne wydawnictwa, jak np. Redakcja Wydawnictw Pozaprasowych "Pomorze" wchodząca w skład Pomorskiego Wydawnictwa Prasowego RSW "Prasa-Książka-Ruch". W dorobku wydawniczym "Pomorza" były między innymi: Zemsta Harpera, Noc sprawiedliwych pięści czy Zagadka Metropolii. W połowie 1989 roku sytuacja się zmieniła się radykalnie.

Na rynku pojawiły się firmy, dla których wydawanie było często tylko jednym z wielu pól działalności. Doskonałym przykładem jest firma GaWa Press, odpowiedzialna za wydanie w 1990 r. Siodła śmierci i Samotnego bohatera. Firma prowadziła hurtownię oferującą zabawki, artykuły szkolne, meble, konfekcję, dziewiarstwo, a poprzez swoją spółkę-córkę GaWa Fruit także owoce południowe: pomarańcze, cytryny, banany czy kiwi. Upadające państwowe drukarnie i wydawnictwa przejmowali często ludzie, którzy widzieli w działalności wydawniczej sposób na dobry i przede wszystkim szybki biznes. Jednak poruszali się po omacku, zwłaszcza gdy dobierali do współpracy rysowników bez komiksowego doświadczenia.

Erich von Daniken i Bogusław Polch

Wśród debiutujących na rynku komiksowym wydawców były między innymi: Wydawnictwo Dolnośląskie (wydało komiks Dwie podróże Guliwera Gabriela Muldyńskiego i Pawła Pawlaka z 1990 r.), AS Editor (między innymi Tomek Grot – Pościg Bogusława Polcha z 1989 r. oraz Conan saga z 1989 r.), Agencja Muza (Wyprawa na Ziemię Jerzego Niemczuka i Jacka Skrzydlewskiego z 1990 r.), Wydawniczo-Wielobranżowa Sp. z o.o. Vratislavia (Rok 1109 Głogów –Psie pole oraz Dracula – Prawdziwy żywot hrabiego Draculi Marcina Bradke i Waldemara Chwedczuka z 1990 r.), PPH "Im-Ex" Spółka z o.o. (Rycerze Ziem Jałowych Tomasza Bochińskiego i Grzegorza W. Komorowskiego z 1990 r.), Unipress (W pustyni i w puszczy Jacka Dąbały i Tomasza Wilczkiewicza z 1990 r.), Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowe "Makler" (As rozrywki umysłowe dla dzieci na którego łamach ukazywał się komiks Krzyżacy, wydawany od listopada 1989 r.), Orbita (Thorgal, Hugo, Timothee Titan: Spotkanie na Proktorze V i Cubitus), Pegasus (serie: Marine, Ian Kaledine, Vasco, Tetfol, Bruce J. Hawker), Wydawnictwo Express (Onna z 1990 r.), Centrum Sztuki Gdynia (Kupcy z kosmosu Mirosława Stecewicza i Jerzego Wróblewskiego z 1990 r. – komiks wydany we współpracy z Wydawnictwem Glob), Spółka Wydawniczo-Księgarska (Olbrzymy na wyspie Mirosława Stecewicza i Sławomira Jezierskiego z 1990 r.).

Jerzy Wróblewski

Jednym z największych wydawców komiksowych został szczeciński "Glob". Wydawnictwo interesowało się produkcją komiksów już w 1988 roku, jednak dopiero w kolejnym roku - po przekształceniach - rozpoczęło współpracę z polskimi autorami. W 1990 r. Glob wydał Zemstę rodu Marioli Nowakowskiej i Piotra Drzewieckiego (cz. 1 ukazała się w nakładzie 50 tys. egzemplarzy, cz. 2 wydana w kolejnym roku miała nakład 20 tys. sztuk). Wydawnictwo nawiązało także współpracę z Jerzym Wróblewskim – najpopularniejszym w latach 80. polskim twórcą komiksowym, który rysował serię Kapitan Żbik, specjalizował się w komiksie historycznym i sensacyjnym, a także stworzył dla "Świata Młodych" własną serię zatytułowaną Binio Bill. Dla Globu Wróblewski miał narysować kompletną komiksową adaptację Biblii.

Komiks ten miał się ukazać równocześnie w Polsce oraz Austrii. 8 marca 1990 r. podpisano umowę licencyjną o przekazaniu praw autorskich, pomiędzy autorami, wydawnictwem Glob, a wiedeńskim inwestorem. Umowa obejmowała pierwsze dwa tomy komiksu. Autorzy komiksu zobowiązywali się do "weryfikacji merytorycznej dzieła oraz uzyskania akceptacji dla niego ze strony reprezentatywnych władz kościoła". Określono także podział honorarium – wypłata miała nastąpić w dolarach, bowiem ta waluta była wówczas w miarę stabilna, w przeciwieństwie do złotówki, która traciła na wartości.

