Wywiad z Łukaszem "Borufem" Borowieckim - "Komiks z piekła rodem"

Autor: W. Leszczyńska
15 września 2007

Strefa Komiksu - 2 - PomidorowaDzięki "Pomidorowej" stałeś się znany w środowisku fanów fantastyki, ale nawet redaktor naczelny "Magazynu Fantastycznego" niewiele o Tobie wie. Prosimy więc o krótką prezentację.

Pochodzę z Tarnowa, a obecnie wynajmuję z paroma kumplami mieszkanie w Krakowie. Wszyscy skończyliśmy ostatnio studia. Trzymam się z nimi już jakiś czas i na razie tak zostanie (chyba, że mnie wywalą, jeśli dalej będę syfił w kuchni). Życie generalnie mam nudne, ale nie narzekam. Od poniedziałku do piątku pracuję w przygotowalni do druku, w piątkowe popołudnia i soboty chodzę na zajęcia na moim drugim kierunku (jakoś tak do końca nie mogłem rozstać się z nauką), zaś w niedziele jeżdżę do mamy. W międzyczasie spotykam się z mą "Miłą" i znajomymi. Poza tym dużo czytam.

Czy pseudonim artystyczny "Boruf" oznacza dla Ciebie coś konkretnego?

Ksywka "Boruf" pochodzi po prostu od nazwiska. Kiedy byłem małym dzieckiem, inne dzieci przezywały mnie "Borówa" (zresztą tak samo jak moich starszych braci). Strasznie tego nie lubiłem i wstydziłem się tak głupiego nazwiska. W odwecie kilka dzieci porąbałem i zakopałem i do dziś nikt nie wie, gdzie są. Potem jednak trochę podrosłem i przyzwyczaiłem się. W pewnym momencie, żeby się jakoś odróżnić od mojego braciaka, znanego gdzieniegdzie jako "Boroova", postanowiłem zapisywać mój przydomek jako "Boruf" i tyle. Przynajmniej nikt mi nie zrymuje przy wódce: "Borówa-parówa" (chyba, że "Boruf-paróf", ale to już nie ma tak pejoratywnego brzmienia).

Skąd Twoje zainteresowanie komiksem?

Moje zainteresowanie komiksem sięga dzieciństwa. Pierwsze komiksy, jakie czytałem, to "Kajko i Kokosz", "Tytus", "Thorgal", "Yans" itp. Trochę później pojawiły się komiksy z TM-Semic czy jak się to tam nazywało (oczywiście najbardziej lubiłem i nadal lubię "Punischera" - komiks brutalny, a przy tym jego bohater nie posiadał żadnych durnych nadludzkich mocy!). Właściwie komiksy zawsze traktowałem na równi z książkami. Wydawało mi się naturalne, że jak ktoś czyta dajmy na to prozę, to czyta również komiksy. Dopiero potem okazało się, że komiksy "są dla dzieci". Ale, ci którzy tak mówią, zapewne sami nie posunęli się zbyt daleko w rozwoju, więc nie ma się czym przejmować. Bo jak tu wyjaśnić fakt, że moja mama, kiedy zobaczyła "Szninkla" (jeden z moich ulubionych komiksów) na półce w pokoju dzieci, najpierw go w furii porwała, a potem dla większej pewności schowała tę "pornografię". I w ten sposób komiks przepadł na zawsze. To samo spotkało potem moje karty Tarota, ale to już zupełnie inna historia.

Jakie są Twoje inspiracje literackie, komiksowe, filmowe?

Jest dużo rzeczy, które mnie inspirują. Jeśli chodzi np. o "Pomidorową", to przede wszystkim kino (horror i horror-gore), którym od iks lat karmię swój umysł i które z pewnością odcisnęły na komiksie swoje piętno (przede wszystkim "Harry Angel"). Choć przyznam, że niespecjalnie bawią mnie obrazy w rodzaju "August Underground", czy choćby pierwsza i druga część "Guinea Pig". Takie filmy są dobre, o ile nie są robione zbyt poważnie. Dlatego bardzo lubię filmy Roba Zombie'go, niektóre Tagaschi Mikre ("Ichi the killer", "Audition" czy nawet "Full metal Jakuza"), dwa pierwsze filmy Petera Jacksona, wszystko co widziałem Romero, Cronenberga (nie zapomnę go za "Videodrome"), no i obrazy Buttgereita (choć nie potrafię tego w żaden sensowny sposób wyjaśnić). Wszyscy ci twórcy mają pewien dystans do tego, co pokazują na ekranie i dlatego po obejrzeniu ich filmów nie mam uczucia, że zjadłem właśnie coś, co już było przynajmniej raz jedzone.

Ostatnio namiętnie oglądam "The Twilight Zone", serial Roda Serlinga z lat 60., wciąż niesamowicie świetny. Wypada jeszcze wspomnieć o Charlim Kauffmanie, którego uważam za jednego z najlepszych scenarzystów światowego kina, oraz o Andrew Niccol, którego bardzo cenię za wspaniale "czyste" plany i przeurocze pomysły.

Jeśli chodzi o inspiracje literackie, to na pierwszym miejscu znajdzie się oczywiście Philip Dick, na cześć którego nadałem sobie imię Filip na bierzmowaniu (choć śmiali się z tego i wciąż śmieją niewierni!). Jego książki bezustannie oddziałują na mnie i na moje życie. Poza tym cała literatura SF, szczególnie jej polska odmiana, tak zwana soc-fiction. Zajdel, Szulkin (którego opowiadania cenię na równi z jego filmami), Oramus, Parowski. Ale też niejako równolegle: Schulz, Coratazar, Fuentes ("Terra nostra"!). Mógłbym tak wymieniać pewnie jeszcze dość długo. Ostatnio coraz bardziej inspiruje mnie i wciąga XX-wieczna filozofia analityczna i filozofia nauki, z których to dziedzin świetne pomysły można czerpać garściami. Czasem, jak nie mogę spać, sięgam po pisma Świadków Jehowy i Mormonów. A tam naprawdę się dzieje!

Z komiksów, oprócz tych, które do tej pory wymieniłem, najbardziej lubię prace Enki Bilala. Choć nie mogę się poszczycić wybitną znajomością komiksów, to jednak jego "Polowanie" jest niewątpliwie majstersztykiem pod każdym względem. Jeśli miałbym wymieniać dalej, to na pewno "Pelissa" i "Maus", jako przykłady, że w komiksie można mówić o rzeczach ważnych i trudnych. "Strażnicy" z kolei to bez dwóch zdań komiks z najlepszym scenariuszem, z jakim się spotkałem. Lubię i cenię komiksy o Lobo (za to, że tyle się w nich leje krwi, że jest aż nudno).

Jednakże teraz mało czytam komiksów (chyba że ktoś mi podrzuci), stąd raczej kiepska moja orientacja w tym medium. Myślę jednak, że gdy nadejdzie właściwa pora, nadrobię braki.

Wspomniałeś, że "Maus" porusza tematy trudne. Nie wydaje mi się, aby temat Holokaustu kilkadziesiąt lat po wojnie był w jakiś szczególny sposób trudny (a już na pewno nie dla filmowców łasych na Oscary). Czy mógłbyś sprecyzować, co w Twoim mniemaniu jest tematem trudnym?

Polemizowałbym z twierdzeniem, że temat Holokaustu jest w jakiś sposób mniej problematyczny teraz niż zaraz po wojnie. Jest wciąż na nowo podejmowany w różnego rodzaju publikacjach - od beletrystyki po opracowania naukowe. Świadczy to o tym, że jest wciąż żywy w świadomości wielu ludzi, którzy aż do dziś borykają się z tym problemem. Inną sprawą jest lekkość, z jaką podchodzą do tematu Holokaustu niektórzy twórcy, co rusz czyniąc z jednego z najtragiczniejszych faktów w historii kolejny wyciskacz łez czy bezrefleksyjną papkę dla spragnionej tanich wrażeń publiczności.

Jest dla mnie oczywiste, że pewne tematy trudniej zrealizować od innych, choćby dlatego, że wymagają większego zaangażowania twórczego od autorów lub też wymagają przełamania jakichś tabu myślowych czy kulturowych. Na pewno trudniej zrobić komiks starający się w sposób przekonujący przybliżyć autentyczne cierpienia milionów ludzi, niż opowieść o tym, jak jakiś superheros po raz enty ratuje świat przed zagładą. Oczywiście sam fakt, że jeden komiks podejmuje temat "trudniejszy" nie świadczy jeszcze o tym, że jest automatycznie lepszy. Wartość jakiegokolwiek dzieła nie zależy od podejmowanego tematu, a raczej od sposobu jego pokazania. Opowieść o superbohaterze ratującym świat może być zrobiona doskonale, zaś komiks poruszający "trudne" tematy - wręcz przeciwnie. To wyłącznie od twórcy zależy, co wyciśnie z materiału.

