Wywiad z Rafałem Szłapą - Wspomnień czar!

Autor: Mirosław Skrzydło
28 listopada 2011

Mirosław Skrzydło: W jakich okolicznościach zrodził się Bler?

Rafał Szłapa: Na początku Bler był czterostronicowym shortem, pierwotnie planowanym do wydania w "Przekroju" (2002 rok). Nazwa tej opowieści to Bohaterowie są zmęczeni. Co pewien czas następuje ożywienie tematyką komiksową i zaproponowano mi przygotowanie ilustracji do powstającego artykułu. Zamówiono także prace Zbigniewa Kasprzaka; ja byłem wariantem zastępczym. Ostatecznie poszedł jego komiks. Bohaterowie są zmęczeni to historia o supermanie zmęczonym całodniowym ratowaniem świata, w której spotykamy wszystkie główne postacie z Blera. Materiał pojawił się w końcu w "Arena Komiks". Z numeru na numer "Areny", wymyślałem ciąg dalszy. Historia rozłożyła się w szwach. Koncepcja zmieniała się w trakcie, co było regularnie piętnowane przez czytelników. W sumie było tego pięć części, o długości od czterech do ośmiu stron. W zestawieniu z obecnym Blerem było tam więcej elementów science-fiction (m.in. latające spodki). Chciałem zebrać ten materiał i zdecydowałem się go wydać. Zacząłem składać poszczególne opowieści w całość. Materiał szybko się zestarzał. Upgradowałem rysunki i scenariusz. Po kilku wersjach, zdecydowałem się wszystko wyrzucić do kosza i zacząć od nowa. Trudno było mi jednak porzucić ideę komiksu. Zredukowałem ilość elementów science-fiction, zamiast przeszłości przeniosłem akcję komiksu do współczesności (przyp. red. - Bler rozgrywa się w 1999 roku). Komiks sam w sobie jest taką czkawką po Tm-Semicu, którego w dzieciństwie zdecydowanie za dużo czytałem.

Opowiedz proszę o procesie tworzenia powyższego projektu.

Najtrudniejsza była praca przy drugim tomie, gdyż istniał wyraźny dystans czasowy między materiałem przygotowywanym do "Przekroju", a nowym Blerem. W międzyczasie komiks był także malowany. Zostało mi wiele namalowanych kadrów, z którymi nie wiem co zrobić. Może uda mi się to kiedyś wydać. Rysowanie samo w sobie nie jest długotrwałe. Zdecydowanie więcej czasu zajmuje przygotowanie scenariusza. Muszę być bowiem na sto procent pewny tego co piszę. W trakcie tworzenia albumu, następowała transformacja scen, dokonywałem przemieszczeń fabuły. Album Olimpijczycy, tak na marginesie, powstał w przeciągu ledwie miesiąca. Narysowanie jednego albumu Blera zajmuje mi około trzech, czterech miesięcy, z przerwami na zarabianie pieniędzy. Scenariusz do pierwszego tomu powstał sam z siebie. Na początku wszystkie trzy napisane albumy, zawierały ledwie po trzydzieści dwie strony. Z krótkiego zeszytu, zrobił się album. Powiększeniu formatu i objętości, towarzyszyło dopisywanie nowych scen, które jednocześnie nie miały być tylko, nic nie wartymi wypełniaczami. Było to niezwykle czasochłonne, ponieważ gdy przesuwałem jeden element, natychmiast wszystkie ulegały przesunięciu. Drugi numer musiałem skomponować od podstaw. Trwało to około pół roku. W ramach pisania powstały aż cztery wersje historii o Blerze. Jeden z pierwszych pomysłów był swoistą opowieścią drogi, bohaterowie cały czas przed kimś uciekali. Pewne było, iż Bler musi się spotkać ze stworem z podziemi, w konsekwencji czego doszło do przewartościowania jego superbohaterstwa.

