Kilka banałów o scenariuszu komiksowym


Jako scenarzysta komiksowy wiele razy miałem okazję usłyszeć przyprawiające o siwiznę włosów pytanie: "Najpierw powstają rysunki, czy scenariusz?". Nie jest to, niestety, jedyne pytanie "załamujące", zadawane przez zainteresowanego fachem scenarzysty fana/osobnika płci przeciwnej/dziennikarza (niepotrzebne skreślić). Ot, np. ktoś uznał, że ani chybi w komiksie to rola scenarzysty ogranicza się do wpisywania napisów w dymkach - czyli rysownik coś tam sobie rysuje, a scenarzysta do stworzonych w ten sposób plansz dopisuje teksty, wedle natchnienia, czy czego tam jeszcze mu trzeba. Owszem, może i czasem zdarzały się sytuacje, w których ludzi piszących listy dialogowe nazywano scenarzystami, ale to nie znaczy, że nazywano ich tak słusznie. W każdym razie tekst poniższy powstał z silnej potrzeby rozprawienia się raz na zawsze z tego typu infantylnymi przekonaniami na temat scenariusza. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że jeden artykuł wiosny nie czyni (w dodatkupublikowany w piśmie "branżowym", a więc, przynajmniej z założenia, skierowanym do ludzi, którzy wszystko to wiedzieć już powinni, zamiast w periodyku z komiksem nie związanym), ale mam nadzieję, że dzięki niemu przynajmniej z okazji konwentów nie będę zmuszony odpowiadać na zacytowane pytania.
01Pozwolę sobie więc na kilka luźnych uwag dotyczących scenariusza, sposobu jego pisania, roli jaką odgrywa. Proszę Czytelników, by nie traktowali tego jako systematyczny wywód, czy, broń Boże!, lekcję scenopisarstwa. To tylko kilka banałów o scenariuszu komiksowym...
Przede wszystkim trzeba wyraźnie powiedzieć, że scenariusz z konieczności poprzedza komiks jako gotowy produkt. Najpierw musi być wiadomo co i - mniej więcej - jak narysować, zanim się zacznie to robić. Już słyszę jak w tym momencie cała rzesza rysowników podnosi zgiełk, że to jakaś bzdura, bo oni przecież rysują swoje komiksy "na gorąco", nie wiedząc co będzie dalej, jakie będzie rozwiązanie komiksu, ani nawet nie planując jak będzie wyglądał następny kadr, czyli że scenariusz w ich wydaniu powstaje równocześnie z rysunkami. Na tego typu zarzut odpowiadam prosto - kochani, tworzone w ten sposób komiksy NIE MAJĄ SCENARIUSZA, za to MAJĄ HISTORIĘ. Z powyższego płynie logiczny wniosek, że historia to nie scenariusz. Jest to dosyć banalne stwierdzenie (jak większość w tym tekście, co uczciwie zapowiedziałem już w tytule). Historia niewątpliwie jest składową scenariusza (powiedziałbym nawet, że kluczową), ale nie jedyną.
