"Paris-Bandes-Dessinees" czyli Paryski Przewodnik Komiksowy

Autor: Maciej Szatko
4 czerwca 2008

Co robi prawdziwy fan komiksu odwiedzający stolicę Francji? Oczywiście - pierwsze swe kroki kieruje pod katedrę Notre Dame. Nie, nie - bynajmniej nie z powodu zamiłowania do gotyckiej architektury. Otóż obok katedry biegnie w kierunku południowym mała uliczka. Rue Dante, bo o niej mowa, jest najbardziej znaną komiksową aleją Paryża. Osobliwe miejsce, w którym każdy maniak rysunkowy znajdzie coś dla siebie, miejsce gdzie czas biegnie bardzo szybko i gdzie wydać można fortunę.

Goszcząc ostatnio w tym mieście skrupulatnie zaplanowałem jej odwiedzenie i przygotowałem listę najważniejszych zakupów. Niestety - ów "plan" szybko wziął w łeb. Nie sposób bowiem wytypować jakiejś pozycji zakupowej, która za chwilę bledną przy tej znalezionej obok. Ilość albumów i gadżetów zgromadzona w "dantejskich" i nie tylko księgarniach i antykwariatach przekracza znacznie wyobrażenie przeciętnego fana grafiki obrazkowej w naszym kraju. "Uzbrojony" w artykuł Marcina Hermana "Komiks nad Sekwaną" ruszyłem na zwiedzanie usytuowanych na Rue Dante księgarni. Na początku odwiedziłem GAELa - księgarnię specjalizującą się w figurkach i komiksach amerykańskich, nie będących jednak w ścisłym kręgu moich zainteresowań. Dosłownie naprzeciw niej znajduje się antykwariat, w witrynie którego do odwiedzin zachęcało wiele francuskich magazynów komiksowych, jak "Vaillant", czy "Tintin". W środku wszystkie stare pozycje ułożone były alfabetycznie autorami, na ścianach widniały oryginalne plansze, za szybą umieszczono co cenniejsze gadżety, natrafiłem m.in. na ekskluzywne wydanie "Skargi Ziem Utraconych", którego każda część miała format A-3, po 120 euro za sztukę. Ceny magazynów "Tintin" - w zależności od roku wydania: ok.3 euro, za Super Tintin - 5 euro. Jeden z dwóch pracowników antykwariatu mówił jako tako po angielsku co pozwoliło odszukać interesujące mnie pozycje - w przeciwnym wypadku wyszedłbym z niczym, gdyż jakiekolwiek próby porozumienia z właścicielem księgarni spełzły na niczym. To bardzo ważny element, który trzeba brać pod uwagę - brak znajomości francuskiego nie tylko utrudnia kontakt ze sprzedawcami, ale nawet z pracownikiem punktu informacyjnego na największym dworcu kolejowym Paryża!

Po opuszczeniu antykwariatu przemieściłem się kilkadziesiąt metrów dalej, w kierunku Bulwaru St. Germain. Po drodze minąłem jeden sklepik specjalizujący się w mandze i natrafiłem na sklep firmowy sieci ALBUM. Już na wystawie wzrok przykuwała 23 cm figurka detektywa Johna Blacksada, wydana w limitowanej wersji 500 szt., za 199 euro. W środku panowała wysoka temperatura, dodatkowo podniesiona przez znajdujące się tam wydawnictwa. Wszystko ułożone tym razem seriami, np. piękne wydania Blueberry'ego w zwyczajowej jak na album cenie ok. 10 euro. Przed wejściem do sklepu umieszczono stojak z widokówkami z podobiznami np. Thorgala czy Blacksada po 1 euro za sztukę.

Po kolejnej dawce komiksowych emocji i kolejnych kilkudziesięciu metrach dotarłem do końca tej raptem 200-metrowej uliczki, której nie sposób znaleźć na planie miasta. U jej szczytu znajduje się ruchliwe skrzyżowanie, po którego przeciwległych stronach leżą kolejne dwie księgarnie sieci ALBUM. Jedna specjalizująca się w wydaniach jedynie amerykańskich, której witryna przykuwała wzrok postaciami z "Gwiezdnych Wojen"; z kolei w drugiej dominował asortyment bardziej uniwersalny. Od wejścia jej rozkład przypominał literę "V": Na lewo znajdowały się gabloty z cennymi i drogimi figurkami (np. 2-3 cm Asterix w cenie ponad 300 euro!), zaś na prawo umiejscowione były półki z albumami. Dopiero po wejściu dalej okazywało się, że księgarnia jest dwupoziomowa i że poniżej znajduje się prawdziwy raj! Już na schodach przykuwały wzrok interesujące reprodukcje z albumów Enki Bilala i - przede wszystkim - Corto Maltese (kilkadziesiąt obrazków). Zauważyłem też np. drewnianą tabliczkę ze znaną z pierwszego albumu Blacksada okładką rozmiaru starej kasety wideo, w cenie 28 euro. Co do dolnego poziomu to z polskich akcentów natrafiłem na jubileuszową serię Thorgala (okładki ze srebrną obwódką, nakład 2999 sztuk każdej części), cała seria Yansa z "Lombardu", najnowsze tomy "Halloween Blues" Zbigniewa Kasprzaka, a nawet - leżący na ziemi z powodu braku miejsca - "Romantyzm" Krzysztofa Gawronkiewicza!

Po ochłonięciu nieco z emocji dnia pierwszego odwiedziłem mieszczący się w środku Pól Elizejskich sklep VIRGIN. Poza płytami i innymi wydawnictwami muzycznymi oraz przyjemną kawiarenką sklep posiada wcale spory dział komiksowy. Już na schodach cała jedna ściana prezentowała najnowsze, dopiero co wydane albumy, na górze okazało się, że jest jeszcze ciekawiej. Wszystko dokładnie opisane, seria "XIII" np. zaprezentowana w pełnej krasie, w wielu ciekawych wydaniach, np. dwa albumy w jednym (czytane w obie strony), czy jeszcze dostępne w sprzedaży w przypadku niektórych części wydanie na 25-lecie powstania, w której "zwykłe" albumy włożone zostały w specjalne, lakierowane nakładki, zupełnie różniące się od oryginalnych okładek! Istne cudo!

Co ciekawe sklep VIRGIN (choć mniejszych rozmiarów) mieści się także w ... Luwrze! W pierwszej chwili możliwość kupienia płyty Britney Spears obok rzeźby Wenus z Milo pachnie profanacją, ale okazuje się, że nikogo to właściwie nie razi. Także tam znalazłem spory dział komiksowy, w tego typu miejscach jednak turyści obchodzą się z albumami zupełnie bez szacunku i w wielu brakuje dołączonych wkładek, tudzież są one w znacznym stopniu zużyte (co często zaobserwować można w krajowych empikach).

Podsumowując - Paryż to "kraina komiksem płynąca", osoba dysponującą dużą ilością wolnego czasu i pieniędzy jest w stanie osiągnąć tam niezwykły poziom satysfakcji.

A co do dostępności niektórych pozycji niech świadczy fakt, że ostatni tom serii "XIII" - "Ostatnia Runda" - kupić można nawet na lotnisku Charlesa de Gaulle'a o 4 rano w strefie bezcłowej, w zwykłym kiosku.

  

 

Podziękowania dla żony Beaty za wyrozumiałość!



blog comments powered by Disqus