 

Czy nazwałbyś Blera klasycznym komiksem super bohaterskim? Znajdujemy tam bowiem wiele grozy i suspensu.

Nie nazwałbym (śmiech). Bler to hołd komiksom z wydawnictwa Tm-Semic. Dowiadujemy się w nim o co właściwie w superbohaterstwie chodzi. Pamiętam węgierski numer Hulka, który kiedyś trafił mi do rąk. W przewrotnym scenariuszu okazało się, iż prezydent Stanów Zjednoczonych okazał się diabłem. Dziwię się czemu komiks ten nie pojawił się u nas. Opowieść ta miała duży wpływ na mą podświadomość. Nie chciałem zrobić komiksu superbohaterskiego, tylko rozstrzygnąć dylematy każdego z nas. Superbohaterstwo to wyłącznie kostium, w który ubrałem całą historię.

Od początku podkreślałeś, że Bler zakończy się na trzecim tomie. Czy to prawda, a jeśli tak to czy zdradzisz choć krztę fabuły trzeciego albumu?

Tak, zakończy się na trzecim numerze. Wszystkich, których zniesmaczył potwór z kabli, uspokajam - gorzej już nie będzie (uśmiech). Trzeci numer będzie furtką do ewentualnej kontynuacji, jednakowoż zamykającą główny wątek. Jeśli kiedyś powstanie kontynuacja to będzie ona czymś zgoła innym. Superbohaterstwo Blera zdecydowanie zakończy się w trzecim tomie; historia pozwoli na osobiste zinterpretowanie postępowania tytułowego bohatera. Ostatni album dopowie genezę tej postaci - skąd się wziął oraz komu i do czego jest potrzebny. I nie będzie w tym kosmicznej ingerencji. W grę wchodzą wyłącznie siły ziemskiego pochodzenia.

Jakie są twoje plany po zakończeniu Blera?

Możliwe, że jeszcze jeden album z krótkimi historiami z uniwersum Blera, uzupełniający główny wątek, w którym będą występować postacie przewijające się w całej opowieści, łacznie z samym Blerem. Mam już gotowe dwie nowele. Do premiery trzeciego numeru (wstępnie październik 2012) powstanie pewnie jeszcze jakaś opowieść. Kolejny projekt to Drużyna Ktulu, której krótką nowelę z mitami Lovecrafta możecie przeczytać w Pozdrowieniach z Interstrefy. Mam gotowe dwa shorty, które zamierzam rozbudować w dłuższą historię i wydać albo jako web komiks, albo klasycznie na papierze. Drużyna Ktulu jest zdecydowanie weselszym komiksem, swoistą zabawą z motywami z kart powieści Howarda Phillipsa Lovecrafta oraz graczami Zewu Cthulhu. Do powstania tego projektu zainspirowali mnie moi dawni gracze RPG. Powstał komiks o ich wielkiej indolencji wobec mitów Cthulhu i niechęci do czytania zmurszałych ksiąg.

Czy pamiętasz swój pierwszy przeczytany komiks?

Tak. To był Tytus, Romek i A' tomek księga czternasta, pierwsze wydanie. Od najmłodszych lat kolekcjonowałem "Relaxy", komiksy Papcia Chmiela oraz "Młodego Technika". W 1984 roku dostałem od mojej mamy pierwszy w mej kolekcji numer "Fantastyki". Tam też zobaczyłem Funky Kovala. W okresie tym rozwalił mnie przede wszystkim komiks Ludzie i potwory według Ericha von Danikena z ilustracjami Bogusława Polcha. Był to dla mnie spory dystans formalny i treściowy, między komiksami z Tytusem, a Ludźmi i potworami. Ogromnie fascynowałem się wtedy science-fiction, choć nie było tego nazbyt wiele, zarówno w telewizji, czy wchodzących dopiero na rynek kasetach wideo. W telewizji puszczali wyłącznie rosyjskie, ciężkostrawne science-fiction. Ludzie i potwory to świetnie narysowany komiks, za którego w 1984 roku wydałem dużo pieniędzy (chyba 350.000 starych złotych).