02 Dla przykładu: dajmy na to, że ktoś opowiedział mi zdarzenie, którego był świadkiem. Powiedzmy, że uznałem, iż jest to zdarzenie warte opowiedzenia językiem komiksu. W związku z tym tworzę na bazie opowieści scenariusz - czyli planuję na ilu kadrach rozegra się akcja, ile zajmie stron, w jaki sposób zostaną przedstawione wydarzenia, jaka będzie kolejność prezentowania czytelnikowi zdarzeń, co pojawi się w kadrach i w końcu jak brzmieć będą dialogi. Pytanie: kto jest autorem scenariusza, ja, czy osoba, która mi zdarzenie opowiedziała? Każdy kto skłonny jest przyznać autorstwo scenariusza (tak rozumianego) opowiadającemu (z mojego przykładu) zmuszony jest uznać, że w przypadku, gdy żadnego opowiadającego nie było, a całe zdarzenie, które stanowiło dla mnie inspirację rozegrało się na moich oczach, autorem scenariusza było... życie, l choć brzmi to może intrygująco, to jest ewidentnie fikcją - życie (rzeczywistość, empiria - co kto lubi) nie zajmuje się wszakże pisaniem scenariuszy komiksowych, a to z tej prostej przyczyny, że niczym się nie zajmuje (bo żeby się zajmować czymkolwiek trzeba mieć co najmniej świadomość) - inna sprawa, że gdyby tak było, to w jaki sposób wypłacić życiu należne honorarium? Skoro już wiadomo, że scenariusz nie ogranicza się do samej historii, którą opowiada, trzeba jasno powiedzieć jakie są jego pozostałe składowe. Wyżej zostało to już zasygnalizowane. Mianowicie scenariusz stanowi także swego rodzaju projekt komiksu. Scenarzysta ma obowiązek rozplanować - przynajmniej w ogólnym zarysie - w jaki sposób, przy użyciu jakich środków komiksowych opowiedzieć historię. Musi zaplanować dramaturgię komiksu, momenty zwrotne, kulminacje - wiedzieć przy użyciu jakich środków osiągnie najlepszy efekt. Są to umiejętności niezwykle ważne, bo to od nich w ogromnej mierze zależy, czy komiks będzie atrakcyjny, czy nie (ta sama historia może być "sprzedana" na wiele sposobów, z czegojedne będą lepsze, inne gorsze - rolą scenarzysty jest wybrać sposób najlepszy). Aby ukonkretnić - niech historią do opowiedzenia będzie spacer staruszka po parku. Na bazie takiej historii ukuć można całe mnóstwo scenariuszy - np. jeden zakładać będzie, że historię opowiedzieć należy przy pomocy kilku kadrów przedstawiających staruszka w parku (mija ławki, drzewa, całujące się pary itp.), inny z kolei oprze się także na słowach (pojawią się więc np. didaskalia komentujące jakoś poczynania staruszka - niekoniecznie na zasadzie głoszącej, że komentarz powinien wyjaśniać, co widzimy w kadrze; np. w kadrze staruszek karmi kaczki, więc didaskalia brzmią "staruszek karmi kaczki"...). Który z tych scenariuszy pozwoli na stworzenie lepszego komiksu?
Stopień szczegółowości takiego "planu komiksu" zależy od kilku czynników. Przede wszystkim od temperamentu i stylu scenarzysty. Niektórzy lubują się w bardzo dokładnych opisach kadrów, a także całych stron - z tworzeniem makiety strony, inni, do których i ja się zaliczam, wolą pozostawić rysownikowi większą swobodę (nie uważam np. bym, jako osoba nie potrafiąca kompletnie rysować, lepiej od rysownika zaplanował SZCZEGÓŁOWO stronę - zwykle ograniczam się do zaznaczenia ilości kadrów i stron, w sytuacjach ważnych zaznaczając wielkość i sposób ekspozycji kadru). Nie bez znaczenia są także preferencje rysownika - jedni lubią mieć wszystko jasno określone, tak by jedynie wrysować kadry we wcześniej stworzony schemat (z tego, co wiem Grzegorz Rosiński lubi mieć projekt strony "z głowy"), inni (jak np. Tomasz Leśniak) wolą sami decydować o wyglądzie strony.