Którego ze scenarzystów komiksowych cenisz najbardziej?

Największe wrażenie zrobił na mnie Alan Moore swoimi "Strażnikami". Kiedy czytałem ten komiks, byłem pod ogromnym wrażeniem poziomu literackiego. Podobało mi się tam niemal wszystko: styl, język, sposób kreacji głównych bohaterów, warstwa opisowa. Historia w nim opowiedziana wciągnęła mnie od pierwszej strony i trzymała w napięciu aż do ostatniej. Chciałbym kiedyś choćby zbliżyć się do poziomu Moore'a w "Strażnikach". Jedyne, co można zarzucić temu komiksowi, to zaledwie przyzwoitość warstwy graficznej. Z drugiej strony nie jest wykluczone, że gdyby ten komiks miał lepsze rysunki, mogłoby w nim dojść do pewnego rodzaju konfliktu obrazu z treścią. Tekst, który gra tu pierwsze skrzypce, mógłby zostać przysłonięty przez obraz, co zakłóciłoby odbiór całości. Może więc nawet to, co ewentualnie mógłbym zarzucić "Strażnikom", należałoby jednak zapisać komiksowi na plus...

"Pomidorowa" to bardzo mocny komiks. Skąd bierzesz takie pomysły?

Same jakoś do mnie przyłażą. Nigdy nie było tak, że oto dziś muszę zrobić dwie strony albo coś w tym stylu. Po prostu pomysł pojawił się w moim umyśle, czaił się tam przez pewien czas, a kiedy wreszcie dojrzał, przelałem go na papier i posłałem do Nikodema. Pewnie dlatego zeszło prawie pięć lat, zanim uzbierało się tych pomysłów na cały album i pewnie dlatego bohater "Pomidorowej" do dziś nie doczekał się żadnego imienia. Nie przyszło mi do głowy, żeby go jakoś nazywać.

Jakie były początki tego komiksu?

"Pomidorowa" narodziła się w dość prosty sposób. Kiedyś jadąc z rodzicami na jakieś imieniny czy coś w ten deseń, zobaczyłem przez okno samochodu tabliczkę z napisem: ul. Pomidorowa. Zadałem sobie wtedy pytanie: "jak by to było mieszkać na takiej ulicy"? No i wyobraziłem sobie, że wszyscy jej mieszkańcy w kółko jedzą tylko zupę pomidorową. Pomysł rozbawił mnie do tego stopnia, że rozrysowałem go w formie krótkiego skryptu i pokazałem znajomym. Efekt mojej pracy wpadł w ręce Nikodema i tak to się zaczęło.

Zresztą z kolejnymi epizodami było podobnie, z tą tylko różnicą, że działałem bardziej świadomie.

"Pomidorowa" to komiks przesiąknięty religią, wpisujący się w modny ostatnio w USA nurt komiksu religijnego. Czy jesteś człowiekiem głęboko wierzącym, czy raczej poszukującym?

Muszę przyznać, że nigdy do głowy mi nie przyszło, że można by zaklasyfikować "Pomidorową" do nurtu komiksu religijnego, choć zwracano mi już uwagę na liczność wątków religijnych w tym komiksie. Zabawne jest przy tym, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi.

Co do mojej religijności, to jest ona raczej umiarkowana, nie mogę powiedzieć, żebym był głęboko wierzącym (mało też takich osób do tej pory spotkałem na swojej drodze), ale też nie jestem kimś, kto usilnie poszukuje. Posuwam się raczej drobnymi kroczkami (świadomie i w sposób przemyślany) do z góry upatrzonego celu.

W "Pomidorowej" nie interesuje Cię Bóg, nie masz do niego żadnych pytań, nie uzewnętrzniasz swojego stosunku do niego. Interesuje Cię bardziej jego zbuntowany anioł. Dlaczego właśnie on?

