Wywiad z Cesarem Feriolim

Autor: Maciej Szatko, Miras
10 listopada 2010

Mefisto i Miras: Masz wykształcenie biologa, bardzo nietypowe jak na rysownika komiksów. Skąd potem nagle pomysł na zostanie jednak rysownikiem w tak prestiżowej firmie jaką jest Disney i kiedy nastąpił moment kiedy zdecydowałeś się na rozgraniczenie i odseparowanie od swoich wcześniejszych zainteresowań?

César Ferioli: Zacznijmy od tego, że Myszka Miki i Kaczor Donald to są zwierzęta (śmiech), ale żarty na bok. Tak naprawdę ja nie skończyłem tej biologii. Był taki moment że musiałem zacząć pracować, przez jakiś czas jeszcze studiując pracowałem jako rysownik. Od dzieciństwa interesowały mnie zarówno nauka, jak i rysunek. Ostatecznie przyszedł ten czas wyboru. Cała moja rodzina, wszyscy moi przyjaciele od dawna mi mówili, że zostanę rysownikiem. Ja z kolei upierałem się, że będę naukowcem. Na koniec okazało się, że to oni mieli rację.

MM: Rozumiem, że gdyby jednak nie był to rysunek to zostałbyś weterynarzem?

CF: Tak, bardzo lubiłem etologię, czyli naukę o zachowaniach zwierząt.

MM: Mieszkasz w Barcelonie, jesteś Katalończykiem, natomiast pracowałeś dla Egmont Dania, czy to jest prawda?

CF: Tak. Rzeczywiście w latach 80-tych w Katalonii - nie tylko zresztą w Katalonii, ale przede wszystkim tam - istniała duża grupa ludzi pracujących dla duńskiego Egmontu. Przyczyna była podstawowa: koszt pracy w Hiszpanii był znacznie niższy, niż Skandynawii. Dlatego rysowanie było tam zlecane, żeby obciąć koszty. Stopniowo doszło do takiej sytuacji, że konkretnie w Barcelonie powstało coś w rodzaju szkoły rysowników tego typu komiksów, a należy powiedzieć, że jest to rodzaj rzemiosła, który wymaga specyficznego przygotowania.

MM: Nie było tam różnic między temperamentem hiszpańskim, a "zimnymi" Skandynawami?

CF: Trudno powiedzieć. Być może na płaszczyźnie artystycznej te różnice były, natomiast jeśli chodzi o kontakty osobiste to my nie mieliśmy okazji aby to sprawdzić, bo agent bardzo nas pilnował, żebyśmy nie nawiązywali osobistych kontaktów ze zleceniodawcami. Tylko raz w roku mieliśmy okazję ich poznać, kiedy ci ludzie przyjeżdżali do nas i jedliśmy razem kolację. Na szczęście dzięki rozwojowi internetu i większym możliwościom nauki języka angielskiego, stało się tak, że pozbyliśmy się tych agentów i wszyscy rysownicy mają szansę pracować bezpośrednio dla zleceniodawcy (tak na marginesie - jak zaczynałem to agent brał 60% honorarium). To samo zjawisko - rozwój komunikacji - umożliwił również porozumiewanie się pomiędzy scenarzystą, a rysownikiem.

MM: Dwa lata temu gościłeś po raz pierwszy w Polsce na Warszawskich Spotkaniach Komiksowych 2008. Pamiętam wielkie tłumy i kolejki dzieci do Ciebie. Byłeś wtedy chyba najbardziej popularnym rysownikiem, który nas odwiedził. Jak zapamiętałeś ten pobyt i jak podoba Ci się w Polsce?