03 Z powyższym wiąże się problem tego, jaką formę powinien przybierać scenariusz komiksowy. Czy mato być szkic komiksu (rysowany), czy może lepsza byłaby forma zbliżona do tekstu sztuki teatralnej (czyli, ogólnie mówiąc, tekst)? Odpowiedź, znowu banalna, brzmi: nie ma to żadnego znaczenia. Nie ważne czy ktoś swoje scenariusze rysuje, czy pisze - ważne, by zawierały one informacje niezbędne rysownikowi do stworzenia komiksu, a zatem historię, kadrowanie i dialogi. Przy okazji drobna dygresja. Kiedy zaczynałem tworzenie scenariuszy komiksowych do Przygód Jerzego nie miałem sam pomysłu jak taki scenariusz powinien wyglądać, wobec czego problem rozwiązywałem tak, że rysowałem po prostu komiks po swojemu, tak jak umiałem - czyli kiepsko. Tomek brał potem taki komiks i go "przerysowywał". Było to dosyć zabawne, bo obaj mieliśmy ubaw oglądając moje nieporadne gryzmoły. Miało jednak tę wadę, że narysowanie takiego scenariusza zajmowało mi strasznie dużo czasu - zdarzało się, że narysowanie jakiegoś kadru (w uproszczeniu przecież!) zajmowało mi godzinę,a todlatego, że nie umiałem oddać perspektywy o jaką mi chodziło. Wobec tego dosyć szybko zdecydowałem się zmienić formę na pisaną, która dla mnie okazała się o niebo wygodniejsza (zamiast rysować w trudzie i znoju Jerzego z perspektywy żaby wystarczyło napisać "W kadrze widać Jerzego. Perspektywa żaby. Jerzy robi coś tam..."). Początkowo napisy takie umieszczałem obok rysowanych kadrów, ale potem przeszedłem całkowicie na system "pisany". Przy tego typu systemie ważne jest, by zaznaczać wyraźnie, jakie partie tekstu mają pojawić się w kadrze, gdzie i w jakiej funkcji (didaskalia, onomatopeje, dialogi).
04 Wspomniałem już co nieco o dialogach, teraz czas sprawę naświetlić ciut dokładniej. Rzecznie jest odkrywcza i właściwie tylko pro forma napiszę, że dialogi muszą być przez scenarzystę przygotowane na "tip top". O ile w samym scenariuszu, a dokładniej w partiach skierowanych tylko i wyłącznie do rysownika (np. w opisie postaci, czy sytuacji) nie trzeba silić się na piękny, literacki język (priorytetem jest komunikatywność i zwięzłość - rysownik nie może przecież życia strawić na opisie jednego kadru, bo scenarzystę wena poniosła), o tyle dialogi MUSZĄ być WYPIESZCZONE. Każde słowo musi być przemyślane, dobrze dobrane. Jest tak dlatego, że dialogi - jako jedyna składowa scenariusza - występują w gotowym komiksie w niezmienionej formie i jeśli będą źle napisane, czytelnicy błyskawicznie to wyczują (historię ratować mogą jeszcze rysunki - jest to swoisty fenomen komiksu, że słabe historie, czy scenariusze ubrane w ładną kreskę są w stanie się obronić w oczach odbiorców. Co dla scenarzystów może być przykre, to fakt, że nie zachodzisymetria, czyli że nawet najlepszy scenariusz może być "zarżnięty" słabymi rysunkami...). Za złe dialogi w komiksie nie oberwie nikt inny poza scenarzystą (i słusznie!) - z sytuacją tego typu miałem okazję zetknąć się na własnej skórze, a to przy okazji wydania pewnego "komiksu", który narobił swego czasu znacznie więcej szumu niż był wart (i po którym to "komiksie" do dziś mam kaca... Na 100%...). Koniecznie pamiętać też trzeba o tym, że tekst zajmuje w komiksie przestrzeń. Scenarzysta nie może nawet na chwilę zapomnieć o tym, że końcowy produkt stanowić ma zespolenie, harmonię rysunków i tekstu, wobec czego nie powinno się zdarzać, by w zaplanowanym małym kadrze umieścić dialog, który wymaga całej strony! (są, rzecz jasna, wyjątki od tej reguły).
Pisanie scenariusza jest zajęciem bliskim czarnoksięstwu. Zajmując się scenopisarstwem stale obcujemy z niebytem - opisujemy rysunki, których nie ma, rysunki te składają się na nieistniejące strony,tezaś tworzą fikcyjne (do czasu) komiksy. Rolą scenarzysty jest zaczarować niebyt słowem tak, by stał się bytem. Gdy sztuka ta scenarzyście się uda, traci on władzę nad tym, co stworzył, bo oto pojawia się rysownik, który przejmuje (magiczną) pałeczkę i ostatecznie decyduje o kształcie powstającego dzieła...

KKK - 14 - (3/2001, wrzesień)

Rok wydania polskiego: 9/2001
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: własna, sklepy specjalistyczne
Cena z okładki: 13 zł


blog comments powered by Disqus