Kolekcjonujesz komiksy? Czy możesz pochwalić się jakimiś interesującymi okazami?

Kolekcjonowałem kiedyś, teraz już nie. Obecnie kupuję jedynie coś co spasuje mi graficznie (np. Sala Prób, Pogrzeby Łucji), czy komiksy Milo Manary - klasyków, którymi mogę się inspirować. W młodości zafascynowany byłem książką Alfreda Bestera Gwiazdy moje przeznaczenie, która w latach dziewięćdziesiątych pojawiła się u nas. W liceum zrobiłem adaptację komiksową tego dzieła. Powieść powstała pod koniec lat pięćdziesiątych i do dzisiaj nazywana jest prawdziwym rogiem obfitości. Wiele pomysłów z niej ulegała zapożyczeniom. W wielu współczesnych dziełach znajdziemy echa tej powieści (np. w Akirze, czy w Matriksie). Howard Chaykin stworzył tzw. graphic novel na podstawie Gwiazdy moje przeznaczenie. Długo tego szukałem i w końcu udało mi się zakupić egzemplarz. Rzeczywiście jest to graphic novel, gdyż strony komiksowe idą regularnie ze stronami powieściowymi. Album świetnie zrobiony, lepiej niż moja wersja, którą w owym czasie stworzyłem. Szczycę się dziełem Chaykina, bo nie wiem czy ktoś ma go jeszcze w Polsce.

Gdybyś mógł wymienić trzech ulubionych rysowników komiksowych, to kto by się znalazł w tej zaszczytnej grupie?

Tommy Lee Edwards, Sean Phillips oraz Frederik Peeters (Niebieskie Pigułki). Każdy z nich w jakiś sposób genialny; w każdym można znaleźć coś urzekającego. Podobnie, jak w klasykach w stylu Manary, Moebiusa, Rosińskiego, czy Polcha, od którego zaczynałem swą przygodę z komiksem i który do dziś mnie zachwyca.

Kiedy uświadomiłeś sobie, że chcesz zostać twórcą komiksów?

Jak miałem 6 lat marzyłem, aby zostać pisarzem. Dużo jednak rysowałem, zatem splotło się to z sobą już w przedszkolu. Pierwsze komiksy były swoistą mutacją Tytusa, Romka... z serią danikenowską. Od najmłodszych lat wszystko co wpadło mi w ręce przerabiałem, np. Najdłuższą podróż Rosińskiego z opowieściami z sympatycznym szympansem Papcia Chmiela. Zatem Tytus i niesforni młodzieńcy spotkali dinozaura. Powstała też moja wersja Funky Kovala, który przeżywał podobne przygody do tych z albumów Polcha i Parowskiego.

Pod koniec podstawówki (chyba w siódmej klasie) pojawiła się moja pierwsza publikacja i było to w ... gazetce parafialnej w rodzimych Kozach. Był to niewątpliwy sukces, ponieważ nie był to komiks o Jezusie, czy Solidarności, tylko o mieczach, laserach, potworach i demonach. Gdzieś go nawet trzymam. W sumie zebrało się tego trzydzieści sześć plansz, publikowanych po osiem plansz w numerze. Wszyscy byli zachwyceni warstwą graficzną. Komiks nazywał się Kaldor i była to krzyżówka Szninkla z Gwiezdnymi wojnami.

Pochodzisz z Bielska-Białej, gdzie też na marginesie mogliśmy się spotkać, i uczęszczałeś do tutejszego Liceum Sztuk Plastycznych. Jak wspominasz ten okres?

Bardzo dobrze. Najwspanialszy okres w moim życiu. Bielsko to bardzo piękne i malownicze miasto. W liceum poznałem mnóstwo wspaniałych osób. Okazało się, że świat pełen jest ciekawych osobowości. Wraz z kolegami z ławki kontestowaliśmy to co się działo w szkole. Fajne czasy, fajna szkoła. Najlepiej szło mi z rysunku, malarstwa i polskiego.

W okresie tym próbowałem rysować pierwsze profesjonalne komiksy, które wysyłałem do "Fantastyki". W 1994 umieszczono tam moje prace. Rok później w "Fantastyce" pojawił się mój pierwszy komiks (jednostronicowy short). W 1996 w Bielsku-Białej odbyła się po-konwentowa wystawa zorganizowana przez Krzysztof Dadaka. Dołączono do niej moje ilustracje. Uświadomiłem sobie wtedy, jak wielu zdolnych artystów żyje w naszym kraju, chociażby: Przemek Truściński, Jacek Frąś, czy Ola Spanowicz.

Czy uważasz się za "człowieka orkiestrę". W końcu twój najsłynniejszy dotąd komiks Bler jest autorskim projektem? I momentalnie nasuwa się drugie pytanie - Czy wolisz pracować sam, czy współpracując z innym twórcą?

Lubię współpracować z innymi, choć jak dotąd nie znalazłem partnera, z którym w pełni mógłbym się dograć. Przed Blerem tworzyłem trochę komiksów historycznych. Powoli zaczęto kojarzyć mnie z tym nurtem, co nie do końca mi to pasowało. Bler to komiks z jakim chcę być identyfikowany. Nie wątpię, iż niejeden scenarzysta napisałby go lepiej, ale że nikt się tego nie podjął, musiałem zrobić to sam. W serii tej czytelnik znajdzie wiele elementów autobiograficznych. Na łamach komiksu można odnaleź różne wątpliwości oraz wybory życiowe z mego życia. Ciężko by było komuś wejść w ten świat. Wiele rzeczy pojawiających się w komiksie (chociażby plac budowy z początkowych stronic drugiego tomu, czy skomplikowana relacja Blera z Lidią) jest zaczerpniętych z mego życiowego doświadczenia, osobistych przeżyć. Jest to zatem projekt bardzo osobisty. Superbohaterstwo nie jest tu priorytetem.

Określiłbym siebie jako człowieka orkiestrę z wyboru, a zarazem z przymusu. Mam świadomość, że grupa twórców mogłaby uczynić z Blera cykl, stworzyć inną formułę. Mi starczy sił wyłącznie na trzy albumy i wcale tego nie żałuję.

Co powiesz o polskim rynku komiksowym i rodzimych czytelnikach?

Czytelnicy są świetni, co pojąłem w ciągu ostatnich dwóch lat na Festiwalu Komiksowym w Łodzi, podpisując albumy wiernym fanom. W latach dziewięćdziesiątych impreza w Łodzi wyglądała inaczej. Większość osób stanowili znawcy i twórcy komiksowi. Gdyby odbiór komiksu polskiego był tak ciepły, jak na imprezie w Łodzi my autorzy nie musielibyśmy nic więcej robić, tylko tworzyć albumy, z których byśmy się utrzymywali. Polscy czytelnicy to fantastyczni ludzie, kupujący nasze rzeczy i motywujący nas do dalszej walki.

Polacy niestety nie interesują się komiksem. Dekadę temu uważano komiks za czyste zło. Obawiano się, że dzieciaki przestaną czytać książki. Wszystkim wydawało się że słowo pisane zastąpią opowieści rysunkowe. Okazało się, że takie myślenie jest błędne; jeśli ktoś nie czyta, to nie czyta niczego, zarówno książek jak i komiksów. Czytelnictwo w Polsce stale maleje, rynek komiksowy - młodszy brat książkowego ciągle się kurczy. Sprzedają się marki wypromowane np. Gwiezdne wojny, czy wszelakie wampiry. Zrobiłem kiedyś komiks o wampirach, ale nie chcę teraz go wydawać, aby nikt go nie skojarzył z popularnym ostatnio cyklem Stephenie Meyer.