Może dlatego, że Bóg jako doskonałość "sama w sobie" wydaje się być poza moim pojęciem. Jest czymś, do czego rozum nie ma i nie może mieć dostępu. Doskonałość ta nie może być zrozumiała przez coś, co jest niedoskonałe. Świadomi jednak swojej niedoskonałości teoretycznie mamy dwa skrajne wyjścia: albo starać się przybliżać do Boga, albo też obrócić się na pięcie i pójść w przeciwnym kierunku. Pomiędzy tymi skrajnościami rozgrywa się całe ludzkie życie. Nie wiem, czy był ktoś, kto zrealizował w swoim życiu którąś z tych skrajności, ale osobiście w to wątpię. Nasze życia to raczej wypadkowa sacrum i profanum. Mój bohater stara się wybrać tę drugą drogę, ale i to zazwyczaj nie wychodzi mu tak, jakby sobie tego życzył. On sam nie wie o tym, ale o jego duszę toczy się nieustanna walka, w której chociaż zwycięża zło, to nawet w chwilach największego triumfu nie jest w stanie opanować go całkowicie (taka odrobina optymizmu).

Idea, że o nasze dusze toczy się walka w "innym wymiarze", wydaje mi się może ciut zbyt romantyczna, ale przez to wcale nie mniej inspirująca. Umieszczenie tej walki na ziemi, w świecie faktów i naszych świadomych decyzji i wyborów wydaje mi się znacznie ciekawsze.

Czy będą następne albumy "Pomidorowej"?

Prawdę mówiąc, jeszcze się nad tym poważnie nie zastanawiałem, choć zdaje się, że kiedyś rozważaliśmy taki pomysł z Nikodemem. Zobaczymy. Na pewno chciałbym zrobić coś, co nosi roboczy tytuł "Opowieści z pomidorowej". Poniekąd będą to historie związane z "Pomidorową" w tym sensie, że będą opowiadać o bohaterach, którzy niejako mimochodem pojawiali się na jej kartach. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś ciekawego.

Realizacja tego projektu w dużej mierze zależy od Nikodema. Zobaczymy, czy wymyślone przeze mnie historie spodobają mu się na tyle, że zechce je ozdobić swoją kreską...

Jak układa Ci się współpraca z Nikodemem Cabałą?

Bardzo ją sobie chwalę. Choć przez te wszy-stkie lata spotkaliśmy się może z dziesięć razy, to zawsze były to dla mnie bardzo pobudzające intelektualnie i przynoszące wiele świeżych pomysłów rozmowy. Widząc, jak ktoś angażuje wszystkie siły w wyznaczony przez siebie cel, nie sposób jakoś się tym nie zainspirować. Z całą pewnością wszystko to, co stało się dobrego z "Pomidorową", to w głównej mierze jego zasługa. I chwała mu za to. Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się razem stworzyć jeszcze coś ciekawego.

Czy współpracujesz jeszcze z innymi rysownikami oprócz Nikodema?

Nie, co nie znaczy, że bym nie chciał. Nie wszystkie pomysły mogę zrealizować z Nikodemem, co jest zrozumiałe samo przez się. Generalnie nie znam za bardzo ludzi zajmujących się rysowaniem komiksów.

Mam nadzieję, że po publikacji "Pomidorowej" ten stan rzeczy się zmieni. Jaki typ rysownika (sposób rysowania) odpowiadałby Ci najbardziej?

Ciężko mi się na ten temat wypowiadać, tym bardziej że nie jest mi znana żadna "typologia rysowników komiksowych". Jednak jeśli miałbym wybierać, to wolałbym, żeby odbywało się to w kontekście konkretnej historyjki. Jest to oczywiście kwestia obopólnego dobrego zrozumienia. Dlatego najbardziej ceniłbym takiego rysownika, z którym dobrze dogadywałbym się zarówno w kwestiach ogólnych, jak i szczegółowych. Musiałby być on także przynajmniej tak samo krytyczny względem otaczającej nas rzeczywistości, jak i ja jestem (w myśl popperowskiej maksymy: "ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, ale razem na pewno do czegoś dojdziemy").

Sam także rysujesz shorty komiksowe. Czy oprócz komiksów o Todzie Robocie jaszcze nad czymś pracujesz?

Nie, przynajmniej jeśli chodzi o "rysowanie". Z braku czasu w tej chwili nawet Tod Robot trwa w zawieszeniu, choć nie wątpię, że razem z Jonaszem 3004 (pomysłodawcą postaci i głównym scenarzystą) w niedługim czasie wskrzesimy jego działalność. Uważam, że to bardzo fajny bohater, szkoda tylko, że Tod nie spotkał dotąd jakiegoś zgrabniejszego ode mnie "rysownika". Ale cóż, taki już los robota w IV RP!