Jednak od samego początku współpraca Wróblewskiego z wydawnictwem nie przebiegała dobrze. Wydawnictwo naciskało na jak najszybsze wykonanie prac, jednocześnie poza niewielką zaliczką, oferując rozliczenie po sprzedaży komiksu, a także 1% od sprzedaży komiksu na rynkach zachodnich. Dopiero po interwencjach Wróblewskiego, udało mu się wywalczyć nieco większą zaliczkę, jednak ostateczne rozliczenie za wydane komiksowe dwa tomy Biblii nigdy nie nastąpiło. Córka Jerzego Wróblewskiego wspomina, że po śmierci rysownika ktoś z wydawnictwo Glob dzwonił do niej, a gdy powiedziała, że ojciec nie żyje, wspomniał o konieczności rozliczeń finansowych. Jednak na słowach się tylko skończyło.

Rynek zalany komiksami

To co nastąpiło w latach 1989-91 można określić jako zalanie rynku. Wydawcy sądzili, że skoro komiksy dobrze sprzedawały się w PRL-u, to podobnie będzie i w nowej rzeczywistości polityczno-gospodarczej. Tak jednak się nie stało, a po latach komiksy wydawane w okresie 1989-91, zalegały na straganach z tanimi książkami.

Wystarczy spojrzeć na liczbę wydawanych tytułów. Na początku lat 80. wydawano po kilkanaście komiksów rocznie, liczba ta wzrosła w kolejnych latach do około 30 sztuk rocznie, w 1988 roku było to już 40 tytułów. Jednak 1989 rok to już ponad 60 tytułów, rok 1990 przyniósł aż ponad 180 komiksów, by w kolejnym roku spaść o prawie połowę.

To jak pogłębiał się kryzys na rynku widać najlepiej na przykładzie serii Dawid i Sandy, której wydawanie poznańska spółka Mix-Star wraz z Krajową Agencją Wydawniczą rozpoczęła w 1989 roku. Seria autorstwa duetu Lutczyn i Stanisławski była zaplanowana na 18 części. Każdy zeszyt liczył jedynie 16 stron, a kolejne numery ukazywały się w odstępach około dwóch miesięcy. Pierwsze pięć zeszytów ukazało się w nakładzie 400 tysięcy egzemplarzy, od numeru szóstego (który ukazał się na początku 1990 roku) nakład zmniejszono do 200 tysięcy, siódmy miał już 100 tysięcy nakładu, a od numeru ósmego zaprzestano podawać wysokość nakładu. Seria została zakończona na trzynastym numerze.

Edward Lutczyn

Niestety znaczna część oferty z tego okresu to komiksy tworzone przez ludzi bez doświadczenia i umiejętności. Doskonałym przykładem są wszystkie komiksy z wydawnictwa Vratislavia. Jednak błędy w doborze tytułów i autorów zdarzały się też dużym wydawcom.

Państwowe wydawnictwa w kryzysie

KAW oraz Sport i Turystyka sprawiały wrażenie jakby chciały kontynuować swoją politykę wydawniczą z połowy lat 80. Stawiały na sprawdzonych twórców jak Stefan Weinfeld czy Zbigniew Kasprzak, ale jednocześnie oferowały współpracę debiutantom.

Zbigniew Kasprzak

Komiksy z tych wydawnictw nadal poruszały się w tych samych co wcześniej zakresach tematycznych: mitologia, adaptacje klasyki literatury czy historia. W 1991 roku nakładem Sportu i Turystyki ukazała się więc Atalanta najlepsza biegaczka świata ze scenariuszem Jacka Bocheńskiego i ilustracjami Zdzisława Byczka oraz W 80 dni dookoła świata Stefana Weinfelda i Andrzeja Chyżego. Krajowa Agencja Wydawnicza wydała w 1990 roku takie komiksy, jak: Nowe Przygody Mistrza Twardowskiego Heleny Urłaub i Jacka Skrzydlewskiego, Sindbad Żeglarz i ptak Rok Stefana Weinfelda i Grzegorza Gajewskiego, Wielkie wyprawy Stefana Weinfelda i Zbigniewa Kasprzaka oraz Bitwę pod Legnicą Bogusława Gomzara i Pawła Mitury. Nakłady trzech pierwszych wynosiły po 100 tysięcy egzemplarzy, ostatni zaś – choć prezentuje najniższy poziom zarówno scenariusza, jak i ilustracji – miał nakład 140 tysięcy sztuk. Kolejne komiksy, które były w planach KAW (Titanic do wszystkich, Na tropie niewidzialnego mordercy oraz komiks o wojnie polsko-bolszewickiej do scenariusza Weinfelda) nie zostały już wydane.

Taka oferta wydawnicza realizowana na niskim poziomie i z udziałem niedoświadczonych scenarzystów i rysowników, nie mogła stanowić odpowiedniej konkurencji dla wchodzących na rynek komiksów z rynku europejskiego (wydawanych przez Orbitę oraz Pegasusa), a także amerykańskiego – w kioskach pojawiły się w 1990 r. komiksy z superbohaterami. To one zawładnęły polskim rynkiem komiksowym na kolejne lata.