W Polsce świetnie sprzedaje się manga, ale czy to znaczy, że jeśli zacznę tworzyć historie w tym gatunku zwiększę popyt? Szczerze wątpię. Musimy robić swoje i liczyć na to, że znajdzie się czytelnik, który chce to zakupić. Szukać sposobów na docieranie do większej grupy odbiorców. Przykłady, jak choćby Wilq braci Minkiewiczów pokazują, że jest to możliwe. Twórcy Wilqa znaleźli grupę docelową, w pewnym stopniu niezależną od fanów komiksu.

Czy widzisz szansę na wyjście polskiego komiksu z niszy w jakiej ciągle się znajduje?

Raczej nie widzę. Nie chcę być złym prorokiem, ale mamy regres. Ktoś zachwycał się, że powstaje wiele fanzinów, ale dla mnie jest to świadectwem regresu. Życzę im jak najlepiej, trzeba wspierać polskich autorów. Boję się jednak aby nie skończyło się na tym, że będą tylko fanziny i przeszłe publikacje. Kiedyś każdy mógł wydać album, teraz jest to o wiele trudniejsze; ludzie wolą zatem robić fanziny. Jeśli ktoś chce w miarę szybko wydać swe dzieło, musi niestety zainwestować własne pieniądze. Liczący się na rynku wydawcy są coraz bardziej wybredni. Niepisana maksyma wydawców (nie wiem czy wszystkich, ale na pewno wielu) głosi, iż: "Polscy autorzy się nie sprzedają". Powiedział mi o tym kiedyś Tomasz Kołodziejczak.

Różnego rodzaju akcje promocyjne, pewnie by pomogły, gdyż komiksowi brakuje promocji. Nikt nie chce jednak inwestować w komiks. O wspomnianym wyżej regresie świadczy też ograniczanie nakładu przez czołowe wydawnictwa. Wydawnictwa kierują produkcję komiksów dla fanów zamykających się głównie w nakładzie tysiąca egzemplarzy i to w prawie czterdziestomilionowym kraju. Duże wydawnictwa być może byłoby stać na promowanie polskiego komiksu, ale z jakichś przyczyn tego nie czynią.

Poza tym warto zwrócić uwagę na następujący fakt. Książka kosztuje średnio trzydzieści złotych i jej przeczytanie zajmuje z dobre cztery dni. Album komiksowy kosztuje tyle samo, lecz czas jego przeczytania to powiedzmy dwadzieścia minut. Czytelnicy stwierdzają zatem, że nie opłaca im się kupować komiksów. Dzieję się tak, ponieważ ludzie nie oglądają obrazków, nie czytają grafiki. U nas podejście do ilustracji napiętnowane jest jakąś ułomnością,

Współpracowałeś z Andrzejem Pilipiukiem przy tworzeniu jego przewrotnej serii "Oko jelenia". Na czym polegała twoja praca i jak do tego doszło?

Czytałem książkę i próbowałem ją zilustrować. Powstawało dwanaście ilustracji na tom. Wydawca domagał się podzielenia tekstu na równe kawałki i zilustrowania zaznaczonych miejsc. Zazwyczaj wychodził mi do narysowania dialog. Chcieli, aby ilustracja towarzyszyła tekstowi, więc musiałem tak robić.

 

Moja przygoda z Fabryką Słów zaczęła się od mej propozycji ilustrowania wydawanych przez nich dzieł. Wysłałem im port folio, które przypadło wydawnictwu do gustu. Zacząłem od książki Alexandry Pavelkovej Opowieści o Vimce; później przyszedł cykl Pilipiuka.

Nigdy nie miałem przyjemności poznać pana Pilipiuka, ale chciałbym. Pozdrawiam go z tego miejsca, jako jeden z pierwszych czytelników cyklu "Oko jelenia".

Opowiedz coś więcej o projekcie Hamlet ze scenariuszem Jerzego Szyłaka?