Kiedyś chciałem zrobić komiks o "kobiecie bez twarzy", jednak zabrakło mi do tego zacięcia i umiejętności (głównie tych drugich), aby go dokończyć. Ale idea tego komiksu wciąż jest we mnie żywa.

Tod Robot zauroczył mnie po pierwszy przeczytaniu. Dużo w nim nawiązań kulturowych, odrobina filozofii, religii... A wszystko to bez pseudoartystycznego zadęcia. Jak to możliwe, że komiks ten jest niemal nikomu nieznany?

Tak wyszło. Nigdy nie myśleliśmy o tym, że Tod mógłby stać się bardziej znany i trafić do szerszego kręgu czytelników. Prowadziliśmy jego stronę w internecie - co tydzień nowy epizod pojawiał się na stronie jednego z portali naszego miasta. Swego czasu doczekał się nawet wernisażu komiksowego, który do tej pory bardzo miło wspominamy. Robiliśmy sobie nasz niszowy komiks, kiedy był na to czas i to nam w zupełności wystarczało.

Jak wygląda polski światek komiksowy z punktu widzenia scenarzysty komiksowego?

Przyznaję otwarcie, że polskiego "światka komiksowego" prawie nie znam. Z tego, co udało mi się jednak przeczytać w różnych periodykach, w internecie czy zauważyć na wernisażach, to wydaje mi się, że cierpi on na brak ludzi piszących dobre scenariusze (nie żebym uważał przy tym, że moje są lepsze!), posiadając zarazem całkiem spore zaplecze dobrych rysowników. Jest to sytuacja tym bardziej smutna, że komiks nawet z dobrą kreską, ale marnym scenariuszem nie jest w stanie obronić się jako całość.

Czy oprócz pisania scenariuszy komiksowych zajmujesz się też innymi formami twórczości literackiej?

Jak wszystko inne, tak i moje "pisarstwo" od ładnych paru lat leży odłogiem. Za dużo czasu pożera mi praca i studia, abym mógł zajmować się tymi wszystkimi rzeczami, które mnie fascynują. Od czasu do czasu marzy mi się, aby "walnąć" jakieś opowiadanko i pewnie w końcu, jak już któryś z moich pomysłów dojrzeje na tyle, że zacznie pękać, wezmę się do tego i wreszcie coś urodzę. A ile to będzie warte, zobaczymy.

W każdym razie kiedyś pisanie sprawiało mi wiele frajdy i wciąż jest w tym coś, co mnie pociąga. Myślę więc, że prędzej czy później na pewno wpadnę w sidła zastawione przez owo "coś".

Jaki wpływ na komiks ma Twoim zdaniem rozwój internetu?

Internet to miejsce, gdzie każdy może zaznaczyć swoją obecność bez względu na to, czy ma coś wartościowego do powiedzenia, czy nie. Bez wątpienia ma to swoje dobre i złe strony. Dobre, ponieważ prowadzi do pluralizmu wyrażanych poglądów, złe - gdyż sieć wypełniona jest bezmiarem śmiecia, przez który czasem nie sposób przebrnąć w poszukiwaniu czegoś wartościowego.

Podobnie, jak sądzę, jest z komiksem. Z jednej strony internet pozwala wielu twórcom, którzy inaczej nie mieliby takiej okazji, zaistnieć w "światku komiksowym", z drugiej jednak - wyraźnie obniża próg "zdatności" tego, co można pokazać. W konsekwencji poziom komiksów, które można zobaczyć w sieci, jest bardzo nierówny. Od totalnego dna po naprawdę profesjonalnie narysowane i opowiedziane historie. Co z tego wyniknie? Nie wiem. Jestem jednak przekonany (może zbyt optymistycznie), że to, co wartościowe, w jakiś sposób się obroni, a cała reszta obumrze w drodze naturalnej selekcji. Przeżyją tylko najlepiej przystosowane osobniki, a dobre rysunki i porządny scenariusz są właśnie tymi cechami, które charakteryzują najlepiej przystosowane "komiksowe" osobniki do środowiska naturalnego, jakim jest rynek komiksowy.

Strefa Komiksu - 2 - Pomidorowa

Scenariusz: Łukasz Borowiecki
Rysunek: Nikodem Cabała
Wydawnictwo: Robert Zaręba
Rok wydania polskiego: 7/2007
Liczba stron: 64
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
Wydanie: I
Cena z okładki: 18 zł
Materiały powiązane:

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus