Grant Morrison

Autor: Killah
Ur.: 16 kwietnia 1962 , Glasgow / Szkocja
zdjęcie

Choć niektóre jego pomysły i zachowania mogą wydawać się nieco dziwne, a nawet szalone, to nie sposób zaprzeczyć, że jest on jednym z najbardziej wpływowych twórców naszego pokolenia. Wykreowanym przez niego bohaterom daleko do normalności. Wśród nich często znajdują się psychopaci, socjopaci, narkomani, czy transwestyci, oryginalności więc trudno mu odmówić. Zresztą Morrison bardzo ceni sobie akurat tę cechę i otwarcie stwierdza, że jeżeli któryś scenarzysta nie potrafi nic innego, niż "odgrzewać" stare wątki, to jak najszybciej powienien spakować manatki i ustapić miejsca komu innemu.
Kariera jego rozpoczęła się niemalże tak samo, jak każdego innego brytyjskiego twórcy, który później "wyemigrował" do USA. Najpierw pisał dla popularnego na Wyspach magazynu "2000 A.D.", gdzie pracował nad takimi seriami, jak Captain Clyde, czy Starblazer, a następnie przeniósł się do nieco bardziej wówczas prestiżowego Marvel UK. Tam tworzył przygody jednego z bardziej znanych w Wielkiej Brytanii bohaterów, Captaina Britain. Szkot jednak był o wiele zbyt ambitny, by marnować życie nad komiksami o drugoligowych postaciach i postanowił spróbować swych sił w DC Comics. Nie było to takie łatwe, jakby się mogło wydawać, wszak jeszcze wtedy amerykańskie wydawnictwa niechętnie zatrudniały twórców z zagranicy.
Gdy szefowie Detective Comics zatrudniali Morrisona napewno nie spodziewali się tego, co miało się wkrótce wydarzyć. Z podupadających, niemal skazanych na zawieszenie serii, tj. Doom Patrol, czy Animal Man Morrison uczynił bestsellery, odciskając na nich swe chore piętno. W listopadzie 1989 roku w jego życiu zawodowym nastąpił przełom - na rynku ukazała się bowiem rewelacyjna "powieść graficzna", Batman: Arkham Asylum, z rewelacyjnymi ilustracjami Dave'a McKeana. Pozycja ta świetnie się sprzedała i zapewniła Morrisonowi czołowe miejsce wśród amerykańskich scenarzystów. Przez kilka lat zajmował się głównie projektami dla DC, tj. Hellblazer, czy Kid Eternity, przeplatając je pracą także dla Marvela, gdzie był - jak sam to określa - "dziwką" Toma de Falco. Jeśli chodzi o superherosów, wymienić należy jeszcze świetnie przyjęty staż w JLA, gdzie naprawdę namieszał, czyniąc Batmana postacią centralną, która jest w "Lidze" outsiderem. Mroczny Rycerz obawiał się bowiem, że jego partnerzy (i nadludzie) mogą się zmienić i że mogą oni kiedyś zwrócić się przeciwko ludzkości, dlatego wynalazł sposób na pokonanie każdego z nich.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie za tworzenie przygód osiłków w kolorowych trykotach ceniony jest Grant Morrison. Co więcej, godził się na takie rzemieślnicze roboty tylko wówczas, gdy w nagrodę pozwalano mu wydać jakąś powieść graficzną, one shot, mini, czy maxi-serię. To właśnie w nich Szkot rozwijał skrzydła. Komiks The Invisibles wywołał naprawdę spore zamieszanie na amerykańskim rynku. Ani w jego fabule, ani w bohaterach nie ma nic schematycznego. Imiona takie, jak King Mob, Lord Fanny, czy Ragged Robin może brzmią dość niewinnie, ale ich "właściciele" to terroryści, psychopaci i narkomani, którzy egzystują w świecie będącym wybuchową mieszanką Z Archiwum X i Matrixa (Morrison wytoczył zresztą braciom Wachowskim proces o plagiat, lecz odpowiednia kwota uciszyła go). Kolejnym autorskim projektem Szkota jest The Filth, opowiadające o niepozornym, starszym mężczyźnie, który, jak każdy porządny obywatel, chodzi do pracy, opiekuje się chorym kotem, a tak naprawdę jest supertajnym agentem, który należy do organizacji zwanej "The Hand". Organizacja ta walczy ze zjawiskami, które w naszym świecie nigdy nie powinny były się wydarzyć. Morrison stworzył również Kill your Boyfriend oraz Mystery Play.
Popularny scenarzysta żegna się z New X-Men. Ten okres w historii może się podobać lub nie, lecz trzeba przyznać, że był on dość nowatorski, i zmienił całkiem sporo w świecie mutantów. Niedawno Morrison podpisał po raz kolejny kontrakt na wyłączność z DC i szykuje następne, intrygujące projekty: Vimanarama, We3 oraz Seaguy, a także powieść The If. Możemy być pewni, że i tym razem nas zaskoczy. Przecież nie bez kozery uznany został w 1997 roku przez "Entertainment Weekly" za jednego z najbardziej kreatywnych ludzi w Stanach Zjednoczonych.

Oficjalna strona: www.grant-morrison.com


Komiksy:




blog comments powered by Disqus