Mam sporo narysowanego materiału, ale trzeba by było stworzyć go od nowa. Ilustracje mocno się zestarzały, gdyż powstały pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Obecnie umiem więcej. W procesie nauki i zbierania doświadczenia, popełnia się różne błędy. W starszych rzeczach dostrzega się więcej niedoróbek, miejsc do poprawienia. Z czasem uświadamiam sobie, że trzeba zacząć od nowa, ponieważ poprawek jest zdecydowanie za wiele.

Hamlet to trawestacja szekspirowskiego dramatu pod tym samym tytułem. Znajdziemy tam elementy charakterystyczne dla stylu Jerzego. Trudno w tej chwili powiedzieć, czy album powstanie. Nie wykluczam takiej możliwości. Mam jeszcze jeden scenariusz Jerzego na powieść sensacyjną, pulpową w stylu amerykańskim. Powstanie obu projektów uzależniam od sił i czasu.

Lubiłem współpracować z Jerzym Szyłakiem. Cenię go jako znakomitego znawcę komiksu, nawet najznakomitszego. Swego czasu w "Nowej Fantastyce" pojawił się artykuł Jerzego "Dużo i mało o polskim komiksie" i był to jeden z pierwszych obszernych artykułów o komiksie. Tekst czytelny, bezpośredni, z dużym znawstwem tematu i niesamowitą biegłością.

W 2006 roku twoja praca ukazała się w amerykańskiej antologii Hope. Czego dotyczył ten komiks?

Stało się to dzięki Radkowi Smektale (scenarzysta Niewrażliwości), a sama nowela pojawiła się później w Pozdrowieniach w Interstrefy. Komiks opowiada o tym, iż w cieniu wielkich dramatów (np. huragan Katrina) są dużo mniejsze, z którymi wielu z nas musi się borykać na co dzień. Tylko na pozór są to mniejsze dramaty, gdyż dla osób, których one dotyczą, stają się najważniejszymi problemami do rozstrzygnięcia.

Ciekawostką jest to, iż powstały dwie graficzne wersje opowieści Radka. Amerykanie znaleźli innego, rodzimego rysownika. W antologii Hope pojawiły się moje ilustracje, a na stronie projektu wersja amerykańskiego rysownika. Jest to na tyle ciekawe, że czytelnik może zobaczyć na co więcej uwagi zwracał rysownik zza oceanu, a na co artysta z Polski. To są dwie różne wersje tej samej opowieści, z czego Radek woli moją - tak przynajmniej mi mówił.

Na koniec mam prośbę, czy mógłbyś opowiedzieć czytelnikom Gildii o tabletowej bitwie komiksowej, która 25 listopada odbędzie się w Krakowie? W końcu to bardzo ciekawe przedsięwzięcie, w którym świat komiksu ściera się ze światem biznesu.

Jest to niewątpliwie promocja sklepu. W mediach nie uświadczymy reklam komiksów, temu też każda okazja, aby zareklamować siebie jest dobra. Jeśli pojawia się możliwość, każdy artysta z niej korzysta. Może dzięki temu przedsięwzięciu kilka osób więcej sięgnie po komiks, parę, może dwie. Tabletowa bitwa jest na zasadzie luźnej rywalizacji. Pakuję codziennie pompki (śmiech). Bitwy komiksowe w każdej postaci są rodzajem spektaklu, którego brakuje imprezom komiksowym. Byłem świadkiem, gdy tak zwani "zwyczajni ludzie" trafiali na imprezę komiksową i szybko ją opuszczali. Każdy rodzaj angażowania publiczności jest fantastyczną rzeczą. Jak na przykład parada super bohaterów (przyp. red. - odbyła się w kwietniu 2010 roku w Bytomiu). Imprezy komiksowe to ceremonie ludyczne w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Bler - 2 - Zapomnij o przeszłości

Scenariusz: Rafał Szłapa
Rysunek: Rafał Szłapa
Wydawnictwo: Blik Studio
Rok wydania polskiego: 10/2011
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-931632-1-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus