"Titanic do wszystkich" – ostatni album w dorobku Jerzego Wróblewskiego. Czy kiedyś zostanie wydany?

Autor: Maciej Jasiński
Korekta: Jerzy Łanuszewski
27 lipca 2015

To ostatni z komiksów, które Jerzy Wróblewski narysował dla Krajowej Agencji Wydawniczej. Przez lata wydawało się, że zaginął wraz z upadkiem wydawnictwa. Jednak od niechybnego zniszczenia uratował go redaktor naczelny KAW Dobrosław Kobielski. Do dziś plansze spoczywają w jego archiwum. Pozostaje mieć nadzieję, iż ten bezcenny dla historii polskiego komiksu album zostanie kiedyś wydany.

Co wiemy o komiksie? Jerzy Wróblewski rozpoczął jego rysowanie latem 1988 roku. Wykonał 46 plansz, okładkę oraz dwie dodatkowe ilustracje (prawdopodobnie na tylną okładkę oraz stronę tytułową). Nałożył także kolory na blaudrukach.

W umowie nie ma informacji na temat autora scenariusza (a zazwyczaj taka informacja w innych umowach się pojawiała), co może oznaczać, że scenariusz przygotował sam Wróblewski. Świadczyć o tym mogą także podkreślenia ważniejszych informacji na temat Titanica poczynione przez rysownika na kopii książek i artykułów poświęconych historii tego statku.

Krajowa Agencja Wydawnicza  zamierzała wydać komiks w formacie A4 na papierze offsetowym.

Wszystkie rysunki artysta wykonał do końca 1990 roku. Wówczas jednak podpisano z nim drugą umowę, która uwzględniała wzrost inflacji w tym okresie. O ile w sierpniu 1988 roku jego pracę wyceniono na 854 tysiące złotych, to w grudniu 1990 roku było to już dokładnie 12 milionów złotych.

Na początku 1991 roku Wróblewski przekazał komplet plansz wydawnictwu, jednak druku komiksu nie doczekał, zmarł w sierpniu 1991 roku. Krajowa Agencja Wydawnicza wycofała się z wydawania komiksów, a plansze trafiły do redakcyjnego archiwum. I prawdopodobnie zostałyby zniszczone, jak setki czy tysiące innych (wiadomo, że na śmietnik trafiły między innymi oryginalne plansze z komiksów drukowanych w "Relaxie"). Jednak z upadającej państwowej firmy zabrał je Dobrosław Kobielski, który pełnił w nim rolę dyrektora-redaktora naczelnego.

Przez wiele lat rodzina rysownika była przekonana, że plansze te przepadły. Jednak Kobielski skontaktował się z córką rysownika w lipcu 1998 roku, gdy na ekranach polskich (i nie tylko naszych) kin królował nadal Titanic z Leonardo DiCaprio i Kate Winslet.

Redaktor planował wydać komiks w nakładzie 5 tysięcy egzemplarzy (czyli bardzo rozsądnym, a nawet chyba jak na popularność tematu zbyt niskim) i sprzedawać w kioskach w cenie 4,80 zł (dla porównania wydany rok później pierwszy numer "Produktu" był sprzedawany w kioskach w cenie 6,66 zł). Kobielski zaprosił dzieci Wróblewskiego do Warszawy do siedziby swojego wydawnictwa, gdzie pokazał im teczkę z planszami komiksu.

Dlaczego więc komiks się nie ukazał? Otóż część spadkobierców rysownika przebywała w USA, co uniemożliwiało załatwienie spraw spadkowych, a tym samym dysponowanie prawami do dzieł, stworzonymi przez Wróblewskiego. Udało się to uregulować dopiero ponad 10 lat później. Zapewne plansze cały czas spoczywają w tej teczce wśród innych materiałów, które ma w swoim domu Kobielski.

Jedyny ślad po tym komiksie to umowy z KAW, teczka z materiałami pomocniczymi, które zgromadził Wróblewski przygotowując się do pracy, a także list od Kobielskiego z 1998 roku.

Krótki komentarz:

Bez przesady można stwierdzić, że to komiks bezcenny dla polskiej kultury. Jerzy Wróblewski jest jednym z mistrzów komiksu, a taki album narysowany w realistycznym stylu, do którego przyzwyczaił przez lata czytelników, z pewnością byłby prawdziwą ucztą dla oczu. Jako fan jego twórczości mam nadzieję, że informacja o Titanicu do wszystkich dotrze do pana Kobielskiego lub jego rodziny i uda się odnaleźć w jego archiwum te plansze. Już samo to, że uratował je przed niechybnym zniszczeniem można uznać za cud, drugim byłoby teraz wydanie albumu. I na taki CUD czeka z pewnością wielu fanów historii obrazkowych.



blog comments powered by Disqus