Cierpią twórcy

W 1990 roku wydawcy wiedzieli już doskonale, że polski komiks nie jest tym produktem, na którym da się szybko i dobrze zarobić. Niesprzedane egzemplarze zalegały w magazynach i księgarniach. Wydawcy doszli także do przekonania, że nie warto zlecać komiksów polskim autorom, gdyż jest to po prostu nieopłacalne. Napisanie scenariusza i zilustrowanie trwało kilka miesięcy i nie gwarantowało – nawet w przypadku znanych autorów – sukcesu komercyjnego.

Wspomina o tym Stefan Weinfeld w swoim liście do Jerzego Wróblewskiego z marca 1990 roku: "W każdym razie aktualna sytuacja wygląda tak, że wydawcy wolą otrzymać coś gotowego nadającego się bezpośrednio do druku, a więc zawieranie umowy o scenariusz, a następnie czekanie na jego narysowanie specjalnie ich nie bawi" – pisze.

W tym samym liście Weinfeld wieszczy także rychły upadek KAW-u i zaleca Wróblewskiemu jak najszybsze odebranie swoich oryginalnych plansz: "sugerowałbym ich odebranie, zanim jeszcze dojdzie do rozpadu tej szanownej instytucji, w którym to przypadku Pańskie materiały mogłyby bezpowrotnie zaginąć. Jeśli nie wybiera się Pan w najbliższym czasie do Warszawy, mógłbym je odebrać za Pana i przechować na razie u siebie, gdyby mi Pan przesłał odpowiednie upoważnienie".

Długość trwania zlecenia była też problemem dla autorów. W kraju szalała hiperinflacja – w ciągu kilkunastu miesięcy sięgała ona 600%. Czas pomiędzy zawieraniem umowy, zdaniem dzieła i rozliczeniem - był tak długi, że otrzymywane pieniądze nie pozwalały na normalne funkcjonowanie twórcy. Wspomina o tym pisarz Wiktor Żwikiewicz, przywołując anegdotę o koledze, który w 1990 roku rozliczył się wydawnictwem za książkę na podstawie umowy zawartej ponad rok wcześniej. Otrzymał dokładnie tyle, że starczyło aby zaprosił najbliższą rodzinę i znajomych na kolację do restauracji.

Przyczyny kryzysu

Dlaczego tak się stało, że Polacy przestali kupować komiksy? Głównym problemem było wspomniane już zalanie rynku zbyt dużą liczbą tytułów, których po prostu czytelnicy nie byli w stanie kupić. Swoje oszczędności ludzie wydawali wówczas na towary, których im przez całe lata brakowało – jak chociażby zagraniczny sprzęt AGD czy ubrania. Poza tym komiksy miały już wśród młodych ludzi coraz większą konkurencję w postaci gier komputerowych czy filmów. A jeśli już młodzi czytelnicy wybierali co chcą kupić, to decydowali się na komiks amerykański – będący czymś nowym w Polsce.

Jednak wydawcy także nie mieli łatwo. Hiperinflacja z lat 1989-90 sprawiła, że w końcu przestano drukować ceny na okładkach, bo wydrukowana dwa miesiące wcześniej okazywała się zbyt niska, żeby pokryć ponoszone koszty. Problemem była sieć dystrybucji – towar z hurtowni był nieumiejętnie rozdzielany (dlatego np. w Bydgoszczy nie można było kupić Thorgala z Orbity), hurtownie często znikały z dnia na dzień razem ze swoimi właścicielami i pieniędzmi, które były winne wydawcom.

Na początku lat 90 na rynku utrzymywały się poza amerykańskimi i europejskimi komiksami tytuły z serii Kajko i Kokosz, Kajtek i Koko oraz Tytus, Romek i A’Tomek, choć wydawane w znacznie ograniczonych – względem lat 80. - nakładach. Coraz gorzej radziły sobie komiksy wydawane pod szyldem Nowej Fantastyki. Po krótkiej obecności na rynku zniknęły magazyny prezentujące komiksy polskich autorów: Fan oraz Awantura. Nie przetrwała nawet najpopularniejsza gazeta drukująca komiksy -Świat Młodych, która w latach 80. sprzedawała się w kilkusettysięcznym nakładzie.

Komentując na łamach książki Trzask Prask czasy kryzysu Szarlota Pawel, autorka komiksów o przygodach Kleksa, powiedziała: "Nie rozrywałam szat, choć było mi przykro, że polski komiks zniknął z rynku. W tamtych czasach autorzy komiksu byli niesłychanie rozpieszczani. Nie musiałam za nikim chodzić ze swoimi komiksami, tylko do mnie dzwoniono. Nakłady szły w takich wysokościach, że głowa mała. Byliśmy rozpieszczani, cokolwiek by panu mówiono. Jak to się urwało człowiek czuł się niemiło, czuł się wyobcowany, wyrzucony na margines".

Szarlota Pawel



blog comments powered by Disqus