CF: Muszę powiedzieć, że Polska trochę mnie zaskoczyła. Przez długie lata my Hiszpanie nie mieliśmy możliwości zapoznania się z Waszym krajem - istniała żelazna kurtyna, były dwa osobne bloki polityczne. Teraz natomiast przyjeżdżam do Polski i widzę coś w rodzaju Hiszpanii odbitej w zwierciadle. Zarówno wasz kraj jak i nasz, to są miejsca, które przeżyły długi okres dyktatury. Oczywiście to były zupełnie inne ideologicznie reżimy, natomiast tak jak patrzę na te symbole i na te pozostałości, to mam wrażenie, że jest to wszystko to samo, tylko odbite w krzywym zwierciadle. Zobaczyłem tutaj kraj, który mam wrażenie jest na fali wznoszącej, w przeciwieństwie do mojego kraju, który niestety jest teraz na fali spadkowej. Cała historia posuwa się takimi falami. Każde ekstremum jest czymś strasznym. U nas jest takie powiedzenie, nie wiem czy ono funkcjonuje także u Was, które brzmi: "to, co złego mówiono o komunizmie - to wszystko prawda, ale to, co dobrego mówi się o kapitalizmie - to wszystko fałsz".

MM: Wróćmy do pracy, zostawmy politykę na boku. Nie ograniczasz się jedynie do odtwórczej roli, wymyślasz także swoje własne postacie, przykładem może być Doktor Statyk, który jest postacią Twojego pomysłu. Kiedy dostajesz gotowy scenariusz czy w jakiś sposób kontaktujesz się jeszcze ze scenarzystą, czy po prostu robisz swoje i przygotowujesz swoją pracę we własnym zakresie?

CF: Jeśli chodzi o postać Doktora Statyka to nie jest tak, że do końca ja ją wymyśliłem. Tę postać stworzył scenarzysta Michael Gilbert, natomiast ja wymyśliłem jej wygląd, chociaż też trzeba powiedzieć, że w scenariuszu były zarysowane cechy osobowości Doktora, w związku z czym ja już miałem w pewnym sensie wskazane jak ta postać ma wyglądać. Doktor Statyk jest bohaterem, który doczekał się kontynuacji, natomiast w uniwersum Disneya pojawiało się mnóstwo bohaterów - jedni mieli to szczęście, że się załapali na kolejne historyjki, drudzy wystąpili tylko w jednej opowieści. Natomiast w tamtych czasach, kiedy powstawała postać Doktora Statyka (chodzi o 1995 rok - przyp. MM) właściwie nie było specjalnie łączności między scenarzystą, a rysownikiem. Teraz to się bardzo zmieniło, bo jest współpraca i wzajemna komunikacja na etapie tworzenia historii. Przy czym biorą w niej udział nie dwie osoby - nie tylko rysownik i scenarzysta - ale trzy, bo jest tam jeszcze wydawca.

MM: Spędzasz na rysowaniu około 8 godzin dziennie, to bardzo długo. Która z postaci jest Twoją ulubioną i jak spędzasz czas po pracy, w jaki sposób się relaksujesz?

CF: Jeśli chodzi o ulubioną postać, to ciężko jest mi się zdecydować. Trudniej było mi się nauczyć rysować Mikiego i więcej pracowałem z tą postacią. Był taki okres w mojej karierze kiedy zdecydowanie wolałem Myszkę Miki. Natomiast teraz od paru lat powróciłem do rysowania historyjek z Donaldem i tak jakby odkryłem tę postać na nowo. Jest to uniwersum wykreowane w dużej mierze przez Carla Barksa. Muszę powiedzieć, że czuję się bardzo dobrze rysując historie o obu tych postaciach. Tu jeszcze uzupełnię - jeśli chodzi o Doktora Statyka - to, kiedy tworzyłem tę postać: przypuszczałem, że jej żywot ograniczy się do jednej historyjki. Nie wiedziałem, że będzie to bohater, który pojawi się w kolejnych opowieściach. Pod koniec pracy nad tamtą historią, szczerze mówiąc nie byłem zbytnio zadowolony z ostatecznego wyniku i tego bohatera, dlatego w kolejnych historiach starałem się go trochę zmienić tak, żeby nikt tego nie zauważył, ale do tej pory nie jestem zadowolony z finalnego efektu. W związku z tym mogę powiedzieć, że Doktor Statyk, postać w której tworzeniu miałem duży udział, jest postacią która mi sprawia najwięcej problemów.

MM: Czyli jesteś perfekcjonistą?

CF: Do pewnego stopnia tak. Czasem jest tak, że kiedy kończę rysować jakiś komiks, jestem z siebie zadowolony, a kiedy oglądam go po latach, to myślę sobie, że lepiej byłoby go jednak nie oglądać. Natomiast jeśli chodzi o sposób spędzania wolnego czasu i relaksu to moim ulubionym sposobem jest spacer, ponieważ przez cały czas kiedy pracuję patrzę na rzeczy z bliska, a spacer pozwala mi zobaczyć świat z daleka. Muszę zaznaczyć, że mam dwie nastoletnie córki i mając dwie nastolatki w domu bardzo trudno jest się zrelaksować.

MM: Jedną z rzeczy za którymi nie przepadasz jest rysowanie kaczek jeżdżących na rowerze. Czy scenarzyści wiedzą o tym i starają się omijać ten temat szerokim łukiem w scenariuszu? Czy podjąłbyś się narysowania historii pt.: "Kaczor Donald i Vuelta Espania"?

CF: (Śmiech) Przyczyną dla której nie lubię rysować kaczek na rowerach jest tak naprawdę fakt samej konstrukcji roweru. Rowery zaprojektowano żeby jeździli na nich ludzie, a nie kaczki. Kaczki mają krótkie łapki i po prostu jest to trudno narysować. Całkiem niedawno rysowałem historię, w której występowała kaczka na rowerze i znalazłem całkiem niezłe rozwiązanie tej sytuacji - narysowałem rower bez górnej ramy i kaczora, który sobie pedałował nie siedząc na siodełku i trzymając ręce na kierownicy nad głową. Ponieważ wszyscy w tej branży wiedzą, że rysowanie postaci Disney'owskich na rowerach jest czymś trudnym, to można mieć nadzieję, że żaden scenarzysta nie będzie taką bestią i nie stworzy scenariusza do historii opowiadającej o wyścigu kolarskim. Z drugiej strony mamy kryzys i kto wie co nas czeka. Ja jako rysownik i tak samo inni rysownicy dotąd mieliśmy ten komfort, że mogliśmy sobie wybierać scenariusze, które się nam podobają, a być może przyjdzie nam akceptować to co nam dadzą. W tej pracy co jakiś czas trafiają się historie, które się przeklina, scenariusze, które się trudno rysuje. Pamiętam ponad dziesięć lat temu rysowałem komiks do "Giganta", w którym scenarzysta założył, że Miki klonował się w niekontrolowany sposób. Były tam kadry, w których była wyspa z tłumem Myszek Miki. Ta wyspa zapadła się pod ich ciężarem. Natomiast do tej pory wspominam to, że w jednej historyjce musiałem narysować setki, setki, setki Myszek Miki.

MM: ... i to w ramach kontraktu na jedną tylko historyjkę o Mikim?

CF: Tak, oczywiście. Za taką stronę, na której jest sto Mikich płacą mi tyle samo, ile za stronę, którą sobie kiedyś wymyśliłem - to jest mój ideał - przedstawiającą lawinę śnieżną, która przykryła wszystkich bohaterów! Bardzo bym chciał kiedyś zrobić taką historię (śmiech).

MM: Za swoich ulubionych rysowników uznajesz Jeana Giraud i Juana Gimeneza. Czy jest możliwe, że kiedyś narysujesz coś w tym stylu?

CF: Mamy kryzys. Zleceń jest trochę mniej, w związku z tym mam trochę więcej czasu. Ja zawsze powtarzam, że nie czas jest ważny, a pomysł. Poza tym rysownik komiksu, też to zawsze powtarzam, na pierwszym miejscu nie rysuje, tylko opowiada historię. Więc jeśli będę miał jakąś historię do opowiedzenia, to myślę że to zrobię.

MM: Tego właśnie życzymy i dziękujemy bardzo za rozmowę.

CF: Ja także dziękuję bardzo.

Gigant poleca - 99 - Poślubiony mafii

Rysunek: César Ferioli
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 12/2008
Wydawca oryginalny: Disney
Liczba stron: 256
Format: 125x190 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: kioski, saloniki
ISBN-13: 978-83-237-2410-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 13,99 zł


blog comments powered by Disqus