Wywiad z Ryszardem Dąbrowskim

Autor: Jerzy Łanuszewski
16 września 2008

Gordon: Na ile twoja twórczość jest odzwierciedleniem twoich poglądów?

Ryszard Dąbrowski: To proste - zapatrywania Likwidatora są moimi własnymi. Ludzi, których on likwiduje, ja również sam chętnie bym sprzątnął, ale oczywiście nie jestem taki jak on. Muszę się liczyć z istnieniem takich organizacji jak ABW, policja czy wojsko. Postać Likwidatora jest moją prywatną "maszynką" do komentowania rzeczywistości.

Czy spotkały Cię kiedykolwiek jakieś nieprzyjemności ze strony środowisk ultraprawicowych?

Jedyne nieprzyjemności miałem podczas WSK 2005, gdy pewien emeryt zdradzający przejawy ultraprawicowości spowodował usunięcie Likwidatora z budynku festiwalu. Jestem pewien, że ten dziadek chętnie wpakowałby mnie do więzienia, gdyby tylko mógł.

Czytając Likwidatora miałem wrażenie, że tworzenie komiksu proekologicznego jest dla Ciebie pewnego rodzaju misją. Dlaczego wybrałeś właśnie to medium?

No, nie - "misja" to słowo grubo na wyrost, zbyt ciężkie i poważne dla tak w sumie rozrywkowej produkcji. Tworzenie komiksu to dla mnie jest przede wszystkim zabawą i wyrzucaniem z siebie swoich przemyśleń. To świetne medium - można w nim zawrzeć tekst, jak w klasycznej literaturze i jeszcze wizualizować światy i postacie - prawie tak jak w filmie (no, tu może lekko przesadziłem).

Wszystkie twoje komiksy są utrzymane w podobnej stylistyce. Dlaczego? Nie miałeś nigdy ochoty spróbować czegoś innego?

Miewałem przelotne chęci, które szybko mijały, bo pomysł mnie nudził. Chodziło o narysowanie komiksów w pełni poważnych i realistycznych: historycznych i sensacyjno-kryminalnych. Wiem jednak, że najbardziej mnie kręci stylistyka makabreski - po prostu dobrze się bawię rysując, a zwłaszcza wymyślając właśnie takie komiksy.

Opowiedz, proszę, o początkach Likwidatora.

Pierwszy kilkunastostronicowy komiks o Likwidatorze narysowałem w maju 1995 roku w Lublinie. Od początku lat '90 rysowałem sporadycznie ilustracje do fanzinów punkowych i gazetek anarchistycznych. Moi kumple, w tym legendarny Pała, wiedzieli, że umiem dość dobrze i zabawnie rysować. Od dłuższego czasu namawiali mnie bym narysował jakiś krótki komiks w klimatach jajcarsko-anarcholskich. Nie sugerowali nic konkretnego - żadnej postaci czy tematów - byleby było ostro i bez cackania się (czyli tzw. autocenzury). Byliśmy pod wrażeniem wspaniałych wyczynów aktywistów z Animal Liberation Front, działających w kominiarkach i napadających na myśliwych podczas polowań oraz uwalniających zwierzęta z laboratoriów - oni i im podobni byli dla mnie największą inspiracją. Pamiętam, że bardzo inspirowała mnie też wspaniała, potężna i ekspresyjna muzyka anarcho-eko-punkowej grupy CONFLICT, której zresztą członkowie także brali bezpośredni udział w różnych eko-zadymach.

Nie odczuwasz zmęczenia postacią Likwidatora?

Tą postacią trudno się zmęczyć - ma spory potencjał fabularny. Poza tym, rysowałem sporo innych komiksów w międzyczasie - Redaktora Szwędaka, Ucieczkę do miasta, komiksy proekologiczne na zamówienie, wreszcie Gwiezdne bezdroża. Z Likwidatorem mam tak - więcej mi się rodzi pomysłów w głowie niż jestem w stanie narysować. Najchętniej zleciłbym rysowanie moich scenariuszy też innym rysownikom - zresztą już tak trochę robię.

Likwidator - 8 - Likwidator na Ukrainie 1920Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Na łódzki festiwal zostanie wydany kolejny zeszyt z serii o Likwidatorze pt.: Sprzątanie Polski. Będzie zawierał wymyślone przeze mnie historie, ale w ich rysowaniu pomogą mi Artur Chochowski i Arkadiusz "Kirkor" Klimek. Oni narysują ok. 1/3 całości. Trwają też powoli prace nad kolejnym "historycznym" Likwidatorem - czyli zeszytem pt.: Likwidator w Hiszpanii 1936. Marek Oleksicki narysował już 5 stron. Kiedy narysuje więcej (i czy w ogóle) - bardzo trudno powiedzieć.

Co sprawiło, że zainteresowałeś się komiksami?

Dosłownie sprawił to mój ojciec, kupując mi "Świat Młodych", gdy jeszcze byłem małym chłopcem. Potem, gdy już byłem dużym chłopcem, do narysowania pierwszego komiksu namówili mnie moi kumple - anarcho-punkowcy z Lublina. Mniej więcej wtedy narysowałem cykl kolorowych, bezdymkowych komiksów do kalendarza, który był moją pracą dyplomową z Głównego Przedmiotu Zawodowego w Lubelskim liceum plastycznym. Komiksy te zaginęły gdzieś i kiedyś w licealnych lochach archiwalnych.

Jacy są twoi ulubieni twórcy komiksowi?

Od dziecka bardzo inspirowali mnie Uderzo i Goscinny - jako chłopiec dostałem w paczce z Francji Asteriksa u Brytów (w twardej oprawie) - to było OLŚNIENIE. Zawsze bardzo imponowało mi to niesamowite połączenie nonszalancji i precyzji w sposobie rysowania Uderzo (podobnie jak u innych Francuzów - choć mniej). Z nie-polskich bardzo cenię Edikę, Crumba, Węgra Dargaya, Guarnido, Moebiusa, Boucq i Serpieriego. Wśród scenarzystów wysokie notowania ma u mnie Jodorowsky - zwłaszcza za jego świetny western Bouncer. Jeśli chodzi o Polaków, najwyżej cenię Rosińskiego z lat z lat '70 i pierwszej połowy '80 - tamten jego odważny, "mięsisty" sposób rysowania. Choć niedościgły, zawsze mnie inspirował. No, i oczywiście Christa z lat '70 - konkretnie, genialna trylogia: Szkoła latania, Wielki turniej i Na wczasach. Dawniej nie wyobrażałem sobie innego kształtu dymków jak "christowski".

Strefa Komiksu - 7 - Gwiezdne bezdroża

Redaktor naczelny: Robert Zaręba
Scenariusz: Ryszard Dąbrowski, Robert Zaręba
Rysunek: Ryszard Dąbrowski
Wydawnictwo: Robert Zaręba
Rok wydania polskiego: 6/2008
Liczba stron: 44
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 42,00 zł
Materiały powiązane:

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus