Osamu Tezuka

Autor: Tomasz "Gato" Gawroński
Ur.: 3 listopada 1928 , Osaka / Japonia
Zm.: 6 lutego 1989
zdjęcie

Gdyby nie Osamu Tezuka japońska manga nie byłaby tym, czym jest obecnie. To właśnie dzięki jego wysiłkom komiksy w Japonii awansowały z głupiutkich opowiastek dla dzieci do roli jednego z podstawowych elementów tamtejszej pop-kultury. Tezuka swoim rewolucyjnym podejściem do komiksu uczynił z niego poważne medium, dzięki któremu można było dotrzeć do najszerszej części społeczeństwa. Kiedy dziś spojrzy się na rynek wydawnictw mangowych widzimy komiksy skierowane do niemal każdej grupy: od uczniów, po ciężko pracujących japońskich "białych kołnierzyków".

Osamu Tezuka rysował niemal wszystko. W swojej czterdziestoczteroletniej karierze stworzył opowieści rysunkowe z gatunku fantastyki, pierwsze thrillery medyczne, komiksy religijne, zajmował się adaptacją klasycznych dzieł literatury światowej. Tezuka w swoich mangach postawił na wiarygodne postacie, które potrafiły się zmagać z poczuciem winy, odpowiedzialnością, wiarą, bądź jej brakiem. Było to absolutne novum w komiksie, do lat pięćdziesiątych opanowanym przez zastępy nieskazitelnych super bohaterów. Dzięki staraniom Osamu Tezuki manga awansowała do miana poważnego medium, w którym poruszane są tematy ważne społecznie, a ich bohaterowie nie są tylko jednowymiarowymi postaciami. Nie na darmo do Tezuki przylgnęło określenie nadane mu przez japońskich miłośników jego twórczości - "manga-no kami-sama", czyli "bóg mangi". Ten zmarły w 1989 roku autor już na stałe wszedł do panteonu najważniejszych postaci japońskiej kultury.

WPŁYWY

Osamu Tezuka urodził się 3 listopada 1928 roku w zamożnej rodzinie z Toyonaka w Osace. Już w dzieciństwie zaczęły kształtować się jego późniejsze zainteresowania. Spędził je w Takarazuka w prefekturze Hyogo, sławnym ze sztuk wystawianych przez żeński teatr Takarazuka, który zainspirował później Tezukę do stworzenia pierwszej prawdziwej shojo mangi, Ribbon-no Kishi. Jak później przyznał, komiks ten "opisywał całe moje doświadczenie z Takarazuka".

Kolejnym życiowym odkryciem, które skłoniło młodego Osamu do rysowania komiksów, były filmy Walta Disneya. Dobra sytuacja materialna jego rodziny spowodowała, że jego ojciec, człowiek zafascynowany sztuką filmową, zakupił projektor, dzięki czemu w domu państwa Tezuka na stałe zagościły wczesne amerykańskie animowane krótkometrażówki i komedie z Chaplinem. Nic więc dziwnego, że Osamu Tezuka, będąc filmowym maniakiem, rysował swoje mangi starając się kierować zasadami narracji narzucanymi przez tę muzę. Do historii przeszły dziś jego efekty kinowe (tzw. cinematic techniques), ze wszystkimi najazdami kamery i filmowymi planami. Nie możemy zapomnieć, że w latach pięćdziesiątych przeciętny czytelnik przyzwyczajony był do statycznych obrazków w krótkich paskach komiksowych ukazujących się w dziennikach i tygodnikach. Tezuka zaoferował im zupełnie nową jakość.

PIERWSZE STOPNIE

Lecz zanim to nastąpiło, w 1946 roku Tezuka opublikował w "Shokokumin Shimbun" swoją pierwszą, kilkuobrazkową historię Machan-no nikki, która nie wykraczała poza ówczesne kanony komksu. Rok później nastąpiła prawdziwa odsłona, kiedy to Tezuka opublikował swój premierowy hit Shin Takarajima (na podstawie historii Shichimy Saikai). Czytelnicy byli zszokowani. Po raz pierwszy dostali do rąk dwustustronicowy komiks, który na dodatek operował wszystkimi schematami narracji sztuki filmowej. Nowa Wyspa Skarbów sprzedała się w oszałamiającym jak na ówczesne czasy nakładzie czterystu tysięcy egzemplarzy. Osamu Tezuka stał się supergwiazdą.

ROBOT - DUSZA JAPONII

Bodaj najbardziej znanym tytułem wykreowanym przez Osamu Tezukę jest Tetsuwan Atom, bardziej znany poza Japonią jako Astro Boy / Mighty Atom. Manga, która ukazywała się w latach 1951-1968 na łamach magazynu "Shonen", opowiadała losy małego robota. Został on stworzony w XXI wieku przez naukowca, który w ten sposób pragnął ocalić od śmierci swojego syna. Obdarzony różnymi mocami chłopiec o atomowym sercu został jednak na początku wyklęty przez społeczeństwo. Z czasem, walcząc o dobro i sprawiedliwość, stał się idolem tłumów - zarówno tych komiksowych z Metropolis, jak i japońskich czytelników. Tetsuwan Atom jest również pierwszym bohaterem w dziejach Japonii, który doczekał się regularnej animowanej, jeszcze czarno-białej, serii telewizyjnej wyemitowanej po raz pierwszy w 1963 roku. Już jako Astro Boy okazał się też mangowym pionierem w Stanach Zjednoczonych, będąc pierwszym japońskim bohaterem z anime w amerykańskiej telewizji.

TYTAN PRACY

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to czas bardzo wytężonej pracy. Tezuka Starając się maksymalnie wykorzystać swoją popularność i młodzieńczą energię, sypiał po trzy godziny dziennie, aby tylko zdążyć na czas z kolejnym komiksem dla wydawcy. Ci ostatni potrafili nawet nocować u niego w domu tylko po to, aby dostać arkusz z gotową historią. Czasami rozmowy Tezuki z wydawcami przeradzały się w regularne mordobicia, kiedy na przykład lekko poirytowany autor potargał na oczach przerażonego wydawcy dopiero co ukończone plansze.

"Manga-no kami-sama" był znany z tego, że nigdy nie mówił "nie". Aby podołać wszystkim zamówieniom Tezuka zaczął od lat pięćdziesiątych zatrudniać asystentów, dla których pełnił rolę mentora i kierownika artystycznego. Z tego grona wyrosła bardzo duża grupa artystów, znanych później ze swoich solowych prac: Shotaro Ishinomori, czy Moto Abiko.

ANIMATOR

Oczywiście Tezuka miał bardzo duże ambicje. Od zawsze pragnął tworzyć filmy animowane, jednak kryzys czasów powojennych początkowo uniemożliwiał mu to. Kiedy więc nadarzyła się okazja związania się ze studiem Toei Daga, wykorzystał ją niemal w stu procentach. Później pracował z Taiji Yabushitą przy filmie długometrażową Sai-Yu-Ki. W 1961 roku zakłada swoje własne studio animacji Mushi Production, przechrzczone w 1976 roku na Tezuka Productions. W 1962 roku ukończył prace nad swoim pierwszym filmem Aru Machikado-no monogatari. W tym samym roku namówił producentów na trzydziestominutowy film na podstawie mangi Tetsuwan Atom, twierdząc, że jest go w stanie wyprodukować za sumę mniejszą niż pięćset tysięcy jenów. Mimo podejrzanie niskiej sumy zapadła zgoda na rozpoczęcie produkcji, a sama seria, jak już wiecie okazała się prawdziwym killerem. Do 1972 roku adaptował wszystkie swoje największe serie na język animacji dorzucając do tego dorobku kilka oryginalnych scenariuszy.

Animacja w życiorysie Osamu Tezuki to zupełnie osobny rozdział i zasługuje na specjalne potraktowanie. W końcu, jak sam żartował, manga była jego żoną, a animacja - jego kochanką (podaję za: Frederik L. Schodt, Dreamland Japan: Writings On Modern Manga, wyd. Stone Bridge Press, s. 238). Niestety, mimo iż był w tej materii niezwykłym wizjonerem, jako menadżer był do niczego. Różne projekty, włączywszy w to erotyzujące filmy Cleopatra i Sen'ichiya-no Yoru (Baśnie tysiąca i jednej nocy), nie przyniosły wpływów mogących zwrócić nakłady. Prywatne studio animacji Osamu Tezuki Mushi Productions zbankrutowało w 1973 roku. Odrodziło się, jak już napisałem, w 1976 roku pod nazwą Tezuka Productions.

Śledząc uważnie rynek wydawniczy w innych krajach w połowie lat sześćdziesiątych Osamu Tezuka postanowił wprowadzić kolejne innowacje. Skierował się do bardziej wymagających czytelników. Na przełomie 1965-1966 roku powstaje Wonder Tree. Rok później The Vampires, na przełomie 1967-68 roku - Dororo i od 1968 roku, pozycja bodaj najbardziej znana z tego grona, Hi-no Tori (znana również pod tytułem Phoenix). Ukazywała się ona do 1971 roku na łamach magazynu "Com". W 1972 roku rozpoczął prace nad biografią Buddy dla "Kibo Comics", ukończonej dopiero dziesięć lat później. W tym samym czasie, tj. w latach 1973-1978, rysował Black Jacka, najdłuższą z dotychczasowych serii (244 odcinki zajmujących w sumie 4093 strony).

OSTATNIA DEKADA

W ostatnim okresie swojej twórczości Osamu Tezuka więcej czasu spędził na leczeniu, niż przy biurku kreślarskim. Mimo wszystko postanowił realizować różne alternatywne, mało komercyjne projekty. W tej dekadzie powstały między innymi: komiksowa wersja biografii Beethovena, czy też zmieniona wersja Fausta Ghoetego, w której to Tezuka uczynił Mefistofelesa kobietą. Z ciekawszych informacji z tamtego okresu warto wspomnieć, że w 1984 roku wydawnictwo Kodansha zamknęło publikację dzieł zebranych Tezuki, które ukazały się w postaci trzystu tomów!

Osamu Tezuka zmarł 6 lutego 1989 roku, pozostawiając po sobie spuściznę ponad pięciuset mang, każda licząca od dwustu do czterystu stron. Na jego cześć największe i najbardziej prestiżowe gazety i magazyny japońskie poświęcały całe działy, w których podkreślały zasługi Tezuki dla kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Rokrocznie rośnie kult Osamu Tezuki, któremu poświęcone są liczne ekspozycje i którego imię widnieje na wielu nagrodach przyznawanych młodym twórcom komiksów. W 1990 roku Narodowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej zorganizowało mu wystawę prac Osamu Tezuki, co było bezprecedensowym wydarzeniem w świecie twórców mangi i anime oraz niezwykłym uhonorowaniem pracy mistrza. Z tej okazji wydano okolicznościowy katalog, w którym na trzystu stronach umieszczono tysiąć pięćset czarno-białych i kolorowych reprodukcji z jego komiksów. W 1994 roku swoje podwoje otwarło Muzeum Osamu Tezuki w Takarazuka, które w dniu otwarcia odwiedziło ponad czterdzieści tysięcy ludzi, chcących w ten sposób oddać honor swojemu idolowi. W planach jest też budowa ogromnego lunaparku, nazwanego Tezuka World, który według założeń ma być otwarty najpóźniej w 2003 roku. Ma być dwa razy większy od tokijskiego Disneylandu i kosztować zawrotną sumę stu miliardów jenów, na którą złożą się prywatne firmy, banki i korporacje.

HOŁD (NIEZBYT) DOSKONAŁY

Jak ironizują niektórzy, najlepszym hołdem złożonym Osamu Tezuce było wyprodukowanie przez Disneya w 1994 roku Króla Lwa, który z wielkim hukiem przetoczył się również przez nasze ekrany. Fabuła tej kinowej produkcji była ewidentnie zapożyczona z mangi Jungle Taitei (Król dżungli), opowiadającej losy małego lwa, Kimby (w wersji disneyowskiej nazwanego Simba). Kradzież pomysłu była czytelna dla wszystkich znających oryginał, jednak przedstawiciele Disneya zarzekali się, że jest to ich oryginalny pomysł. W odpowiedzi na to Japończycy wyprodukowali swoją kinową wersję Jungle Taitei, niemal w całości opartej na trzecim i ostatnim tomie mangi. Czyż to nie ironiczny uśmiech losu? Jeszcze czterdzieści lat temu to Osamu Tezuka czerpał garściami z dzieł Walta Disneya, a prawie pół wieku później koło historii zgrzytnęło, obróciło się i sytuacja się odwróciła. Takie czasy. Tezuka na pewno pęka ze śmiechu, gdyż takiego scenariusza z pewnością nigdy by nie wymyślił.


Komiksy:




blog comments powered by Disqus